Wśród licznych wspaniałych dzieł egipskich złotników znalezionych między bandażami, w które owinięto mumię Tutanchamona, było wiele naszyjników i pektorałów przedstawiających sokoła. Ptak ten był wizerunkiem Horusa, boga nieba i władzy królewskiej, którego ziemskim wcieleniem był faraon.
Naszyjniki w kształcie sokoła uważano za potężne amulety chroniące przed demonami, złymi siłami, klęskami żywiołowymi, złym losem i wszelkimi innymi niebezpieczeństwami.
21 listopada rokrocznie odbywa się w Wenecji uroczysta procesja dziękczynna za zdrowie miasta. Prowadzona jest po specjalnie przygotowanym moście pontonowym z placu św. Marka przez Wielki Kanał do kościoła Santa Maria della Salute.
Święto jest upamiętnieniem straszliwej plagi, która w latach 1629-1631 zabiła jedną trzecią mieszkańców Wenecji. Władze miasta postanowiły wówczas zbudować jako wotum kościół poświęcony Maryi, czyli właśnie Santa Maria della Salute.
Grobowiec w Mykenach zwany Skarbcem Atreusza to niewątpliwie największe osiągnięcie mykeńskiej architektury. Zbudowano go ok. 1350 r. p.n.e. najpewniej dla jakiegoś niezidentyfikowanego miejscowego władcy. Wiązanie budowli ze zdobywcą Troi Agamemnonem (czasami można spotkać nazwę grób Agamemnona) i jego ojcem Atreuszem nie ma bowiem żadnych podstaw naukowych.
Skarbiec Atreusza to największy ze znanych nam mykeńskich grobowców tolosowych, zwanych też ze względu na kształt ulowymi. Do II w. n.e. był też największym na świecie zadaszonym pomieszczeniem bez podpór. Osiągnięcie Mykeńczyków przebili dopiero Rzymianie, gdy postawili Panteon. Read the rest of this entry »
W 1880 roku wybitny francuski rzeźbiarz Auguste Rodin otrzymał zamówienie na wykonanie drzwi do planowanego Muzeum Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu. Artysta postanowił nawiązać do “Boskiej Komedii” Dantego. Jego “Brama piekieł” miała być odpowiedzią na tzw. “Wrota Raju”, które ponad 400 lat wcześniej wykonał Włoch Lorenzo Ghiberti.
O Kaplicy Brancaccich we Florencji pisałem już prezentując Tommasa Masaccia, którego freskom miejsce to zawdzięcza swą sławę. Tommaso Masolino (właściwie Tommaso di Cristoforo Fini da Panicale) był jego równorzędnym współpracownikiem w dziele ozdabiania kaplicy. Jednak jego freski nie są aż tak cenione jak Masaccia. Nie oznacza to jednak, że nie są godne uwagi.
Najbardziej chwalonym dziełem Masolina z kaplicy jest “Kuszenie Adama i Ewy” (obok). Jest to bardzo odważny jak na tamte czasy akt, który ukazuje Adama i Ewę pod drzewem poznania dobra i zła. Obraz mocno jeszcze tkwi w gotyku (postaci wciąż są mocno płaskie), ale ma też wiele elementów renesansowych, z których najbardziej w oczy rzuca się właśnie nagość.
“Manhattan na pustyni”, “najstarsze miasto drapaczy chmur” – takie określenia ukuto dla miasta Szibam w jemeńskiej dolinie Hadramaut. Znajduje się w nim około 500 wieżowców zbudowanych z cegły mułowej i mających 5-9 pięter.
Początki miasta, które było stolicą jemeńskiego królestwa Hadramaut, sięgają II w. n.e. Jednak większość wieżowców ma po 100-200 lat, a najstarszy liczy sobie około 400 lat. Cegła mułowa jest bowiem materiałem bardzo nietrwałym, więc domy wymagają częstych napraw i renowacji. Trudno zatem powiedzieć od kiedy domy w Szibam przybrały formę wieżowców. Nie ma jednak wątpliwości, że są to najwyższe na świecie domy mieszkalne z cegły mułowej.
Piękna a jednocześnie niezwykle tajemnicza rzeźba, którą odkrył w kościele parafialnym w Krużlowej Wyżnej w Małopolsce Stanisław Wyspiański w 1889 r. Dziesięć lat później miejscowy proboszcz przekazał rzeźbę do Muzeum Narodowego w Krakowie. Nie wiemy kto jest jej autorem, gdzie miała pierwotnie stać, ani kiedy dokładnie powstała. Zazwyczaj datuje się ją dość ogólnikowo na ok. 1400 r. bądź I ćw. XV w.
Edgar Degas to jedno z czołowych nazwisk francuskiego impresjonizmu, choć malarz ten nigdy nie był prawdziwym, stuprocentowym impresjonistą, gdyż notorycznie łamał podstawowe malarskie zasady tego ruchu. Używał chociażby w swoich obrazach wyklętych przez impresjonistów czerni, szarości i ziemistych kolorów. Do tego nie zrezygnował ze wzmacniania kształtów konturem i twierdził, że jest po prostu realistą. Jednak to on był jednym z głównych organizatorów słynnej wystawy buntowników z 1874 r., która była kluczowym wydarzeniem w dziejach impresjonizmu.
Świat jest pełen paradoksów. Jedna z najwspanialszych i najbardziej zadziwiających buddyjskich budowli znajduje się w kraju, w którym religią dominującą jest islam. Mowa o Borobudur na indonezyjskiej wyspie Jawa.
Ta niecodzienna budowla powstała w VIII/IX w., gdy na wyspie dominowały pochodzące z Indii hinduizm i buddyzm. Dopiero kilkaset lat później wyparł je przyniesiony przez arabskich kupców islam.
Chimera to ziejący ogniem potwór z greckiej mitologii. Ma ciało lwa, z którego dodatkowo wyrasta głowa kozy a w miejscu ogona jest wąż. Najsłynniejsze przedstawienie tego potwora nie pochodzi jednak z Grecji, ale z ziem Etrusków i uchodzi za arcydzieło brązownictwa etruskiego.
Zdaniem specjalistów rzeźbę wykonano w I połowie IV w. p.n.e. Uważa się, że stanowiła ona część grupy rzeźbiarskiej ofiarowanej jako wotum etruskiemu sanktuarium niedaleko Arezzo. Grupa ta najpewniej przedstawiała mitologiczną walkę greckiego herosa Bellerofonta z chimerą.
Kolejny malarz, który wyprzedził swoją epokę i umarł zanim został doceniony. Wyprzedził ją lekko kubistycznym podejściem do malarstwa. Co prawda “kubizmowi” Cotmana było szalenie daleko do kubizmu XX-wiecznego, ale pewna geometryzacja form i upraszczanie rzeczywistości bardzo mocno przebijało z jego akwarel.
“Most nad rzeką Greta” to jedna z najbardziej znanych obecnie akwarel namalowanych w tym stylu. Zdobi ona wiele encyklopedycznych notek o Cotmanie. Drugim w miarę często reprodukowanym dziełem jest widoczny obok “Akwedukt w Chirk” z ok. 1804 r., który pozwala jeszcze lepiej dostrzec charakterystyczną geometryzację.
Poświęcona św. Piotrowi katedra w Beauvais to jedno z największych osiągnięć gotyckiej architektury, choć nigdy jej nie ukończono. Budowę zaczęto w 1225 r. z szalenie ambitnymi zamiarami. Z tego też powodu po 47 latach pracy gotowy był jedynie chór. Ale za to jaki chór! Jego sklepienie znajduje się na wysokości 48 m. Do teraz żadna katedra nie przebiła tego osiągnięcia.
Chór był imponujący, ale nie dość trwały. W 1284 r. runęła część sklepienia. Budowniczowie jednak nie zrezygnowali. Odbudowali chór, ale przykładając większą wagę do jego wzmocnienia. Stoi do dzisiaj i zachwyca kolejne pokolenia. Dorobił się nawet miana “Partenonu francuskiego gotyku”. Read the rest of this entry »
“Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce.” – tak według św. Jana Jezus mówił swym uczniom.
Motyw Dobrego Pasterza największe triumfy święcił w sztuce wczesnochrześcijańskiej. W swojej pierwotnej wersji przedstawiał nastoletniego Jezusa z owieczką na ramionach. By stworzyć ten wizerunek, starożytni artyści skorzystali ze świetnie im znanego kanonu przedstawiania Hermesa Krioforosa, czyli Hermesa niosącego owcę.
Jacgues-Louis David trafił ze swoim talentem w niezwykłe czasy i długo doskonale sobie w nich radził. W początkach kariery wywijał pędzlem na zlecenie króla Francji Ludwika XVI. Potem robił to samo dla wielkich szych rewolucji francuskiej, a w końcu stał się nadwornym malarzem Napoleona. Miał więc okazję uwieczniać najbardziej dramatyczny okres francuskich dziejów, dzięki czemu jego płótna zdobią niezliczone podręczniki historii.
Po upadku Napoleona skończyła się dobra passa malarza. Bourbonowie nie zamierzali wybaczać artyście malowania dla ich wrogów i uznany “królobójcą” David musiał umykać z Francji. Zamieszkał w Belgii, gdzie żył spokojnie, ale już niczego istotnego nie namalował.
Sans souci to po francusku “bez trosk”. Pałac leży jednak w niemieckim Poczdamie, a nie we Francji. Był letnią rezydencją króla Prus Fryderyka II zwanego Wielkim oraz Starym Frycem. Jak arcytrafnie napisał Antoni Piskadło w “100 najsłynniejszych budowli” jest to prawdziwe “zwierciadło beztroskiego klimatu życia towarzyskiego osiemnastowiecznej arystokracji”.
Postawiony w latach 1745-1747 rokokowy pałac jest budowlą niezwykle lekką i ozdobną. Nie miał być rezydencją zwalającą z nóg. Fryderyk, który własnoręcznie naszkicował ogólny schemat budowli, mawiał o niej “moja mała winnica” i odrzucał propozycje uczynienia pałacu bardziej imponującym. Read the rest of this entry »
Zapotekowie stworzyli w południowo-zachodnim Meksyku jedną z najstarszych wysoko rozwiniętych kultur w Ameryce. Wykształciła się między 900 a 300 r p.n.e. i kwitła przez wiele kolejnych stuleci. Od 800 r. n.e. zaczyna się jej schyłek. Wielu czytających ten wpis pewno nie zetknęło się z Zapotekami. Wszystko dlatego, że cywilizacje Majów, czy Azteków zgarnęły większość sławy.
Kolejny wielki artysta, który za życia nie zakosztował sławy. Utrzymywał się głównie z urzędniczej posady i zakończył życie w nędzy, ponieważ współczesnych mu Holendrów mało obchodziły jego wiejskie widoki. Nie lepiej było po śmierci artysty. W XVIII w. zdarzało się nawet, że handlarze obrazami usuwali jego nazwisko z obrazów, by wstawiać sfałszowane podpisy znanych malarzy, bo jakiegoś tam Hobbemy nikt nie chciał kupować. Obrazy Holendra były wówczas doceniane tylko w Anglii. Dopiero w połowie XIX w. nazwisko Hobbema zaczęło być znane w całej Europie.
Najsłynniejsza pozostałość rzymskich akweduktów nazywa się Pont du Gard i znajduje się w południowej Francji. Ta piękna konstrukcja prowadząca akwedukt nad doliną rzeki Gardon w dużej mierze odpowiada za powszechne postrzeganie akweduktów jako długich ciągów łuków, na których biegnie kanał z wodą. Prawda jest jednak trochę inna.
Chyba najbardziej egzotyczny i dziwaczny tytuł postu, jaki mi wyszedł w “Cudach” :). Mahabalipuram to miasto w stanie Tamilnadu w południowo-wschodnich Indiach. Słynie z licznych zabytków wczesnośredniowiecznej (VI-IX w.) indyjskiej rzeźby i architektury. Gangawatarana zaś, to monstrualna płaskorzeźba przedstawiająca “zejście Gangesu na ziemię” i jeden z najbardziej znanych zabytków miasta. Read the rest of this entry »
Ukończony w 2006 r. budynek Szkoły Sztuk Pięknych, Designu i Mediów Uniwersytetu Technologicznego Nanyang w Singapurze to jeden z najwspanialszych przykładów zielonej architektury.
Najbardziej charakterystyczną cechą budowli są pokryte trawą dachy trzech tworzących ją skrzydeł. Niesamowity efekt wzmacnia to, że dachy łagodnie schodzą aż do ziemi. Budynek robi przez to wrażenie wyciętego ze wzgórza. Read the rest of this entry »
Bagna potrafią kryć niesamowite skarby. W 1902 r. z moczarów w Trundholm w Danii wyciągnięto częściowo zachowany model wozu z dyskiem słonecznym o długości 60 cm.
Całość wykonano z brązu, ale dysk słoneczny jest pokryty dodatkowo złotą blachą. Nie ulega wątpliwości, że artysta, który go wykonał (bądź ich grupa) miał duże pojęcie o swoim fachu.
Nie przepadam za malarstwem Rubensa. Te jego gigantyczne, tłuste, gołe kobiety, te mitologiczne sceny będące kłębowiskiem powyginanych półnagich postaci, to wciskanie gdzie tylko się da udających aniołki niemowlaków, wszystko to zniechęca mnie do dzieł słynnego Flamanda.
“Jedna z tych świątyń – rywalka świątyni Salomona – mogłaby zająć honorowe miejsce obok najpiękniejszych naszych budowli. Jest wspanialsza niż cokolwiek z tego, co zostawiła nam Grecja lub Rzym” – napisał o świątyni Angkor Wat w Kambodży Francuz Henri Mouhot, który w styczniu 1860 roku nadział się na nią w kambodżańskiej dżungli na północ od wielkiego jeziora Tonla Sap.
Cywilizacja Olmeków kwitła w Meksyku od 1200 do 400 r. p.n.e. Specjaliści często zwą ją “matką kultur mezoamerykańskich”, gdyż Olmekowie jako pierwsi na tych ziemiach stosowali m.in. monumentalną architekturę i rzeźbę, kalendarz oraz najprawdopodobniej pismo.
Z tych wszystkich cywilizacyjnych osiągnięć Olmeków największą sławą cieszą się wielkie rzeźby głów. Znamy ich 17. Stanowią więc malutki procent wśród ogółem 300 odkrytych monumentalnych rzeźb olmeckich. Są jednak w tym gronie elitą.
Tajemniczy obraz tajemniczego malarza. Obraz jest tajemniczy, gdyż nikt nie ma pojęcia, jaki jest jego temat. Mamy karmiącą kobietę, mężczyznę i pejzaż z niebem przeciętym błyskawicą.
Kobietę identyfikowano przeróżnie – od cyganki przez liczne postaci literackie i mitologiczne aż po Maryję. Każdy strzał może być dobry, no może z wyjątkiem Maryi, gdyż zbyt dużo tu gołego ciała, jak na malarskie przedstawienie matki Jezusa.
Najsłynniejsza twierdza krzyżowców na Bliskim Wschodzie i jedna z najpotężniejszych. Swoją wielką sławę zawdzięcza po części temu, że dotrwała do naszych czasów prawie w takim stanie w jakim była 700 lat temu. Duże znaczenie ma też malownicze położenie na wyniosłej skale.
Jej udział w dziejach krucjatach zaczyna się w 1099 r., gdy stojącą na wzgórzu islamską fortalicję zdobywa na krótko Rajmund IV z Tuluzy. Opuszczoną przez chrześcijan twierdzę zajmuje ponownie w 1110 r. regent Antiochii Tankred. 32 lata później zaczyna się złoty okres zamku, gdy hrabia Trypolisu Rajmund II przekazuje go Joannitom.
Jedna z najsłynniejszych greckich rzeźb, choć znana głównie pod rzymskim imieniem bogini miłości. Wenus (grecką Afrodytę) odkrył w 1820 r. niedaleko ruin teatru na wyspie Melos pewien wieśniak i sprzedał ambasadorowi Francji w Konstantynopolu. Posąg ofiarowano następnie Ludwikowi XVIII, który przekazał go do Luwru.
Tommaso Masaccio i Kaplica Brancaccich nie mogą równać się sławą z Michałem Aniołem i Kaplicą Sykstyńską. Jednak bez tych pierwszych najpewniej nie byłoby tych drugich, podobnie zresztą jak wielu innych arcydzieł włoskiego renesansu.
Połączyć wielusetletnią tradycję z nowoczesnością to bardzo trudne zadanie. Jednym z najlepszych przykładów jego rewelacyjnego wykonania jest kościół Grundtviga w Kopenhadze.
W 1877 r. lokalna ludność znalazła w starym grodzisku nad rzeką Amu Daria w dzisiejszym Tadżykistanie skarb złożony ze 177 złotych, srebrnych i brązowych wyrobów oraz 1300 monet.
Widoczna powyżej złota bransoleta z dwoma rogatymi gryfami jest jednym z kilku najsłynniejszych elementów tego skarbu. Specjaliści zaliczają ją do sztuki achemenidzkiej (perskiej) i datują na V-IV w. p.n.e.
Obraz, którego tytuł dał nazwę całemu kierunkowi, a tytułu tego nie byłoby, gdyby nie frustracja pewnego dziennikarza. Ale od początku. W 1874 r. grupa malarzy, których dzieł nie dopuszczano do Salonu Paryskiego przygotowywała własną wystawę. Byli wśród nich m.in. Edgar Degas, Camille Pissarro, Pierre-Auguste Renoir, Arthur Sisley i oczywiście Claude Monet. Każda wystawa musi mieć swój katalog. Tego zadania podjął się brat Renoira, Edmond, który był dziennikarzem. Read the rest of this entry »
Jedna z najlepiej zachowanych antycznych greckich świątyń i jednocześnie dość słabo znana. Ma bowiem w Atenach sporą konkurencję, jeśli chodzi o starożytne zabytki.
Hefajstejon, zwany też niegdyś Tezejonem, zbudowano w latach 449-444 p.n.e. w ramach wielkiego projektu inwestycyjnego Peryklesa, którego głównym elementem były inwestycje na Akropolu. Ale nie tylko.
Chiński powiat Dazu w południowo-zachodniej części kraju słynie z około 50-60 tys. rzeźb, które wykuli w zboczach skalnych buddyjscy mnisi. Większość tych dzieł powstała między IX a XIII w. n.e., ale najstarsze sięgają nawet VII w. Są one jednym z największych cudów Chin, ale nie cieszą się nawet ułamkiem sławy jaką mają Wielki Mur, czy Terakotowa Armia. A moim zdaniem nie ustępują im w niczym.
Górne zdjęcie ukazuje twarz leżącego Buddy Śakjamuniego, którego postać ma trochę ponad 31 m długości (zdjęcie prawie całości). Rzeźba obrazuje moment, w którym Budda przechodzi w stan nirwany. Read the rest of this entry »
Gusta bywają bardzo różne. Tej prawdy szczególnie mocno doświadczył angielski malarz John Constable. Najchętniej malował zwykłe pejzaże, w których ukazywał zazwyczaj wiejskie zakątki Anglii. Na jego obrazach prawie zawsze były trzy elementy: woda, zieleń (i to zazwyczaj taka bardzo zielona) oraz niebo pełne kłębiastych chmur. Jego zachwytu naturą nie podzielali jednak rodacy i nie cenili sobie zbytnio tych “przypadkowych” i “chaotycznych” widoczków. Na nic zdawały się tłumaczenia artysty, że przecież taka jest natura – chaotyczna i przypadkowa.
Autorami tego niesamowitego drapacza chmur są amerykańscy architekci Louis Henry Sullivan i Dankmar Adler. Budynek powstał w latach 1894-1896 r. i był jednym z pierwszych wysokościowców na świecie.
Szkielet Guaranty Building (to dawna nazwa budynku) wykonano ze stali, co było jeszcze wówczas wielką nowością. Jego piękne ciało stworzono z terakotowych płyt. Widoczne na nich bogate i jednocześnie niezwykle gustowne zdobienia były inspirowane gotykiem i secesją. Budynek jako całość ma jednak bardzo szlachetną i spokojną sylwetkę, jak przystało na dystyngowany biurowiec. Read the rest of this entry »
Nie ma chyba bardziej zadziwiającej pozostałości po europejskich neolitycznych społeczeństwach niż Grand Menhir Brisé (wielki pęknięty menhir) w Locmariaquer we francuskiej Bretanii. Około 4500 lat p.n.e., gdy nie było jeszcze egipskich piramid ani kręgu w Stonehenge, prehistoryczni Bretończycy wpadli na wariacki pomysł ustawienia pionowo gigantycznego bloku granitu o wysokości 20 m i o wadze 280 ton.
Nie wiemy, jak im się to udało i jak przytaszczyli kamień z odległego o 12 km występu skalnego u ujścia rzeki Auray, skąd najpewniej głaz pochodzi. Nie wiemy, dlaczego pieczołowicie wyrównali blok, a także co oznacza dziwny, obecnie ledwo widoczny, siekieropodobny znak, który na nim wyryli. Wiemy tylko, że ten ogromny głaz na pewno udało im się postawić, a przecież jest on ponad 4 razy cięższy od największych bloków użytych w piramidzie Cheopsa. Read the rest of this entry »
Kolejna spośród najsławniejszych pup malarstwa. W dodatku pupa nieletnia, gdyż należy najpewniej do dziewczyny, która nie ukończyła jeszcze 15 roku życia. Uważa się, że była to jedna z licznych młodych niewiast, które miały zaszczyt gościć w łożu króla Francji Ludwika XV.
Bardzo popularne jest identyfikowanie osoby na obrazie z Marie-Louise O’Murphy, nieletnią kochanką króla pochodzenia irlandzkiego, ale mocnych dowodów na to brak. Dlatego używa się raczej tytułów “Leżąca…”, bądź też “Odpoczywająca dziewczyna”.
Arkadia, o której dziś napiszę, nie jest ani fikcyjną krainą szczęśliwości, ani historyczną krainą w Grecji. To park niedaleko Łowicza budowany w XVIII i XIX w. na polecenie księżny Heleny z Przezdzieckich Radziwiłłowej w pobliżu rodowej siedziby w Nieborowie.
W drugiej połowie XVIII w. dotarła do polski moda na ogrody typu angielskiego. Zrywały one z głównie francuską modłą na sztuczne barokowe ogrody z symetrycznie wytyczonymi alejkami i równo przystrzyżonymi żywopłotami. W ogrodzie typu angielskiego odtwarzano naturalne krajobrazy, a wszystko to okraszano budowlami nawiązującymi do antyku i średniowiecza. Całość miała mieć charakter nastrojowo-sentymentalny. Z czasem takie ogrody przygarnęły też elementy romantyczne związane z baśniowością i ludowością. Read the rest of this entry »
Paweł Trubieckoj był rosyjskim księciem urodzonym i zmarłym we Włoszech, choć nie całe życie spędził w tym kraju. Jego miłością była rzeźba, której początkowo sam się uczył. A była to rzeźba mocno oryginalna. Jego posągi wyglądają jak obrazy malowane szybko kładzionymi grubymi impastami. Są rzeźbiarskimi szkicami. Z tego też powodu twórczość księcia zalicza się do impresjonizmu.
Holandię można nazwać ojczyzną malarstwa marynistycznego. Co prawda już w starożytności zdarzało się malarzom ukazywać okręty, ale dopiero w XVII-wiecznej Holandii tematyka ta zdobyła sobie samodzielną pozycję obok portretów czy pejzaży.
Rozkwit marynistycznego malarstwa właśnie w tym kraju nie powinien dziwić. Jak żaden inny naród Holendrzy zawdzięczali swój dobrobyt właśnie morzu. Ten mały kraj był w XVII w. morską potęgą, a jego kupcy zbijali fortuny zwożąc towary z całego świata. Read the rest of this entry »
Miasto Jazd znajduje się w środku Iranu w oazie położonej między dwoma pustyniami. Większość domów ma tam kolor suszonej cegły, ale jest też kilka budowli, których ściany mienią się kolorowymi ceramicznymi płytkami. Najbardziej znaną z nich jest Meczet Piątkowy.
Alfons Mucha jest znany przede wszystkim jako malarz, ale jego działalność artystyczna, jak już kiedyś pisałem, była dużo szersza, czego przykładem jest choćby witraż dla katedry św. Wita w Pradze. Powstał on w 1931 r. za pieniądze czeskiego banku Slavia. Secesyjny witraż był jednym z ostatnich etapów trwającej blisko 600 lat budowy tej gotyckiej świątyni.
“Pejzaż z sosnowym gajem” to dwa parawany (jap. byōbu), z końca XVI w., na których Hasegawa Tōhaku namalował czarnym tuszem otulony mgłą sosnowy gaj porastający, jak się wydaje, jakieś wzgórze.
Te dwa malowidła uchodzą za arcydzieło japońskiego malarstwa monochromatycznego. Narodziło się ono pod koniec XII w. w ścisłym związku z buddyzmem zen. Pierwszymi malarzami byli mnisi, dla których była to forma medytacji.
Ávila to miasto w środkowej Hiszpanii. Największą sławę zapewniają mu mury miejskie. Zbudowane w 1090 r. przetrwały do dzisiaj. Mają trochę ponad 2,5 km długości, 12 m wysokości, 3 m grubości, 88 wież i 9 bram.
Mury Ávili nie są dziełem sztuki ani wielkim wyczynem inżynierskim czy kamieniarskim. Cudem stały się dlatego, że przetrwały do naszych czasów w pierwotnym stanie. A stało się to za sprawą kryzysu.
Dzisiaj będzie wpis kompletnie inny. Cuda świata nie ograniczają się tylko do tego, co widzimy. Cudami mogą też być zestawienia dźwięków, czyli po prostu muzyka. Już kilka razy zastanawiałem się nad dawaniem tutaj utworów, ale z różnych powodów nie wprowadzałem tego w życie.
Ten wpis nie oznacza, że wreszcie się zdecydowałem. Po prostu będzie wyjątkiem. Ale talent prezentowanej osoby zasługuje na miano cudu, podobnie jak talenty malarzy, rzeźbiarzy, architektów, czy złotników, których dzieła tu zazwyczaj prezentuję.
Dwa takie posągi naturalnej wielkości stały naprzeciwko siebie po obu stronach wejścia do komory grobowej, w której spoczywały szczątki faraona Tutanchamona. Rzeźby wykonano z drewna, które pokryto złotem i czarną lśniącą żywicą. Pierwotnie były owinięte w tkaninę.
Niechybnie najpiękniejsza pupa w dziejach malarstwa. I niewątpliwie jeden z dwóch najbardziej znanych aktów hiszpańskiego malarstwa, w którym zresztą aktów było bardzo mało, a zachowało się jeszcze mniej, co zazwyczaj przypisuje się aktywności inkwizycji.
Początkowo naga niewiasta była sama na płótnie. Kupidyn z lustrem pojawił się później, co wykazały specjalistyczne badania. Nie ma pewności, czy domalował go sam Velázquez, czy już ktoś inny. Jednak kupidyn i lustro są nieważne. O mocy obrazu decyduje zmysłowo powyginana niewiasta o wspaniałej figurze, tak różnej od popularnych w tamtym czasie grubasek Rubensa (dla przykładu jego wersja “Wenus przed lustrem“).
Położone w Libanie Baalbek przez prawie całą starożytość było miejscem kultu. Najdłużej czczono tam trzy bóstwa semickie: boga burzy Baala-Hadada, boginię płodności Atargatis i trzeciego niezidentyfikowanego boga. Badania archeologiczne wskazują, że ich kult w tym miejscu zaczął się prawdopodobnie już w III tysiącleciu p.n.e.
Gdy po podbojach Aleksandra Wielkiego władzę nad Bliskim Wschodem objęli monarchowie greckiego i macedońskiego pochodzenia Baalbek przekształcono w Heliopolis, czyli Miasto Słońca, a czcić zaczęto bóstwa greckie. Potem miasto znalazło się w granicach imperium rzymskiego, a Oktawian August założył w nim kolonię weteranów Julia Augusta Felix. Wtedy to Baalbek stało się miejscem kultu Jowisza Heliopolitańskiego, Wenus i Bachusa (Dionizosa).
W 1912 r. rosyjski archeolog Mikołaj Wesołowski rozkopał scytyjski kurhan Sołocha w okolicach Nikopola na Ukrainie. Niestety, okazało się, że główna komora grobowa była już obrabowana. Na pocieszenie naukowcom pozostała komora boczna, do której rabusie nie dotarli. W niej chował się bodaj najpiękniejszy grzebień w dziejach.
Holender Gerrit van Honthorst nie jest zbyt znanym malarzem. Jednak aż kilka jego obrazów należy do grona moich najbardziej ulubionych. Jednym z nich kilkanaście miesięcy temu zacząłem Cuda Świata. Teraz pokazuję Wam drugi.
Wszystkie moje ulubione Honthorsty należą do tzw. ciemnej maniery (maniera tenebrosa), która była inspirowana dziełami Caravaggia. Honthorst poznał dobrze jego malarstwo podczas kilkuletniego pobytu we Włoszech. Holender stał się tak żarliwym wielbicielem ciemnej maniery, że Włosi nazwali go Gherardo delle Notti, czyli Gerard od nocy.
Wykonanie tego zamówienia zajęło artyście 21 lat. Ozdobione 28 biblijnymi scenami drzwi wzbudziły podziw i w 1425 r. Ghiberti dostał zlecenie na kolejne. Miały one przedstawiać sceny ze Starego Testamentu.
Choć jest stosunkowo mała, to stała się jedną z najbardziej znanych piramid świata. Zawdzięcza to ogromnej elegancji, którą zapewniła jej symetria (już nie raz uczeni wykazywali, że to co symetryczne uznajemy zazwyczaj za piękniejsze).
Piramida powstała w drugiej połowie XI w. bądź w połowie XII w., ale w jej wnętrzu archeolodzy odkryli pozostałości podobnej piramidy zbudowanej około stu lat wcześniej.
Dość trudno w to uwierzyć, ale powyższy obraz zaprowadził Veronesego przed oblicze Inkwizycji. Jej członkom nie spodobało się bowiem to, że artysta umieścił na płótnie, które miało przedstawiać ostatnią wieczerzę Jezusa, przeróżne “głupstwa”: karły, psy, papugi, błaznów (i to w dodatku pijanych!), Murzynów, czy osobnika dłubiącego w zębach. Najmocniej jednak miało rozdrażnić inkwizytorów ukazanie niemieckich lancknechtów, bo Niemców kojarzono wówczas z luteranizmem.
Zdecydowanie jedno z najpiękniejszych dzieł sztuki, jakie pozostały nam po cywilizacjach kwitnących niegdyś w dolinie Eufratu i Tygrysu.
Nieznany artysta wykonał tę brązową głowę, gdzieś w XXIV-XXIII w. p.n.e. Zdaniem specjalistów stanowiła ona część posągu akadyjskiego władcy. Nie wiemy jednak którego. W różnych źródłach można spotkać imiona Sargona, Naramsina i Manisztusu, ale uczciwie powiedziawszy wszystko to jest tylko zgadywaniem w oparciu o słabiutkie przesłanki.
Rzeźba była najpewniej ponadnaturalnych rozmiarów, gdyż zachowana głowa ma 36,6 cm wysokości. Jak na tamte czasy artysta ukazał twarz władcy bardzo realistycznie. Zachwyt budzi też dokładne ukazanie misternie uczesanego zarostu.
W ocenie specjalistów cudo to wykonano techniką odlewu na wosk tracony, a detale wykończono za pomocą dłuta snycerskiego.
Rana oka prawdopodobnie powstała jeszcze w starożytności, a powstała podczas wydłubywania oczu władcy, które najpewniej zrobiono z cennych kamieni.
Głowę odkryto w dawnej stolicy imperium asyryjskiego Niniwie, gdzie trafiła ponad 2600 lat temu. Już wtedy najpewniej uważano ją za starożytny zabytek. Teraz jest jednym z największych skarbów Muzeum Narodowego w Bagdadzie.
Burdż al-Arab to niezwykle luksusowy hotel w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kształt zbudowanego w latach 1993-1998 wieżowca nawiązuje do żagli tradycyjnych arabskich łodzi dhow.
Budynek postawiono na sztucznej wyspie położonej 280 metrów od brzegu. Prowadzi na nią most dostępny tylko dla gości. Do hotelu dotrzeć można też śmigłowcem, na który czeka wystające z 27 piętra okrągłe lądowisko.
Wieżowiec ma 321 m wysokości, ale ostatnie 111 metrów stanowią jedynie maszt i żelbetowa konstrukcja nośna. Projektanci zapewniają, że wytrzyma trzęsienia ziemi i wiatr o prędkości do 450 km/h.
Fasadę budowli tworzy ściana kurtynowa wzniesiona z 80 tys. m sześć. szkła pokrytego dwuwarstwową tkaniną teflonową, białą w dzień, a wieczorem mieniącą się różnymi kolorami. Hotel ma 202 dwukondygnacyjne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m kw. Ceny zaczynają się od 1000 dolarów za jedną noc od osoby.
Bryła Burdż al-Arab jest niewątpliwie jedną z najcudowniejszych jakie kiedykolwiek skonstruowano i jej twórca Tom Wills-Wright ma pełne prawo być dumnym ze swego dzieła. Niestety, wnętrze postawionej kosztem 650 mln dolarów budowli na miano cudu już nie zasługuje. Zatriumfowały w nim marmury, złoto i pozbawiony gustu przepych, tak charakterystyczny dla właścicieli petrodolarowych fortun.
Na koniec prawie 9-minutowa reklamówka hotelu, byście mogli zobaczyć jak wygląda w środku.
Środkowe zdjęcie na licencji GNU FDL. Autorem jest Imre Solt. Pozostałe zdjęcia są w domenie publicznej.
Giovanni Bellini jest powszechnie uznawany za ojca weneckiego koloryzmu. Nie tylko tworzył zachwycające barwami Madonny, ale wychował dwóch arcygigantów tego kierunku: Giorgiona i Tycjana.
Ja jednak nie pokażę Wam dziś Madonn w pięknych niebieskich szatach. Nie pokażę też pewnej nagiej kobiety z lusterkiem, którą namalował, gdy miał ponad 85 lat, a którą wielu uznaje za jego najwybitniejsze dzieło.
Największą bowiem słabość mam do obrazu, który nie bije w nas pięknymi barwami. To skromna tempera ukazująca opłakiwanie zmarłego Chrystusa. Myślę, że to cudowne, rzadko prezentowane dzieło doskonale pasuje do Wielkiego Piątku, który dziś wypada.
ok. 1500 r., tempera na drewnie, 76 na 121 cm, Galleria degli Uffizi we Florencji
Gandhara to starożytne królestwo, które leżało na pograniczu Afganistanu, Pakistanu i Kaszmiru. Dziś większość tych ziem jest zdominowana przez fanatycznych muzułmańskich bojowników zwanych talibami. Ale w kilku pierwszych wiekach naszej ery obszar ten był jednym z najważniejszych centrów buddyzmu i chlubił się wysoko rozwiniętą sztuką.
Ową wspaniałą sztukę Gandhara zawdzięczała m.in. wyprawie Aleksandra Macedońskiego. To wtedy na jej ziemie dotarli greccy osadnicy, wśród których byli też artyści. Kilka wieków później w Gandharze zaczęto wykuwać przepięknie posągi Buddy, w których XX-wieczni specjaliści dostrzegli bardzo silne wpływy greckie.
Przede wszystkim Budda ma na sobie grecką szatę – himation. Ma też stylizowane kręcone włosy, bardzo podobne do fryzury greckiego boga Apolla. Do tego specjaliści dodają jeszcze bardzo realistyczne przedstawienie twarzy, aureolę i widoczny w stojących figurach tak charakterystyczny dla greckiej rzeźby kontrapost.
Jednak najmocniejszym greckim wpływem jest być może sama idea przedstawiania Buddy jako człowieka. W pierwszych wiekach buddyzmu ograniczano się bowiem do przedstawień symbolicznych: stupy, drzewa Bodhi, pustego siedziska, odcisku stóp, czy koła. Aż nagle, gdzieś na przełomie er, pojawiają się antropomorficzne posągi Buddy i to od razu świetnie wykonane.
Zdaniem wielu specjalistów to właśnie w Gandharze wykuto pierwsze posągi Buddy-człowieka. Stamtąd pochodzą bowiem najstarsze takie przedstawienia. Sprawa nie jest jednak pewna, bowiem prawie tak samo stare antropomorficzne rzeźby Buddy pochodzą z Mathury w północnych Indiach. Trudno więc rozstrzygnąć, który ośrodek buddyzmu był pierwszy. Większość specjalistów skłania się jednak ku Gandharze, gdyż rzeźby z Mathury, choć stylowo dużo bardziej indyjskie, to mają w sobie całkiem sporą dozę gandharskiej greckości.
Stojący Budda z Gandhary, którego widzicie u góry, jest datowany na I-II wiek n.e. Rzeźba znajduje się w Muzeum Narodowym w Tokio. Poniżej siedzący Budda z Gandhary z National Gallery of Victoria w Australii. Tę rzeźbę datuje się na II-IV w. n.e. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Sailko.
Koniecznie porównajcie tę rzeźbę z Buddą z Kamakury stworzonym w XIII w. w Japonii. Wielka jest siła tradycji.
Ciekawy artykuł o ewolucji wizerunku Buddy znajdziecie w serwisie Exotic India. Jest tam trochę zdjęć porównujących style Gandhary i Mathury.
Nie ma w Rzymie lepiej zachowanej antycznej budowli niż Panteon. Nie oznacza to jednak, że świątynia będąca od 608 r. chrześcijańskim kościołem, dotrwała do naszych czasów w stanie nienaruszonym. W 663 r. cesarz bizantyjski Konstans II zerwał z jej dachu pozłacane mosiężne płyty, w średniowieczu zdarto marmury, które okrywały zewnętrzne ściany budowli, a w 1625 r. papież Urban VIII usunął m.in. podtrzymujące dach portyku brązowe belki i dał w ich miejsce drewniane. To tylko najistotniejsze straty jakie poniosła budowla. Najważniejsze jednak, że do naszych czasów dotrwało to, co czyni ją wyjątkową – betonowa kopuła o średnicy 43,3 m.
Jedną z największych fascynacji malarzy wczesnego renesansu była perspektywa. Artyści prześcigali się w jej brawurowym zastosowaniu. Z praktyki tej najbardziej słynęło trzech Włochów: Paolo Uccello, Piero della Francesca i Andrea Mantegna. W kategorii brawurowości wyścig wygrał chyba właśnie Mantegna wizerunkiem leżącego martwego Jezusa, na którego patrzymy stojąc naprzeciw jego przebitych stóp.
Jednak Mantegna zdecydowanie nie wygrał w kategorii bezbłędności perspektywy. Stopy Jezusa są zbyt małe, a głowa dużo za duża. Mimo to obraz ten wciąż budzi zachwyt. Perspektywa bowiem nie jest w malarstwie wszystkim. Liczy się też nastrój i emocje zaklęte w dziele. A tu Mantegna błędów nie popełnił.
1467/1480 r., tempera na płótnie, 66 na 81,3 cm, Pinacoteca di Brera w Mediolanie
Mantegna ma też na koncie lepszy z punktu widzenia prawidłowej perspektywy wizerunek leżącego mężczyzny. To widoczny poniżej niewielki, ale prześliczny rysunek “Mężczyzna leżący na kamiennej płycie” przechowywany w British Museum.
Rzeźbę przedstawiającą Św. Ignacego Loyolę, założyciela zakonu jezuitów, Montañés stworzył ok. 1610 r. dla uczczenia jego beatyfikacji. 167-centymetrowa polichromowana figura z drewna stanęła w kościele Iglesia de la Anunciación w Sewilli.
Montañés zwany przez krajan “Fidiaszem z Sewilli” był specjalistą w przedstawianiu mnichów. Zresztą był to motyw niezwykle popularny w sztuce hiszpańskiego baroku, o czym świadczą nie tylko liczne rzeźby szeregu artystów, ale też obrazy. Te gromady hiszpańskich mnichów to jedne z moich ulubionych dzieł baroku. Choć prawdę powiedziawszy z barokiem związek mają głównie czasowy. Wszak stateczne figury ubogo odzianych mnichów kompletnie nie pasują do bogatego, rozbuchanego baroku, jaki panoszył się prawie w całej Europie.
Poniżej mały poczet mnichów Montañesa. Od lewej stoją św. Bruno (założyciel kartuzów), św. Dominik (założyciel dominikanów) i św. Franciszek Borgiasz (jeden z generałów zakonu jezuitów). Ten ostatni znajduje się w tym samym kościele, co Loyola.
Kwidzyński zamek jest wyjątkowy z dwóch powodów. Po pierwsze jest to tak naprawdę zespół zamkowo-katedralny łączący w jedną fortecę katedrę obronną i zamek. Po drugie twierdza ta szczyci się prawdopodobnie najwspanialszym wychodkiem na świecie.
Ten superwychodek to tak zwane gdanisko, czyli ufortyfikowana wieża ulokowana w pewnej odległości od zamku i połączona z nim gankiem. I właśnie oparty na pięciu arkadach ganek czyni kwidzyńskie gdanisko tak pięknym i wyjątkowym. Jest bowiem najdłuższym i najbardziej malowniczym połączeniem zamku z obronnym wychodkiem.
Jakim cudem najwspanialsze gdanisko znajduje się w Polsce? Ha! W tej dziedzinie jesteśmy światowym potentatem. Drugie i trzecie miejsca też można swobodnie przypisać budowlom w naszym kraju (Malbork, Toruń). Tę gdaniskową dominację zawdzięczamy Krzyżakom, którzy byli miłośnikami takich wież i często obdarzali nimi swoje zamki. Dzięki temu nieczystości od razu lądowały w fosie albo pobliskiej rzece, co poprawiało warunki sanitarne w fortecy. Poza dawnymi ziemiami zakonu budowle takie prawie nie występują.
Zespół zamkowo-katedralny w Kwidzynie od strony północnej. Z lewej katedra, a z prawej zamek. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Jerzy Strzelecki
Zamek i katedrę budowano przez większą część pierwszej połowy XIV w. Tworzyły one siedzibę kapituły pomezańskiej, czyli kolegium kanoników diecezji pomezańskiej.
Od niedawna kwidzyńska forteca ma jeszcze jedną atrakcję. Podczas badań archeologicznych w katedrze w 2007 r. natrafiono na trzy szkielety, które najprawdopodobniej są szczątkami wielkich mistrzów krzyżackich.
Dzisiaj wpis nietypowy, bo znaleziony na YouTube. Znakomita większość z 90 pań widocznych na filmie poniżej nie gościła jeszcze w Cudach Świata. Możecie więc uznać to za zajawkę wielu przyszłych wpisów ;).
Autorem tego animacyjnego cudeńka jest Philip Scott Johnson.
Pergaminowa księga zwana też Ewangeliarzem z Kells jest jednym z największych skarbów Irlandii. Powszechnie uznaje się ją za najwspanialszy irlandzki manuskrypt jaki dotrwał do naszych czasów i jeden z najwspanialszych manuskryptów wszech czasów.
Analizy zawartości księgi pozwoliły ustalić, że anonimowych autorów – miniaturzystów i skrybów – było co najmniej kilku. Nie wiemy jednak za bardzo kiedy i gdzie żyli.
Specjaliści uważają, że jej powstanie można datować na okolice 800 r. Jest prawie pewne, że istniała w 1007 r., a stuprocentowo pewne, że w XII w. Mogła powstać wszędzie tam gdzie działali irlandzcy mnisi, a więc nie tylko w Irlandii, ale też w Szkocji bądź Northumbrii. Ostatnimi czasy popularność zyskała hipoteza, że księgę stworzono w klasztorze na wyspie Iona u wybrzeży Szkocji. W 806 r. klasztor złupili Wikingowie, a resztka mnichów uciekła właśnie do Kells. Tam księga znajdowała się do połowy XVII w., kiedy to trafiła do Trinity’s College w Dublinie, gdzie jest po dziś dzień.
Jeden z wielu ozdobnych inicjałów
Główną zawartośc Księgi z Kells stanowią cztery ewangelie z czego Ewangelia św. Jana jest niedokończona. Swoją sławę manuskrypt zawdzięcza niezwykle bogatemu zdobieniu. Spośród 680 stron tylko dwie nie mają kolorowych elementów.
Pod względem artystycznym księga stanowi niezwykły konglomerat. Łączy ona artystyczne tradycje Bizancjum i chrześcijaństwa koptyjskiego z celtycką ornamentyką i symboliką o pogańskim rodowodzie.
Stworzenie manuskryptu było niezwykle kosztownym przedsięwzięciem. Na sam pergamin potrzeba było skór 150 cieląt. Niesamowitym luksusem było zastosowanie niebieskiego barwnika z lapis lazuli – minerału drogiego wówczas jak złoto. A przecież kolor ten można było uzyskać z dużych tańszych substancji. Obwoluta księgi była najpewniej bogato zdobiona i wyłożona drogimi kamieniami. Niestety, nie zachowała się do naszych czasów. Jak się przypuszcza oderwano ją podczas kradzieży w 1007 r.
Na ilustracji u samej góry widzicie tzw. stronę chi rho (greckie XR), czyli zawierającą ozdobny monogram Chrystusa. Zdaniem specjalistów była to zapewne najbardziej pracochłonna strona spośród wszystkich irlandzkich manuskryptów. Poniżej galeria z kilkoma stronami (kliknijcie na pierwsze zdjęcie, a potem przechodźcie do kolejnych za pomocą dolnej listwy).
W 836 kalif abbasydzki al-Mutasim postanowił opuścić Bagdad i zbudować nową stolicę 100 km na północny zachód od dotychczasowej. Nad brzegiem Tygrysu wyrosło rozległe miasto z pałacami i oczywiście meczetami. Najwspanialszy z nich – Wielki Meczet – powstał w latach 848-852, gdy panował już kalif al-Mutawakkila. Był największym islamskim sanktuarium na świecie. Salę modlitw otaczał potężny mur wysokości 10 m, długości 240 m i szerokości 158 m. (jego fragment widać z prawej strony górnego zdjęcia). Budowniczowie wzmocnili mur 44 półbasztami, przez co meczet wyglądał jak wielka forteca. (rekonstrukcja, wnętrze meczetu dziś)
Jednak najbardziej spektakularną budowlą Samarry jest minaret Wielkiego Meczetu zwany Malwijja. Jest to spiralna wieża wznosząca się na wysokość 52 m, na której szczyt wchodzi się usytuowanymi na zewnątrz krętymi schodami, co doskonale widać na dolnym zdjęciu.
W okresie swej świetności Samarra ciągnęła się wzdłuż brzegów Tygrysu przez 35 km, a żyło w niej być może nawet pół miliona ludzi. Jednak jej chwała nie trwała zbyt długo. W 892 roku kalif al-Mu’tamid powrócił do Bagdadu. Miasto opustoszało, a zbudowane z suszonej cegły budynki, w tym i pałace kalifów, rozsypały się w proch. Przetrwały tylko te nieliczne, które postawiono z bardzo drogiej w Mezopotamii wypalanej cegły.
W Samarze stoi jeszcze jeden spiralny minaret. Jest częścią kolejnego ogromnego meczetu, który w 859 roku postawił kalif al-Mutawakkil. Ma jednak tylko 34 m wysokości.
Zdjęcia na licencji Creative Commons. Autorem górnego jest Jim Gordon, a dolnego IgorF.
Fresk Martiniego to pierwszy konny portret w średniowiecznym malarstwie Europy i pierwsze świeckie dzieło. Ukazany na nim rycerz to kondotier (dowódca najemników) Guidoriccio da Fogliano. Unieśmiertelnienie swej osoby freskiem mistrza z Sieny zawdzięcza radzie tego miasta, która zleciła gigantyczne malowidło w podzięcie za odzyskanie dla Sieny dwóch miasteczek, Montemassi i Sassoforte. Oczywiście nie była to jedyna nagroda. Kondotier i jego ludzie dostali też odpowiednie do zasług trzosy.
Co widzimy na obrazie? Z lewej strony jest Montemassi, a z prawej obóz wojsk kondotiera. Zamek w środku obrazu to według większości ekspertów Sassoforte. Pojawiły się jednak również głosy, że to twierdza zbudowana dla zdobycia Montemassi.
Obraz ten jest wyjątkiem w dorobku Martiniego. Specjalizował się on bowiem w obrazach religijnych wykonywanych w tradycji bizantyjsko-gotyckiej.
1330/33, fresk, 340 na 968 cm, Palazzo Publico w Sienie
Do najpopularniejszych etruskich dzieł sztuki należą dwa sarkofagi z malowanej terakoty przedstawiające małżonków. Oba znaleziono na nekropoli Banditaccia w Caere (Cerveteri). Pochodzą z VI w. p.n.e.
Te piękne rzeźby są jednymi z najbardziej romantycznych dzieł sztuki. Ukazują małżonków w chwili bardzo przyjemnej, gdy razem ucztują rozłożeni na wygodnym łożu. Zażyła małżeńska intymność łącząca obydwie postacie wyraża się w opiekuńczym ruchu mężczyzny, obejmującego delikatnym i czułym gestem leżącą przed nim kobietę, oraz w pełnej spokojnej ufności pozie kobiety – napisał Witold Dobrowolski w “Sztuce Etrusków”.
Sarkofag na górnym zdjęciu jest obecnie eksponowany w muzeum Villa Giulia w Rzymie. Zdaniem ekspertów jest dużo lepiej wykonany niż drugi sarkofag, którym szczyci się Luwr w Paryżu (dolne zdjęcie).
Choć powszechnie zabytki te zwie się sarkofagami, to nie ma pewności czy rzeczywiście nimi są. Wskazują na to co prawda rozmiary rzeźb (ta z Luwru ma 194 cm długości), ale równie dobrze w ich wnętrzach mogły być złożone prochy, a nie kości zmarłych. Etruskowie stosowali bowiem obie formy pochówku. Być może znalibysmy prawdę, gdyby sarkofagi odkryli archeolodzy, a nie XIX-wieczni poszukiwacze zabytków.
Górne zdjęcie jest na licencji GNU FDL. Autor: GerardM.
Swiss Re w Londynie, zwany bardziej formalnie 30 St Mary Axe, a nieformalnie Gherkin (Korniszon), to wyjątkowo młody cud świata. Jego budowę zakończono w grudniu 2003 r. Zaprojektował go dla towarzystwa reasekuracyjnego Swiss Re Norman Foster
Swiss Re jest wyjątkowy nie tylko ze względu na swój korniszonowaty kształt, ale też z powodu wysokiej efektywność energetyczną. Aerodynamiczny kształt zmniejsza zawirowania wiatru, a odpowiednio zaprojektowana, przeszklona elewacja umożliwia nie tylko wykorzystanie naturalnego oświetlenia, ale też naturalną wentylację. Łącznie zastosowane w budynku rozwiązania pozwalają na 50-proc. redukcję zużycia energii w stosunku do zwykłych wieżowców.
Swiss Re ma 180 metrów wysokości i 40 kondygnacji o powierzchni 76 400 m kw. Kryje w sobie nie tylko biura, ale także wiszące ogrody i atria. W jego wnętrzu rosną nawet drzewa.
Nie wszyscy uznają go za cud. Zdaniem niektórych nie pasuje do otoczenia i gryzie się z pobliskimi kamienicami. Moim zdaniem robi dużo lepsze wrażenie niż stawiane od dziesięcioleci aluminiowo-szklane sześciany, których nudne fasady szpecą wszystkie większe miasta. A dolne zdjęcie wyraźnie pokazuje, że jest najciekawszym elementem londyńskiej panoramy. Zresztą panoramy mocno już eklektycznej. Te mury w prawym dolnym rogu to fragment średniowiecznego zamku Tower.
“Jako sześciolatek nabrałem manii rysowania przedmiotów, a odkąd skończyłem lat pięćdziesiąt, często publikuję swoje rysunki. Wśród tego, co stworzyłem przez siedemdziesiąt lat, nie ma nic godnego uwagi. W wieku siedemdziesięciu trzech lat pojąłem istotę budowy zwierząt, ptaków, owadów i ryb, a także życia ziół i roślin, dlatego też kiedy skończę lat osiemdziesiąt sześć, pójdę dalej. W wieku lat dziewięćdziesięciu jeszcze bardziej zgłębię ich ukryty sens, a kiedy będę miał lat sto, być może osiągnę wymiar boskości i cudowności. Kiedy skończę lat sto dziesięć najdrobniejsza kropka czy linia będą żyły własnym życiem. Jeśli mogę wyrazić jakieś życzenie, to prosiłbym tych, którzy doczekają mojego wieku, aby sprawdzili, czy to, o czym mówię, okaże się prawdą. Pisane w siedemdziesiątym piątym roku życia przeze mnie, niegdyś zwanego Hokusai, dziś – starcem opętanym malarstwem” – w ten oto sposób pisał o sobie Hokusai w kolofonie dwóch pierwszych tomów “Stu widoków góry Fuji”.*
Te “Sto widoków…” było rozwinięciem cyklu rycin “36 widoków góry Fuji” publikowanego od 1830 r. w japońskim Edo. Wielkie powodzenie rycin spowodowało, że wydawca zechciał opublikować ich aż sto. Ostatecznie jednak Hokusai zrezygnował z portretowania świętej góry Fuji po wykonaniu 46 rycin.
Ryciny te stały się hitem nie tylko w Japonii, ale też w Europie, choć dopiero kilkadziesiąt lat po wydaniu. To już był niebywały sukces. Europejskie malarstwo wyprzedzało bowiem resztę świata o kilka długości i artystom z innych kontynentów było szalenie trudno tam zaistnieć. Jednak “Wielka fala w Kanagawie”, którą widzicie u góry, miała tyle artystycznej mocy, że przedarła się do Europy i otworzyła jej mieszkańcom oczy na cudowny świat japońskiego malarstwa. Hokusaiowi zapewniła zaś wielką sławę, która trwa do dziś, mimo że nie dożył wieku, w którym, jak sam pisał, miał osiągnąć wymiar boskości i cudowności. Skromny Hokusai nie wiedział, że osiągnął go dużo wcześniej.
Jak napisał francuski impresjonista Edgar Degas, Hokusai “był nie tylko jednym z artystów świata, ale wyspą, kontynentem, oddzielnym światem”.*
“Wielka fala…” jest najsłynniejszą ryciną cyklu. Dwie pozostałe, które opublikowałem, to “Przełęcz Inume w prowincji Kai” oraz “Śnieżny poranek w prowincji Koishikawa”. Wszystkie 46 możecie obejrzeć na angielskiej Wikipedii.
*Cytaty pochodzą z albumu “Hokusai” z serii “Klasycy sztuki” Warszawa 2006
“Zadumany apostoł” to jedna z 12 figur apostołów, którymi w latach 40. XIII wieku ozdobiono chór w paryskiej Sainte-Chapelle, czyli dworskiej kaplicy króla Ludwika IX.
Jest jednym z najwspanialszych przykładów naturalistycznego nurtu sztuki gotyckiej. Jest też wybitnym osiągnięciem paryskiego klasycyzmu XIII w.
Anonimowy średniowieczny artysta dorównał tą 165 cm figurą dziełom antycznych rzeźbiarzy. Z niebywałym talentem zaklął w kawałku kamienia ludzką zadumę. Wszystko jest tu ukazane idealnie. Włosy i szaty układają się, jakby były prawdziwe.
Szkoda tylko, że zdjęcie, które mogłem tu opublikować nie oddaje wystarczająco dobrze piękna tej rzeźby. Koniecznie więc zajrzyjcie na stronę Musée national du Moyen Âge, gdzie są lepsze zdjęcia.
Najstarsza piramida świata znajduje się w egipskiej Sakkarze 30 km na południe od Kairu. Jest grobowcem faraona Dżesera, który panował w drugiej połowie XXVII w. p.n.e.
Piramida powstała w kilku etapach i prawdopodobnie zaczynając budowę grobowca Imhotep (pierwszy znany z imienia architekt w dziejach) nie zamierzał nawet stawiać piramidy. Badania budowli wykazały bowiem, że wpierw zbudował mastabę. Tego typu grobowce przypominające jednopiętrowy dom z płaskim dachem były popularne wśród możnych Egipcjan od wielu wieków. Najstarszą znaną mastabę – sprzed około 5100 lat – odnaleźli niedawno Polacy w Tell el-Farcha. Jednak mastaba przeznaczona dla Dżesera była inna. Po pierwsze Imhotep zrobił ją z kamienia, podczas gdy wcześniej stosowano dużo mniej trwałą cegłę mułową. Po drugie swoimi rozmiarami przewyższała wszystkie wcześniejsze grobowce.
To jednak nie wystarczyło. W kolejnych etapach mastabę dwukrotnie powiększono, a następnie przekształcono w pierwszą na świecie piramidę nakładając na powiększoną mastabę kolejne trzy – coraz mniejsze – stopnie. Ale i to nie zaspokoiło ambicji władcy bądź budowniczego i w kolejnym etapie grobowiec poszerzono i podwyższono o kolejne dwa stopnie. W ten sposób powstała sześciostopniowa piramida schodkowa o wysokości 62 metrów i wymiarach podstawy 118 na 140 m. Nigdzie na świecie nie stała wówczas wyższa budowla.
Wokół piramidy powstał rozległy okręg grobowy z licznymi budynkami. Całość otaczał imponujący mur. Pod ziemią zaś wykuto rozległy labirynt korytarzy i komór. Najważniejsza z nich – komora grobowa Dżesera – znajduje się na głębokości 28 m.
Piramida wywarła wielki wpływ na dalsze dzieje Egiptu. Następcy Dżesera starali się postawić sobie jeszcze bardziej imponujące grobowce, co niektórym się udało. Sakkara była zaś wielce popularnym miejscem pochówku przez ponad dwa tysiące lat, przez co obecnie jest jednym z najcenniejszych stanowisk archeologicznych na świecie. Każdego roku archeolodzy odkrywają tam kolejne grobowce i mumie (Zobacz najnowsze odkrycia archeologiczne w Sakkarze).
Piramida zapewniła sławę nie tylko pochowanemu w niej władcy (jego mumia niestety nie zachowała się), ale też kierującemu budową Imhotepowi. W okresie Nowego Państwa został on nawet wpisany w poczet bogów.
Na małym zdjęciu widać posąg Dżesera ustawiony w niedostępnej komorze we wnętrzu piramidy (tzw. serdab). Otwór miał umożliwiać posągowi obserwowanie składających mu ofiary ludzi.
Zdjęcie piramidy i rysunek na licencji Creative Commons. Autorem zdjęcia jest Janusz Recław, a rysunku Franck Monnier.
Arcymistrz pejżażu. Jeden z tych nielicznych malarzy, którzy pędzlem tworzyli poematy. Caspar David Friedrich to czołowy przedstawiciel niemieckiego romantyzmu. Jego czarodziejskie widoki zyskały wielką popularność. Tabuny chciały malować tak jak on, przez co świat zalały tysiące sentymentalnych pocztówek. Do teraz obrazy à la Friedrich można spotkać wszędzie tam, gdzie współcześni malarze wystawiają swoją ofertę. Zajrzyjcie choćby na Stare Miasto w Warszawie, albo pod Bramę Floriańską w Krakowie.
Ten legion mniej poetyckich epigonów spowodował przesyt i dla wielu dzieła Friedricha to kicz. Nie dostrzegają różnicy między poezją, a jej kopią. Osobiście dużo bardziej wolę Friedricha, niż dorobek XX-wiecznych izmów, często gardzących takimi pejzażami.
Obraz ten należy do typu bardzo częstego w twórczości Friedricha, który uwielbiał malować morze zza pleców postaci widocznych na płótnie. Był to motyw tak częsty, że mawiano iż sam siebie plagiatuje. “Kredowe skały…” to wspomnienie najszczęśliwszych chwil malarza – wycieczki nad Bałtyk latem 1818 r. wraz ze świeżo poślubioną Caroline Bommer, bratem Christianem i jego żoną.
1818-1819, olej na płótnie, 90,5 na 71 cm, Fundacja Oskara Rainharta w Winterthur
Powyższa cylindryczna waza Majów znaleziona w Peten w Gwatemali to klasyczny przedstawiciel tego typu dzieł. Są one nie tylko ładnymi naczyniami, ale też skarbnicami wiedzy o świecie Majów.
Tak pięknie zdobionych waz Majowie używali podczas uczt na królewskich dworach. Często też wręczali jej jako upominki. Zdobili je wysokiej klasy malarze, którzy doskonale znali mitologię, historię oraz pismo. Często artyści ci byli członkami możnych rodów.
Ukazane na wazach sceny z pałacowego życia pozwalają poznać stroje Majów, ich meble, biżuterię oraz przedmioty codziennego użytku. Wymalowane na naczyniach inskrypcje przekazują nam imię właściciela, a czasami nawet twórcy. Z waz uczymy się też mitologii Majów.
Na niektórych naczyniach uwieczniono historyczne zdarzenia. Są wtedy jak zdjęcie fotoreportera z podpisem wyjaśniającym kogo na nim widać i kiedy zostało zrobione.
Naukowcy dowiadują się też z waz rzeczy, których ujawnienie nie było intencją artysty. Badając skład chemiczny naczynia potrafią ustalić, gdzie je zrobiono, czasami z dokładnością co do warsztatu.
Na powyższym zdjęciu widzicie władcę siedzącego na skórze jaguara. Drugą stronę wazy możecie obejrzeć na stronach NGV Collection.
W średniowieczu widok budowanego przez całe dziesięciolecia kościoła nie był niczym wyjątkowym. Teraz to wielka rzadkość. Taka “średniowieczna” budowa trwa w Barcelonie już od 127 lat.
Kamień węgielny pod katedrę Sagrada Familia wmurowano 19 marca 1882 r. Rok później kierownictwo prac przejął 31-letni kataloński architekt Antoni Gaudí. To jego geniusz uczynił z tej budowli jedną z najsłynniejszych i najwspanialszych świątyń świata.
Projekt poprzednika Gaudiego zakładał zbudowanie neogotyckiej katedry. Gaudí pożenił gotyk z secesją, a całą świątynię przekuł w gigantyczną biblię z kamienia.
Kataloński architekt zaplanował pięcionawowy kościół na planie krzyża łacińskiego, z nawą główną liczącą 95 metrów. Trzy imponujące fasady budowli poświęcił Chrystusowi. Fasada wschodnia – Narodzenia Pańskiego – miała reprezentować ziemskie życie Jezusa, zachodnia – Męki Pańskiej – Chrystusa Zbawiciela, a główna – Chwały Bożej – Chrystusa Sędziego. Dla każdej fasady Gaudí zaplanował cztery strzeliste wieże co łącznie dawało ich tyle, ilu było apostołów. W centrum katedry miała stanąć 170-metrowa wieża symbolizująca Chrystusa otoczona pięcioma wieżami poświęconymi ewangelistom i Marii. (projekt Sagrada Familia). To tylko najważniejsze religijne symbole z wielu, które Gaudí umieścił w katedrze. Tę gigantyczną konstrukcję obłożył przeróżnymi rzeźbami (np. widoczną obok jaszczurką) i “ciastowatymi” ozdobami z betonu.
Gaudí pracował przy świątyni ponad 40 lat. Wpierw dzielił czas między nią i inne projekty (np. Casa Batlló). Od 1914 r. pracował już tylko przy niej. Zamieszkał nawet obok placu budowy, by nie marnować czasu na dojazdy. W czerwcu 1926 r. wpadł pod tramwaj i zmarł w wyniku obrażeń. Pochowano go w krypcie katedry – dzieła jego życia.
Po śmierci Gaudiego prace kontynuowano aż do wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. W jej trakcie anarchistyczne bojówki zniszczyły część budowli a także wiele projektów, które pozostawił wielki architekt. W latach 40. wznowiono budowę. Ma potrwać do 2026 roku.
Najbardziej zgodna z wizją Gaudiego jest fasada Narodzenia Pańskiego ukończona jeszcze przed wojną. To ją pokazuję na zdjęciach. Kolejne części katedry są tylko luźno oparte o to, co się zachowało z planów genialnego Katalończyka.
O Guardim i jego malarstwie pisałem już rok temu ilustrując wpis obrazem “Pałac Dożów“, który jest typowym przykładem dzieł weneckiego mistrza. Napisałem wówczas, że wielkimi fanami jego malarstwa byli francuscy impresjoniści. Dziś wyjaśnię dlaczego.
Obraz, który widzicie powyżej, jest zdaniem większości specjalistów przykładem późnego Guardiego. Nie wiemy jednak kiedy dokładnie powstał, a datowania ekspertów potrafią się różnić nawet o 20 lat.
Ten niewielki obrazek zachwycił impresjonistów swoim nastrojem i niebem, które zlewa się z morzem. Malując go Guardi przestał być malarzem trzaskającym weneckie widoki dla turystów, a stał się prawdziwym poetą. Aż czuć wilgoć, która unosi się w powietrzu. To właśnie ta poetyczna miniaturka tak zachwyciła impresjonistów. Podobnie niebieskawe obrazki Wenecji tworzyli choćby Monet i Manet, a wielu innych malarzy po prostu pastiszowało ujęcie wielkiego Wenecjanina. Jednak nikt go nie dogonił.
po 1780?, olej na płótnie, 25 na 38 cm, Museo Poldi-Pezzoli w Mediolanie
Rzeźby tworzone w III i II tysiącleciu p.n.e. przez mieszkańców greckich Cykladów od wielu lat cieszą się ogromną popularnością. Większość z nich to mniej lub bardziej schematyczne idole przedstawiające kobiety ( polecam wpis nich na blogu Hellenika ).
Tylko około pięć procent cykladzkich figurek przedstawia mężczyzn, którzy w odróżnieniu od kobiet ukazywani są zazwyczaj podczas wykonywania jakiejś czynności. W tej grupie cykladzkich rzeźb jest kilka przedstawiających osobnika grającego na harfie.
Dwóch najsłynniejszych harfistów to pochodzący z Keros muzyk występujący obecnie w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Atenach (powyżej) oraz jego kolega z Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku (poniżej). Obok ateńskiego harfisty widzicie innego muzyka z Keros, który gra na podwójnym flecie (aulos). Figurki z Aten datowane są na 2800-2300 p.n.e., a nowojorska na 2800-2700 p.n.e.
Poniżej zdjęcia kolejnych cykladzkich harfistów. Tego z lewej znaleziono w XIX w. na wyspie Santorini. Znajduje się teraz w Badisches Landesmuseum w Karlsruhe (Niemcy). Harfista z prawej gra w Getty Villa w Malibu (USA).
Wszystkie pokazane figurki są z marmuru. To zgrubienie widoczne na górze harf to zdaniem specjalistów ozdoba w postaci głowy ptaka wodnego.
Rzeźby te pozwalają nam znacznie wzbogacić nasze wyobrażenia o życiu ludzi, którzy mieszkali na greckich wyspach ponad 4 tysiące lat temu. Widzimy, że znali i najwyraźniej lubili muzykę i że otaczali się pięknymi przedmiotami. Świadczą o tym nie tylko figurki same w sobie oraz zdobienie widocznych na nich instrumentów, ale też krzesła, na których siedzą ateński i nowojorski harfiarz (spójrzcie na oparcie tego drugiego).
Dowiadujemy się też jak silne związki kulturowe łączyły tych ludzi z mieszkańcami klasycznej Grecji (czyli tej z VI-IV w. p.n.e.). Dwa tysiące lat po wyrzeźbieniu cykladzkich muzyków harfy i aulosy wciąż były bardzo popularne.
Hawa Mahal, czyli Pałac Wiatrów, to najbardziej rozpoznawalna budowla Dźajpuru stolicy indyjskiego stanu Radźasthan. Postawiono ją w 1799 r. na polecenie maharadży Sawaia Pratapa Singha.
W tej jednej z najwspanialszych fasad świata jest ponad 900 okien i okienek. I w zasadzie Pałac Wiatrów nie oferuje wiele więcej niż okna i fasadę. Trzy górne piętra mają szerokość jednego niewielkiego pokoju. Tylko dwa dolne są okazalsze. Nie jest to bowiem dom, a swego rodzaju architektoniczny parawan. Powstał, by damy z dworu maharadży mogły obserwować życia miasta, pozostając niewidocznymi dla osób z zewnątrz.
Pałac zbudowano z czerwonego i różowego piaskowca. Powszechne stosowanie tego drugiego zapewniło Dźajpurowi miano Różowego Miasta. Sama budowla zawdzięcza swoją nazwę wiatrowi (hawa), który wieje przez jej liczne okna. Styl, w jakim ją zbudowano, jest charakterystyczny dla miast i pałaców Radźasthanu.
Teraz, jak pewnie stali czytelnicy zauważyli, publikuję średnio jeden post na trzy dni. I mam nadzieję, że takie tempo utrzymam w przyszłym roku. Pozdrawiam serdecznie.
Chyba w żadnym kraju nie można tak łatwo przenieść się w XVII wiek jak w Holandii. To dzięki całej armii dawnych malarzy, która zostawiła po sobie niezliczoną ilość wiernych pejzaży.
Do najcenniejszych należą dzieła Jacoba Isaackszona von Ruisdaela, któremu większość specjalistów przydziela pierwsze miejsce wśród holenderskich pejzażystów. Choć oprócz malarstwa parał się też medycyną, to pozostawił po sobie spory dorobek: około 600 obrazów i 300 rysunków, z których znakomita większość umożliwa szybką podróż w czasie. Ruszajmy więc.
Jest druga połowa XVII w. Stoimy właśnie nad brzegiem Renu na skraju holenderskiego miasta Wijk bis Duurstede. Z prawej strony w oddali widać górujące nad nim pałac biskupi i wieżę kościoła. Przed nami stoi dumnie architektoniczny symbol Holandii. Wzdłuż brzegu idą spokojnie trzy niewiasty, a rzeką płynie łódź.
Wróćmy do XXI wieku. Wiatraka z obrazu Ruisdaela już nie ma, ale prawie w tym samym miejscu stoi inny i to bardziej wyjątkowy. Jest to jedyny na świecie wiatrak pod którym można przejechać (na zdjęciu z prawej). Często jest mylony ze słynnym XVII-wiecznym przodkiem, którego marne resztki znajdują się kilka budynków dalej.
1665/69, olej na płótnie, 83 na 101 cm, Rijksmuseum w Amsterdamie
W 1924 roku Leonard Wooley odkrył w sumeryjskim Ur bogato wyposażony grobowiec króla Meskalamduga, który rządził tym miastem około 4500 lat wcześniej.
Wśród skarbów leżał wykonany z elektrum (stop złota i srebra) piękny hełm. Zręczny rzemieślnik z wielką dokładnością wykuł w cienkiej blasze pasma włosów, odtwarzając uczesanie typowe dla ówczesnych władców.
Wnętrze hełmu wymoszczono wełną i tkaniną, by królowi łatwiej było go nosić. Wypełnienie to było najpewniej przymocowane sznurkami do dziurek widocznych przy krawędzi hełmu.
Nie ma wątpliwości, że hełm miał tylko znaczenie ceremonialne. W boju był nieprzydatny, gdyż blacha z elektrum nie daje w zasadzie żadnej ochrony.
Zabytek jest w zbiorach Muzeum Bagdadzkiego w Iraku. British Museum ma jego wierną kopię.
Kościół Mądrości Bożej, czyli św. Zofii (Hagia Sophia) w Stambule (dawnym Konstantynopolu) to zdecydowanie jedna z najwybitniejszych budowli w dziejach naszej planety.
Powstała niebywale szybko. Wykonanie ambitnego projektu Antemiusza z Tralles i Izydora Starszego z Miletu zajęło tylko pięć lat. Nawet teraz byłoby to bardzo dobre tempo.
Potężna kopuła o średnicy 31 m opiera się głównie na czterech potężnych filarach. Od wschodu i zachodu wspierają ją mniejsze półkopuły oparte na tych samych filarach. Było to wówczas nowatorskie rozwiązanie. Liczne okna powodują, że wnętrze świątyni imponuje grą światła i cieni.
Trzęsienia ziemi w latach 50. VI w. n.e. mocno osłabiły świątynię i w 558 r. – zaledwie 21 lat po zakończeniu budowy – kopuła runęła. Jednak szybko ją odbudowano i to w jeszcze bardziej imponującej wersji. Inwestycją kierował bratanek Izydora Starszego, Izydor Młodszy. Po tej przeróbce Hagia Sophia miała już trochę ponad 55 metrów wysokości.
Mówi się, że to piękno św. Zofii skłoniło księcia kijowskiego Włodzimierza do przyjęcia chrześcijaństwa. Faktem jest, że rosyjskie cerkwie są potomstwem tej wspaniałej budowli.
Wśród jej potomków jest też trochę meczetów. Turcy, którzy w 1453 r. zdobyli Konstantynopol, nie tylko przekształcili Hagia Sophia w meczet (to wtedy budowla dostała minarety), ale zaczęli też stawiać nowe świątynie na jej podobieństwo.
Przekrój Hagia Sophia
Zdjęcie u góry na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.5 Italy. Jego autorem jest Giovanni Dall’Orto.
Nicolas Poussin jest przez wielu uważany za najwybitniejszego francuskiego malarza XVII w. Jednak za rozwkit jego talentu Francja musi być wdzięczna Włochom, gdyż to tam Poussin działał przez większość swojej artystycznej kariery.
“Święta rodzina…” ukazuje trzy największe miłości Poussina: antyk, Rafaela i porządek.
Miłość do antyku widzimy w otaczającej Jezusa i jego krewnych architekturze. Miłość do Rafaela kryje się w pozach postaci. Elżbieta, Jan Chrzciciel, Maryja i Jezus są “wyjęci” z obrazów włoskiego arcymistrza. Rafaelowska jest również piramida, którą tworzy święta rodzina. Wreszcie zaś miłość do porządku widać w dokładnym rozplanowaniu kompozycji.
Te trzy miłości Poussina stworzyły fundament, na którym z czasem wyrósł tak znienawidzony przez impresjonistów akademizm.
1648, olej na płótnie, 68,6 na 97,8 cm, National Gallery of Art w Waszyngtonie
W 1401 r. mieszkańcy Florencji postanowili ozdobić baptysterium tamtejszej katedry pięknie rzeźbionymi drzwiami z brązu. By wybrać najlepszego wykonawcę, ogłosili konkurs. Chętni musieli w ciągu roku wykonać niewielką płaskorzeźbę przedstawiającą ofiarowanie Izaaka przez Abrahama przestrzegając przy tym ściśle zaleceń sądu konkursowego.
Prace dostarczyło sześciu artystów, a dzieła dwóch z nich – 24-letniego złotnika Lorenza Ghibertiego (u góry) i rok młodszego rzeźbiarza i budowniczego Filippa Brunelleschiego (na dole) – przeszły do finału. Miesiącami sąd konkursowy głowił się komu przyznać intratne i prestiżowe zamówienie. W końcu wybór padł na Ghibertiego (według innych źródeł postanowiono dać zlecenie obu artystom, ale Brunelleschi nie zgodził się na to).
Złotnik wygrał, gdyż wykonał rzeźbę jako jeden element, podczas gdy konkurent każdą postać przytwierdzał osobno. Trochę lepsze i naturalniejsze było też rozplanowanie sceny.
Konkurs często uznaje się za początek renesansu we Florencji. Obaj artyści poszli bowiem dość silnie w kierunku antyku, przy czym Ghiberti zrobił krok większy. Najlepiej świadczy o tym postać Izaaka.
Obrażony Brunelleschi odwrócił się od rzeźby i całą uwagę poświęcił architekturze. Sztuka wiele na tym nie straciła, a może nawet zyskała, gdyż okazał się jednym z najwybitniejszych budowniczych. Ghiberti zaś w kolejnych latach stworzył płaskorzeźby o wiele wspanialsze niż ta niewielka konkursowa scena. Ale to już tematy na inne odcinki.
Chosroes, król Persji z dynastii Sasanidów, po zdobyciu w 540 r. bizantyjskiej Antiochii postanowił nagrodzić się nowym wspaniałym pałacem. Z pomocą przysłanych przez bizantyjskiego cesarza Justyniana ekspertów stworzył budowlę z ogromną salą tronową, nad którą wznosiło się jedno z najbardziej imponujących sklepień antyku.
Jest to tzw sklepienie z pochyłych cegieł. Powstaje ono następująco. Wpierw budowniczowie stawiają ścianę, a potem opierają o nią lekko pochyły łuk z cegieł, o który opierają kolejny, itd.
Na polecenie perskiego władcy wykonano tym sposobem sklepienie-giganta. Ma ono 35 m wysokości, 25 m szerokości i przykrywało salę długości 50 m. Wydaje się delikatne, ale nie dajcie się oszukać. Na samym szczycie warstwa cegieł ma aż metr grubości, a u podstawy – 7 m. O wytrzymałości konstrukcji świadczy to, że sklepienie wciąż stoi, choć już dawno temu runęła część ściany, o którą było oparte.
Sklepienie zafascynowało Arabów, gdy w następnym stuleciu podbili państwo Sasanidów. Świadczą o tym setki meczetów i medres, których fasady szczycą się ogromnymi łukami o kształcie podobnym do ktezyfonckiego sklepienia.
Dolna ilustracja pokazuje stan pałacu w 1824 r., a górna w 2007 r.
Słynna “Primavera” to jeden ze sztandarów renesansu. Jest to jednak renesans wczesny, który nie wstydzi się średniowiecznej estetyki. Najmocniej widać ją w gotyckiej smukłości postaci i w pozie stojącej w centrum Wenus.
Tematyka obrazu jest jednak w pełni antyczna. Mamy tu Zefira, Chloris, Kupidyna, Merkurego, Wenus i trzy gracje. Niestety, choć znamy bohaterów, to znaczenie dzieła jest niezbyt jasne. Historycy sztuki najczęściej szukają go w ideach neoplatońskich filozofów z Akademii Florenckiej.
Sandro Botticelli sportretował na obrazie kobiety, w których kochali się dwaj bracia z rządzącego Florencją rodu Medyceuszy. W roli Wenus wystąpiła Lukrecja Donati, a Wiosną w kwiecistej sukni jest Simonetta Vespucci. Ta druga była jedną z najchętniej portretowanych kobiet w dziejach malarstwa. Sam Botticelli malował ją kilka razy, a nie był jedynym, który uwiecznił jej urodę pędzlem. Zdaniem niektórych to właśnie z jej postacią należy wiązać znaczenie obrazu. Botticelli namalował go bowiem na zamówienie kogoś z rodu Medyceuszy w rok po przedwczesnej śmierci pięknej arystokratki.
1477, tempera na drewnie, 303 na 314 cm, Galeria degli Uffizi we Florencji
Franz Xaver Messerschmidt pochodził ze znanej niemieckiej rodziny rzeźbiarzy. Działał głównie w Wiedniu i Bratysławie. Malował i rzeźbił portrety na zamówienie.
Po śmierci artysty w jego pracowni znaleziono 69 rzeźb. 50 z nich były to głowy naturalnej wielkości przedstawiające w sposób bardzo realistyczny ludzkie grymasy. 34 były z metalu, a 16 z alabastru. Cykl ten nazwano “Charaktery”. Zdaniem części specjalistów są to autoportrety artysty.
Niektórzy tłumaczą ten cykl problemami psychicznymi rzeźbiarza. Stały się one w pewnym momencie na tyle poważne, że stracił pracę w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu.
Gdy pierwszy raz zobaczyłem głowy Messerschmidta, byłem przekonany, że to dzieła XX-wiecznego artysty. Bardzo się myliłem. Wszystkie powstały między 1770-1783 r.
Na łagodnym wzgórzu niedaleko Avebury w angielskim hrabstwie Wiltshire, które słynie ze Stonehenge i Silbury Hill, znajduje się imponujący grobowiec sprzed około 5,5-5 tysięcy lat.
Podłużny tumulus Wet Kennet (ang. West Kennet Long Barrow) to nasyp długości 100 m, szerokości do 20 m i wysokości do 2,5 m. Na jego wschodnim krańcu znajduje się wykonana z głazów komora grobowa długości 12 m (plan oraz zdjęcie wnętrza).
Badający grobowiec archeolodzy znaleźli w nim szczątki 46 osób w tym dzieci. Zdaniem naukowców nie ma wątpliwości, że był on wiele razy otwierany, by złożyć kolejnych zmarłych. Nie wiemy jednak nic o tym, kim byli ludzie, których chowano w tak imponującym grobowcu.
Niewykluczone, że pochowano tam więcej osób. Część szczątków mogła już bowiem dawno temu zniknąć z grobowca. Szacuje się, że tumulus West Kennet był używany przez co najmniej kilkaset lat.
Archeolodzy znaleźli też w jego wnętrzu ceramikę, ozdoby i resztki pożywienia, które przyniesiono tam zapewne w celach rytualnych.
Tumulus West Kennet nie cieszy się ogromną sławą przez niewielką fotogeniczność. Naprawdę dobrze wychodzi tylko na zdjęciach z powietrza wykonanych pod odpowiednim kątem. Niestety w całym internecie nie znalazłem takiego ujęcia. Jedyne w miarę przyzwoite ukazuje tylko wschodnią część z komorą grobową.
Hasła “obraz” i “ostatnia wieczerza” od razu przywołują przed oczy słynną leonardowską wizję. Ta kompozycja tak wryła się w nasze umysły, że zazwyczaj ciężko wyobrazić sobie inaczej Jezusa posilającego się wraz ze swoimi uczniami.
Są jednak odmienne wizje. Jedna z najbardziej znanych jest dziełem innego włoskiego arcymistrza pędzla Jacopa Tintoretta. Widz nie stoi już na wprost stołu, ale z boku pomieszczenia, w którym odbywa się wieczerza, i to w dodatku na podwyższeniu.
Ukazany w tzw. uciekającej perspektywie stół jest osią kompozycji. Malarz za pomocą perspektywy próbuje nas oszukać, że odszedł od tradycji ukazywania Jezusa w centrum. Choć wydaje się, że Zbawiciel stoi gdzieś na końcu stołu, to w rzeczywistości jest ulokowany centralnie i to podwójnie. Po uwzględnieniu perspektywy Jezus tak naprawdę jest w połowie stołu. W dodatku jego postać jest dokładnie na środku obrazu, choć mózg sugeruje coś innego. Weźcie do ręki linijkę, jeśli mi nie wierzycie.
Tintoretto nie zostawił Jezusa i jego uczniów samym sobie jak to się dzieje w wielu malarskich wieczerzach. Ukazał cały świat wokół nich – ten realny i ten duchowy. I właśnie sposób ukazania tego drugiego najbardziej mnie zachwyca. Anioły “rodzą się” z dymu, który pochodzi z zawieszonej u sufitu lampy.
Myślę, że lampa symbolizuje Ducha Świętego. Mam na to dwie poszlaki. Pierwsza to właśnie te anioły. Druga to fakt, że lampa świeci co najmniej tak mocno jak aureola Jezusa. To chyba nie przypadek. (kolejne dwie poszlaki pojawiły się w komentarzu do wpisu)
Tak nowatorskie podejście do tematu nie wszystkim się spodobało. Publiczność przełomu XVI i XVII w. nie ceniła obrazu Tintoretta zbyt wysoko. Podobnie uważał Rubens, dla którego był to wyłącznie chaos. Ale już Diego Velázquez zachwycał się tym płótnem i nawet wykonał jego kopię.
1592/1594, olej na płótnie, 366 na 568 cm, kościół San Giorgio Maggiore w Wenecji
Chyba wszyscy znają, choćby ze zdjęć, ruiny Koloseum czy Forum Romanum. Będąc w Rzymie warto też jednak obejrzeć pozostałości term Karakalli. Jest to najlepiej zachowany przykład kompleksu termalnego z epoki cesarstwa i jedna z kilku największych takich budowli. Nigdzie indziej nie można tak łatwo ocenić ogromu tych starożytnych odpowiedników współczesnych parków wodnych i spa. Po części spełniały one też rolę współczesnych centrów handlowych i siłowni, a nawet pól golfowych, gdyż często podczas kąpieli omawiano interesy.
Budowę term cesarz Karakalla zaczął w 212 r. n.e. Prace trwały pięc lat i w efekcie powstał otoczony murem kompleks o szerokości 400 m, w którym oprócz właściwych term były też ogrody i stadion. By zapewnić wodę zbudowano specjalną odnogę akweduktu.
Dużą uwagę przywiązano do dekoracji term. Na podłogach ułożono gustowne mozaiki, a wnętrza ozdobiono licznymi rzeźbami (np. przedstawiającą Byka Farnezyjskiego). Termy musiały imponować, gdyż były darem cesarza dla ludu. Im były wspanialsze, tym lepszy był efekt propagandowy.
Choć zachowane ruiny pozwalają poznać ogrom term, to trudniej wyobrazić sobie ich piękno. Dlatego zachęcam do rzucenia okiem na rekonstrukcje wnętrz (1 i 2), . Warto też spojrzec na makietę całej budowli.
Tego naturalnej wielkości marmurowego wojownika znaleziono w 1611 roku niedaleko Rzymu. Ustawiony w willi kardynała Borghese szybko zyskał wielką sławę. Zaledwie 20 lat po odkryciu był już znany w Anglii, gdzie jego kopię miał Karol I. W kolejnych stuleciach wykonywane w różnych materiałach kopie posągu ozdobiły fontanny i ogrody w wielu europejskich krajach. Skąd ta popularność?
Powszechny zachwyt wzbudziło doskonałe oddanie anatomii. Wyszukana poza nasuwa przypuszczenie, że zamiarem artysty było właśnie skupienie się na naprężonych mięśniach wojownika. Poza ta wygląda co prawda sztucznie, ale to przez niekompletność rzeźby. W wyciągniętej lewej ręce wojownik trzymał niegdyś tarczę, którą się osłaniał, a w prawej miecz (zobacz uzupełnioną kopię z Charlottenburga). Z kim walczy? Podniesiona głowa i ustawienie tarczy wskazują, że z jakimś jeźdźcem.
Autorem oryginalnego posągu jest hellenistyczny rzeźbiarz z Efezu w Azji Mniejszej, który podpisywał się Agasias. Dzieło wykonał prawdopdobnie w końcu II wieku p.n.e.
Rzeźbę nazwano gladiatorem, ale w rzeczywistości przedstawia ona normalnego wojownika. Obecnie dzieło znajduje się w Luwrze.