Wśród licznych wspaniałych dzieł egipskich złotników znalezionych między bandażami, w które owinięto mumię Tutanchamona, było wiele naszyjników i pektorałów przedstawiających sokoła. Ptak ten był wizerunkiem Horusa, boga nieba i władzy królewskiej, którego ziemskim wcieleniem był faraon.
Naszyjniki w kształcie sokoła uważano za potężne amulety chroniące przed demonami, złymi siłami, klęskami żywiołowymi, złym losem i wszelkimi innymi niebezpieczeństwami.
Grobowiec w Mykenach zwany Skarbcem Atreusza to niewątpliwie największe osiągnięcie mykeńskiej architektury. Zbudowano go ok. 1350 r. p.n.e. najpewniej dla jakiegoś niezidentyfikowanego miejscowego władcy. Wiązanie budowli ze zdobywcą Troi Agamemnonem (czasami można spotkać nazwę grób Agamemnona) i jego ojcem Atreuszem nie ma bowiem żadnych podstaw naukowych.
Skarbiec Atreusza to największy ze znanych nam mykeńskich grobowców tolosowych, zwanych też ze względu na kształt ulowymi. Do II w. n.e. był też największym na świecie zadaszonym pomieszczeniem bez podpór. Osiągnięcie Mykeńczyków przebili dopiero Rzymianie, gdy postawili Panteon. Read the rest of this entry »
Chimera to ziejący ogniem potwór z greckiej mitologii. Ma ciało lwa, z którego dodatkowo wyrasta głowa kozy a w miejscu ogona jest wąż. Najsłynniejsze przedstawienie tego potwora nie pochodzi jednak z Grecji, ale z ziem Etrusków i uchodzi za arcydzieło brązownictwa etruskiego.
Zdaniem specjalistów rzeźbę wykonano w I połowie IV w. p.n.e. Uważa się, że stanowiła ona część grupy rzeźbiarskiej ofiarowanej jako wotum etruskiemu sanktuarium niedaleko Arezzo. Grupa ta najpewniej przedstawiała mitologiczną walkę greckiego herosa Bellerofonta z chimerą.
“Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce.” – tak według św. Jana Jezus mówił swym uczniom.
Motyw Dobrego Pasterza największe triumfy święcił w sztuce wczesnochrześcijańskiej. W swojej pierwotnej wersji przedstawiał nastoletniego Jezusa z owieczką na ramionach. By stworzyć ten wizerunek, starożytni artyści skorzystali ze świetnie im znanego kanonu przedstawiania Hermesa Krioforosa, czyli Hermesa niosącego owcę.
Najsłynniejsza pozostałość rzymskich akweduktów nazywa się Pont du Gard i znajduje się w południowej Francji. Ta piękna konstrukcja prowadząca akwedukt nad doliną rzeki Gardon w dużej mierze odpowiada za powszechne postrzeganie akweduktów jako długich ciągów łuków, na których biegnie kanał z wodą. Prawda jest jednak trochę inna.
Jedna z najsłynniejszych greckich rzeźb, choć znana głównie pod rzymskim imieniem bogini miłości. Wenus (grecką Afrodytę) odkrył w 1820 r. niedaleko ruin teatru na wyspie Melos pewien wieśniak i sprzedał ambasadorowi Francji w Konstantynopolu. Posąg ofiarowano następnie Ludwikowi XVIII, który przekazał go do Luwru.
W 1877 r. lokalna ludność znalazła w starym grodzisku nad rzeką Amu Daria w dzisiejszym Tadżykistanie skarb złożony ze 177 złotych, srebrnych i brązowych wyrobów oraz 1300 monet.
Widoczna powyżej złota bransoleta z dwoma rogatymi gryfami jest jednym z kilku najsłynniejszych elementów tego skarbu. Specjaliści zaliczają ją do sztuki achemenidzkiej (perskiej) i datują na V-IV w. p.n.e.
Jedna z najlepiej zachowanych antycznych greckich świątyń i jednocześnie dość słabo znana. Ma bowiem w Atenach sporą konkurencję, jeśli chodzi o starożytne zabytki.
Hefajstejon, zwany też niegdyś Tezejonem, zbudowano w latach 449-444 p.n.e. w ramach wielkiego projektu inwestycyjnego Peryklesa, którego głównym elementem były inwestycje na Akropolu. Ale nie tylko.
Dwa takie posągi naturalnej wielkości stały naprzeciwko siebie po obu stronach wejścia do komory grobowej, w której spoczywały szczątki faraona Tutanchamona. Rzeźby wykonano z drewna, które pokryto złotem i czarną lśniącą żywicą. Pierwotnie były owinięte w tkaninę.
Położone w Libanie Baalbek przez prawie całą starożytość było miejscem kultu. Najdłużej czczono tam trzy bóstwa semickie: boga burzy Baala-Hadada, boginię płodności Atargatis i trzeciego niezidentyfikowanego boga. Badania archeologiczne wskazują, że ich kult w tym miejscu zaczął się prawdopodobnie już w III tysiącleciu p.n.e.
Gdy po podbojach Aleksandra Wielkiego władzę nad Bliskim Wschodem objęli monarchowie greckiego i macedońskiego pochodzenia Baalbek przekształcono w Heliopolis, czyli Miasto Słońca, a czcić zaczęto bóstwa greckie. Potem miasto znalazło się w granicach imperium rzymskiego, a Oktawian August założył w nim kolonię weteranów Julia Augusta Felix. Wtedy to Baalbek stało się miejscem kultu Jowisza Heliopolitańskiego, Wenus i Bachusa (Dionizosa).
W 1912 r. rosyjski archeolog Mikołaj Wesołowski rozkopał scytyjski kurhan Sołocha w okolicach Nikopola na Ukrainie. Niestety, okazało się, że główna komora grobowa była już obrabowana. Na pocieszenie naukowcom pozostała komora boczna, do której rabusie nie dotarli. W niej chował się bodaj najpiękniejszy grzebień w dziejach.
Zdecydowanie jedno z najpiękniejszych dzieł sztuki, jakie pozostały nam po cywilizacjach kwitnących niegdyś w dolinie Eufratu i Tygrysu.
Nieznany artysta wykonał tę brązową głowę, gdzieś w XXIV-XXIII w. p.n.e. Zdaniem specjalistów stanowiła ona część posągu akadyjskiego władcy. Nie wiemy jednak którego. W różnych źródłach można spotkać imiona Sargona, Naramsina i Manisztusu, ale uczciwie powiedziawszy wszystko to jest tylko zgadywaniem w oparciu o słabiutkie przesłanki.
Rzeźba była najpewniej ponadnaturalnych rozmiarów, gdyż zachowana głowa ma 36,6 cm wysokości. Jak na tamte czasy artysta ukazał twarz władcy bardzo realistycznie. Zachwyt budzi też dokładne ukazanie misternie uczesanego zarostu.
W ocenie specjalistów cudo to wykonano techniką odlewu na wosk tracony, a detale wykończono za pomocą dłuta snycerskiego.
Rana oka prawdopodobnie powstała jeszcze w starożytności, a powstała podczas wydłubywania oczu władcy, które najpewniej zrobiono z cennych kamieni.
Głowę odkryto w dawnej stolicy imperium asyryjskiego Niniwie, gdzie trafiła ponad 2600 lat temu. Już wtedy najpewniej uważano ją za starożytny zabytek. Teraz jest jednym z największych skarbów Muzeum Narodowego w Bagdadzie.
Nie ma w Rzymie lepiej zachowanej antycznej budowli niż Panteon. Nie oznacza to jednak, że świątynia będąca od 608 r. chrześcijańskim kościołem, dotrwała do naszych czasów w stanie nienaruszonym. W 663 r. cesarz bizantyjski Konstans II zerwał z jej dachu pozłacane mosiężne płyty, w średniowieczu zdarto marmury, które okrywały zewnętrzne ściany budowli, a w 1625 r. papież Urban VIII usunął m.in. podtrzymujące dach portyku brązowe belki i dał w ich miejsce drewniane. To tylko najistotniejsze straty jakie poniosła budowla. Najważniejsze jednak, że do naszych czasów dotrwało to, co czyni ją wyjątkową – betonowa kopuła o średnicy 43,3 m.
Do najpopularniejszych etruskich dzieł sztuki należą dwa sarkofagi z malowanej terakoty przedstawiające małżonków. Oba znaleziono na nekropoli Banditaccia w Caere (Cerveteri). Pochodzą z VI w. p.n.e.
Te piękne rzeźby są jednymi z najbardziej romantycznych dzieł sztuki. Ukazują małżonków w chwili bardzo przyjemnej, gdy razem ucztują rozłożeni na wygodnym łożu. Zażyła małżeńska intymność łącząca obydwie postacie wyraża się w opiekuńczym ruchu mężczyzny, obejmującego delikatnym i czułym gestem leżącą przed nim kobietę, oraz w pełnej spokojnej ufności pozie kobiety – napisał Witold Dobrowolski w “Sztuce Etrusków”.
Sarkofag na górnym zdjęciu jest obecnie eksponowany w muzeum Villa Giulia w Rzymie. Zdaniem ekspertów jest dużo lepiej wykonany niż drugi sarkofag, którym szczyci się Luwr w Paryżu (dolne zdjęcie).
Choć powszechnie zabytki te zwie się sarkofagami, to nie ma pewności czy rzeczywiście nimi są. Wskazują na to co prawda rozmiary rzeźb (ta z Luwru ma 194 cm długości), ale równie dobrze w ich wnętrzach mogły być złożone prochy, a nie kości zmarłych. Etruskowie stosowali bowiem obie formy pochówku. Być może znalibysmy prawdę, gdyby sarkofagi odkryli archeolodzy, a nie XIX-wieczni poszukiwacze zabytków.
Górne zdjęcie jest na licencji GNU FDL. Autor: GerardM.
Najstarsza piramida świata znajduje się w egipskiej Sakkarze 30 km na południe od Kairu. Jest grobowcem faraona Dżesera, który panował w drugiej połowie XXVII w. p.n.e.
Piramida powstała w kilku etapach i prawdopodobnie zaczynając budowę grobowca Imhotep (pierwszy znany z imienia architekt w dziejach) nie zamierzał nawet stawiać piramidy. Badania budowli wykazały bowiem, że wpierw zbudował mastabę. Tego typu grobowce przypominające jednopiętrowy dom z płaskim dachem były popularne wśród możnych Egipcjan od wielu wieków. Najstarszą znaną mastabę – sprzed około 5100 lat – odnaleźli niedawno Polacy w Tell el-Farcha. Jednak mastaba przeznaczona dla Dżesera była inna. Po pierwsze Imhotep zrobił ją z kamienia, podczas gdy wcześniej stosowano dużo mniej trwałą cegłę mułową. Po drugie swoimi rozmiarami przewyższała wszystkie wcześniejsze grobowce.
To jednak nie wystarczyło. W kolejnych etapach mastabę dwukrotnie powiększono, a następnie przekształcono w pierwszą na świecie piramidę nakładając na powiększoną mastabę kolejne trzy – coraz mniejsze – stopnie. Ale i to nie zaspokoiło ambicji władcy bądź budowniczego i w kolejnym etapie grobowiec poszerzono i podwyższono o kolejne dwa stopnie. W ten sposób powstała sześciostopniowa piramida schodkowa o wysokości 62 metrów i wymiarach podstawy 118 na 140 m. Nigdzie na świecie nie stała wówczas wyższa budowla.
Wokół piramidy powstał rozległy okręg grobowy z licznymi budynkami. Całość otaczał imponujący mur. Pod ziemią zaś wykuto rozległy labirynt korytarzy i komór. Najważniejsza z nich – komora grobowa Dżesera – znajduje się na głębokości 28 m.
Piramida wywarła wielki wpływ na dalsze dzieje Egiptu. Następcy Dżesera starali się postawić sobie jeszcze bardziej imponujące grobowce, co niektórym się udało. Sakkara była zaś wielce popularnym miejscem pochówku przez ponad dwa tysiące lat, przez co obecnie jest jednym z najcenniejszych stanowisk archeologicznych na świecie. Każdego roku archeolodzy odkrywają tam kolejne grobowce i mumie (Zobacz najnowsze odkrycia archeologiczne w Sakkarze).
Piramida zapewniła sławę nie tylko pochowanemu w niej władcy (jego mumia niestety nie zachowała się), ale też kierującemu budową Imhotepowi. W okresie Nowego Państwa został on nawet wpisany w poczet bogów.
Na małym zdjęciu widać posąg Dżesera ustawiony w niedostępnej komorze we wnętrzu piramidy (tzw. serdab). Otwór miał umożliwiać posągowi obserwowanie składających mu ofiary ludzi.
Zdjęcie piramidy i rysunek na licencji Creative Commons. Autorem zdjęcia jest Janusz Recław, a rysunku Franck Monnier.
W 1924 roku Leonard Wooley odkrył w sumeryjskim Ur bogato wyposażony grobowiec króla Meskalamduga, który rządził tym miastem około 4500 lat wcześniej.
Wśród skarbów leżał wykonany z elektrum (stop złota i srebra) piękny hełm. Zręczny rzemieślnik z wielką dokładnością wykuł w cienkiej blasze pasma włosów, odtwarzając uczesanie typowe dla ówczesnych władców.
Wnętrze hełmu wymoszczono wełną i tkaniną, by królowi łatwiej było go nosić. Wypełnienie to było najpewniej przymocowane sznurkami do dziurek widocznych przy krawędzi hełmu.
Nie ma wątpliwości, że hełm miał tylko znaczenie ceremonialne. W boju był nieprzydatny, gdyż blacha z elektrum nie daje w zasadzie żadnej ochrony.
Zabytek jest w zbiorach Muzeum Bagdadzkiego w Iraku. British Museum ma jego wierną kopię.
Kościół Mądrości Bożej, czyli św. Zofii (Hagia Sophia) w Stambule (dawnym Konstantynopolu) to zdecydowanie jedna z najwybitniejszych budowli w dziejach naszej planety.
Powstała niebywale szybko. Wykonanie ambitnego projektu Antemiusza z Tralles i Izydora Starszego z Miletu zajęło tylko pięć lat. Nawet teraz byłoby to bardzo dobre tempo.
Potężna kopuła o średnicy 31 m opiera się głównie na czterech potężnych filarach. Od wschodu i zachodu wspierają ją mniejsze półkopuły oparte na tych samych filarach. Było to wówczas nowatorskie rozwiązanie. Liczne okna powodują, że wnętrze świątyni imponuje grą światła i cieni.
Trzęsienia ziemi w latach 50. VI w. n.e. mocno osłabiły świątynię i w 558 r. – zaledwie 21 lat po zakończeniu budowy – kopuła runęła. Jednak szybko ją odbudowano i to w jeszcze bardziej imponującej wersji. Inwestycją kierował bratanek Izydora Starszego, Izydor Młodszy. Po tej przeróbce Hagia Sophia miała już trochę ponad 55 metrów wysokości.
Mówi się, że to piękno św. Zofii skłoniło księcia kijowskiego Włodzimierza do przyjęcia chrześcijaństwa. Faktem jest, że rosyjskie cerkwie są potomstwem tej wspaniałej budowli.
Wśród jej potomków jest też trochę meczetów. Turcy, którzy w 1453 r. zdobyli Konstantynopol, nie tylko przekształcili Hagia Sophia w meczet (to wtedy budowla dostała minarety), ale zaczęli też stawiać nowe świątynie na jej podobieństwo.
Przekrój Hagia Sophia
Zdjęcie u góry na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.5 Italy. Jego autorem jest Giovanni Dall’Orto.
Chosroes, król Persji z dynastii Sasanidów, po zdobyciu w 540 r. bizantyjskiej Antiochii postanowił nagrodzić się nowym wspaniałym pałacem. Z pomocą przysłanych przez bizantyjskiego cesarza Justyniana ekspertów stworzył budowlę z ogromną salą tronową, nad którą wznosiło się jedno z najbardziej imponujących sklepień antyku.
Jest to tzw sklepienie z pochyłych cegieł. Powstaje ono następująco. Wpierw budowniczowie stawiają ścianę, a potem opierają o nią lekko pochyły łuk z cegieł, o który opierają kolejny, itd.
Na polecenie perskiego władcy wykonano tym sposobem sklepienie-giganta. Ma ono 35 m wysokości, 25 m szerokości i przykrywało salę długości 50 m. Wydaje się delikatne, ale nie dajcie się oszukać. Na samym szczycie warstwa cegieł ma aż metr grubości, a u podstawy – 7 m. O wytrzymałości konstrukcji świadczy to, że sklepienie wciąż stoi, choć już dawno temu runęła część ściany, o którą było oparte.
Sklepienie zafascynowało Arabów, gdy w następnym stuleciu podbili państwo Sasanidów. Świadczą o tym setki meczetów i medres, których fasady szczycą się ogromnymi łukami o kształcie podobnym do ktezyfonckiego sklepienia.
Dolna ilustracja pokazuje stan pałacu w 1824 r., a górna w 2007 r.
Chyba wszyscy znają, choćby ze zdjęć, ruiny Koloseum czy Forum Romanum. Będąc w Rzymie warto też jednak obejrzeć pozostałości term Karakalli. Jest to najlepiej zachowany przykład kompleksu termalnego z epoki cesarstwa i jedna z kilku największych takich budowli. Nigdzie indziej nie można tak łatwo ocenić ogromu tych starożytnych odpowiedników współczesnych parków wodnych i spa. Po części spełniały one też rolę współczesnych centrów handlowych i siłowni, a nawet pól golfowych, gdyż często podczas kąpieli omawiano interesy.
Budowę term cesarz Karakalla zaczął w 212 r. n.e. Prace trwały pięc lat i w efekcie powstał otoczony murem kompleks o szerokości 400 m, w którym oprócz właściwych term były też ogrody i stadion. By zapewnić wodę zbudowano specjalną odnogę akweduktu.
Dużą uwagę przywiązano do dekoracji term. Na podłogach ułożono gustowne mozaiki, a wnętrza ozdobiono licznymi rzeźbami (np. przedstawiającą Byka Farnezyjskiego). Termy musiały imponować, gdyż były darem cesarza dla ludu. Im były wspanialsze, tym lepszy był efekt propagandowy.
Choć zachowane ruiny pozwalają poznać ogrom term, to trudniej wyobrazić sobie ich piękno. Dlatego zachęcam do rzucenia okiem na rekonstrukcje wnętrz (1 i 2), . Warto też spojrzec na makietę całej budowli.
Tego naturalnej wielkości marmurowego wojownika znaleziono w 1611 roku niedaleko Rzymu. Ustawiony w willi kardynała Borghese szybko zyskał wielką sławę. Zaledwie 20 lat po odkryciu był już znany w Anglii, gdzie jego kopię miał Karol I. W kolejnych stuleciach wykonywane w różnych materiałach kopie posągu ozdobiły fontanny i ogrody w wielu europejskich krajach. Skąd ta popularność?
Powszechny zachwyt wzbudziło doskonałe oddanie anatomii. Wyszukana poza nasuwa przypuszczenie, że zamiarem artysty było właśnie skupienie się na naprężonych mięśniach wojownika. Poza ta wygląda co prawda sztucznie, ale to przez niekompletność rzeźby. W wyciągniętej lewej ręce wojownik trzymał niegdyś tarczę, którą się osłaniał, a w prawej miecz (zobacz uzupełnioną kopię z Charlottenburga). Z kim walczy? Podniesiona głowa i ustawienie tarczy wskazują, że z jakimś jeźdźcem.
Autorem oryginalnego posągu jest hellenistyczny rzeźbiarz z Efezu w Azji Mniejszej, który podpisywał się Agasias. Dzieło wykonał prawdopdobnie w końcu II wieku p.n.e.
Rzeźbę nazwano gladiatorem, ale w rzeczywistości przedstawia ona normalnego wojownika. Obecnie dzieło znajduje się w Luwrze.
Petra w Jordanii to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na ziemi. Wśród otoczonych pustynią skał wyrosło w ostatnich stuleciach I tysiąclecia p.n.e. piękne i bogate miasto arabskiego ludu Nabatejczyków. Do naszych czasów zostały po nim jedynie wykute w skałach grobowce i świątynie. Wszystki inne budowle już dawno uległy trzęsieniom ziemi. Jednak to co zostało w zupełności wystarczyło, by Petra znalazła się wśród siedmiu nowych cudów świata.
Najbardziej imponującą i monumentalną budowlą Petry jest stojący na uboczu Deir (klasztor po arabsku). Wykuta w skale fasada tej świątyni ma 48 m szerokości i 38 m wysokości. Zdaniem specjalistów najpewniej była poświęcona królowi Obodatowi I, który rządził Petrą w latach 96-86 p.n.e. Założenie to opiera się głównie na znalezionej niedaleko budowli inskrypcji wymieniającej Obodata oraz bractwo utworzone w celu oddawania mu czci. Nie wiemy kiedy dokładnie wykuto Deir. Najczęściej wskazuje się na I wiek n.e.
Choć w porównaniu z innymi budowlami Petry czas w niewielkim stopniu dotknął fasadę Deir, to jednak jego obecny wygląd różni się od tego co widzieli starożytni. Badania archeologiczne wskazują bowiem, że najpewniej przed fasadą był plac dla wiernych otoczony kolumnowym portykiem.
Niesamowita jest architektura tej budowli. Mieszkańcy Petry pożyczyli hellenistyczne elementy, ale przekształcili je, by uzyskać swój własny styl. Efekt okazał się niezwykle podobny do baroku, który pojawił się w Europie około 1500 lat później.
Giza kojarzy się wszystkim z wielkimi piramidami. Nie są one jednak jedynymi starożytnymi cudami z tej miejscowości. Archeolodzy znaleźli tam też niemało mniejszych dzieł sztuki, a wśród nich ten posąg króla Mykerinosa (właściciela najmniejszej z trzech wielkich piramid) i jego małżonki Chamerernebti.
Odkryto go wraz z innymi posągami w dolnej świątyni Mykerinosa. Są one klasycznym przykładem egipskiego kanonu rzeźbiarskiego, który przetrwał ponad 20 stuleci. Posąg władcy wykuty około 2500 roku p.n.e. prawie niczym nie różni się od pochodzącej z około 670 roku p.n.e. figury Ir-aa-Chonsu.
Zwróćcie też uwagę na ogromne podobieństwo postaci króla do młodszych o dwa tysiące lat greckich posągów Kleobisa i Bitona. Podobieństwo niesamowite, prawda? Jednak jak niedawno pisałem Grecy błyskawicznie, bo w trochę ponad sto lat, rozbili w puch zapożyczony z Egiptu kanon i zaczęli tworzyć posągi całkowicie realistyczne.
szarogłaz, koło 2520 r. p.n.e., 142 cm wysokości, Museum of Fine Art w Bostonie
Wśród innych posągów Mykerinosa z Gizy są piękne przedstawienia władcy z boginią Hathor i boginiami nomów (egipskich województw).
Zdjęcie górne na licencji GNU FDL. Autor: Alex Feldstein. Edycja: GDK.
Ukochanym materiałem greckich rzeźbiarzy był brąz. Jednak do naszych czasów dotrwała tylko garstka rzeźb z tego materiału. Wiele zniszczono dawno temu, by wykonać z nich elementy broni, monety, albo nowe posągi. Z tego powodu większość brązowych rzeźb znamy tylko z marmurowych kopii.
W 1885 r. odkopano w ruinach term Konstantyna na Kwirynale w Rzymie brązową rzeźbę cudnej urody. Przedstawia ona wspaniale zbudowanego boksera ukazanego z niebywałym realizmem.
Ciało boksera i jego naturalna pozycja zdradzają wielki talent twórcy, a złamany nos i spuchnięte uszy – znajomość tematu. Za pomocą dodatków z miedzi artysta wyróżnił nie tylko sutki i usta, ale także krwawiące wciąż rany, które bokser odniósł w stoczonej przed chwilą walce. Teraz siedzi i odpoczywa. I tę chwilę uchwycił nasz starożytny rzeźboreporter.
Niegdyś posąg był jeszcze bardziej realistyczny, ale materiał, z którego były zrobione oczy i zęby, nie zachował się.
Specjaliści uważają, że boksera stworzył jakiś hellenistyczny rzeźbiarz około III w p.n.e. Naukowcy wysunęli nawet parę nazwisk, ale mocnych dowodów brak. Szkoda, bo imię jego twórcy zasłużyło na nieśmiertelność.
Szczegółowo pokazane rękawice i krople krwi z ran na twarzy
Zachodni brzeg Nilu w Tebach to przeogromne cmentarzysko. Są tam nie tylko powszechnie znane grobowce władców Egiptu skryte w Dolinie Królów, ale też niezliczone pochówki przeróżnych dygnitarzy, które przez setki lat wykuwano w okolicznych skałach.
W jednym z tych grobowców (TT 146 z nekropolii Dra Abu el-Naga) pochowano niejakiego Nebamuna. Jego nazwisko unieśmiertelniły odkryte w grobowcu wspaniałe malowidła sprzed około 3440 lat, których spore fragmenty szczęśliwie dotrwały do naszych czasów.
Przedstawiają one sceny z życia codziennego Egipcjan: ucztę, pracę rolników, przeganianie bydła, a także polującego Nebamona. Nebamon stoi na trzcinowej łodzi. Towarzyszą mu córka i żona, a także kot. W ręku dygnitarz trzyma egipską odmianę bumerangu. Zwróćcie uwagę jak podobna jest ta scena do przedstawienia na pewnym mykeńskim ostrzu (kot!).
Na dolnym zdjęciu jest zaś fragment sceny uczty. Jest on wyjątkowy, gdyż dwie muzykantki pokazano en face, co było szalenie rzadkie w egipskiej sztuce, w której zazwyczaj ukazywano twarz z profilu. Na prawo od tancerek stoją dzbany z piwem. Zdaniem specjalistów malowidło przedstawia najpewniej “piękne święto Doliny” celebrowane w Tebach w czasie zbiorów. Wtedy barka Amona była przewozona ze świątyni w Karnaku do świątyń grobowych na zachodnim brzegu Nilu. Z tej okazji przez dziesięć dni tańczono, ucztowano i upijano się. Piekne święto, prawda?
Przechowywane teraz w British Museum małowidła z grobowca Nebamona są, podobnie jak rzeźby z miejsca wiecznego spoczynku wezyra Meketre, doskonałą maszyną czasu, która pozwala nam na chwilę zajrzeć w czasy faraonów.
Patrząc na ruiny wyroczni Apollina w Didymie trudno uwierzyć, że niegdyś była to jedna z najwspanialszych świątyń starożytnego świata. Dopiero uważniejsze przyjrzenie się resztkom przybytku pozwala dostrzec nieliczne już ślady jego urody.
Didyma znajduje się 24 kilometry na południe od Miletu w zachodnim krańcu Azji Mniejszej. Pierwszą świątynię ufundował tam jeszcze król Lidii Krezus w VI w. p.n.e. Budowlę tę zniszczyli jednak Persowie. O odbudowie przybytku zadecydował w 332 r. p.n.e. Aleksander Macedoński. Budowa trwała jednak aż 450 lat i zakończyła się, gdy ziemiami tymi władali rzymscy cesarze, choć pewnych detali nigdy nie wykończono.
Prace ciągnęły się tak długo m.in. dlatego, że świątynię zaprojektowano z rozmachem. Miała prawie 110 metrów długości i aż 122 kolumny o wysokości 20 metrów. Rozmach dotyczył też płaskorzeźb przedstawiających m.in. Gorgony i gryfy (poniżej), którymi budowniczowie bardzo szczodrze zdobili różne elementy budowli.
Jednak sławę zapewniały świątyni nie ogromne kolumny i bogate ozdoby, ale przepowiednie, których udzielała wieszczka. Przebywała ona w specjalnym pomieszczeniu, gdzie zadawała Apollinowi pytania przekazywane jej przez kapłanów. Wyrocznia didymska rozgłosem ustępowała tylko delfickiej.
Pogańska sława nie przeszkodziła jednak chrześcijanom w przekształceniu świątyni w kościół. I pewno dotrwałaby do naszych czasów w dobrym stanie, gdyby nie trzęsienie ziemi z 1493 r. Gdy w 1905 r. do Didymy przybyli niemieccy archeolodzy, zastali tylko wysoką na 9-10 m górę gruzów, na której stał wiatrak.
W przypadku piramid w sudańskim Meroe prawdziwe jest zarówno stwierdzenie, że mają wiele wspólnego z egipskimi, jak i że nie mają.
Można powiedzieć, że nie mają wiele wspólnego z grobowcami faraonów, choćby dlatego, że są młodsze od słynnych egipskich poprzedniczek o ponad 2000 lat i miały trochę inny wygląd. Za poglądem przeciwnym przemawia zaś to, że nie byłoby ich, gdyby wcześniej nie powstały egipskie. Budowa sudańskich piramid zaczęła się bowiem, gdy władcy leżącego tam królestwa Napata podbili Egipt pod koniec VIII w. p.n.e. i zobaczyli grobowce dawnych królów Egiptu.
Władza Napaty nad Egiptem trwała tylko kilkadziesiąt lat, ale wprowadzony w Sudanie zwyczaj budowy piramid przetrwał wiele stuleci, podczas których postawiono ich około 220, czyli o sto więcej niż w Egipcie. Najbardziej imponujący kompleks sudańskich piramid powstał w Meroe między 270 rokiem p.n.e. a 350 r. n.e.
Piramidy z Meroe były jednak znacznie skromniejsze od egipskich. Najwyższe miały 20-24 m wysokości, a w dodatku ich ściany wznosiły się pod bardzo stromym kątem, przez co miały dużo mniejszą kubaturę, niż egipskie o tej samej wysokości.
Brązowe statuetki przedstawiające kota (a raczej kotkę) występują bardzo często w późnej sztuce egipskiej. Najczęściej wykonywano je metodą odlewu pustego. W większości przypadków składano je jako dary bogini Bastet, patronce rodziny i dawczyni płodności. Niekiedy rzeźby zawierały mumię kota.
Kot Gayera-Andersona zawdzięcza swoje “nazwisko” poprzedniemu właścicielowi, który przekazał dzieło British Museum w Londynie. Rzeźba pochodzi z Sakkary. Zdaniem specjalistów powstała w czasach Późnego Państwa (661-341 p.n.e.).
Jest to jedna z większych (42 cm wys., 13 cm szer.) i bardziej udanych rzeźb tego rodzaju. Jak podkreślają fachowcy artysta ukazał kota w eleganckiej pozie, ze spojrzeniem pełnym wyższości. Puste teraz oczodoły były najpewniej wypełnione.
Nos i uszy kota zdobią złote kolczyki. Na głowie i piersi zwierzęcia widać świętego skarabeusza, symbol odrodzenia, a na szyi srebrny amulet udżat – oko boga Horusa, które również symbolizowało odrodzenie.
Bogini Bastet składano też bardzo często mumie kotów. Istniały nawet całe ich cmentarzyska. Głównym ośrodkiem jej kultu było Bubastis w Delcie Nilu.
Kuros (młodzieniec) to typ greckiego posągu przedstawiającego młodego nagiego mężczyznę bardzo popularny w VII-V w. p.n.e. Ustawiony na grobie przedstawiał zmarłego, a w świątyni – boga. Mógł też być darem wotywnym dla bóstwa.
Do gromady kurosów nagrobnych należą oba dziś prezentowane. Pochodzą one ze starożytnego cmentarzyska niedaleko Anavyssos koło Aten.
Jak już pisałem przy okazji prezentacji dwóch najbardziej znanych kurosów Kleobisa i Bitona, Grecy wykonywali te posągi stosując z drobnymi zmianami egipski kanon rzeźbiarski. Świetnym tego przykładem jest widoczny z lewej kuros z Metropolitan Museum of Arts w Nowym Jorku, wyrzeźbiony około 600 r. p.n.e. Jak widzicie jego naturalnych rozmiarów ciało (wys. 1,85 m) jest mocno schematyczne i razi sztucznością.
Jednak to co w Egipcie przez tysiące lat nie zmieniało się prawie wcale, w Grecji przetrwało niebywale krótko. Widoczny z prawej kuros, przedstawiający najpewniej niejakiego Krojsosa, powstał zaledwie 60-70 lat później, a jest już dużo naturalniejszy. W miejsce posągu człowiekopodobnego mamy człowieka zaklętego w kamieniu. Jego poza jest jeszcze co prawda egipsko sztywna, ale do budowy ciała (wys. 1,94 m) i jego proporcji nie można już mieć większych zastrzeżeń. Do w pełni naturalistycznej rzeźby został już tylko malutki kroczek, który greccy artyści zrobili w ciągu następnych paru dekad.
Chyba nic tak wspaniale nie ukazuje wyjątkowości i geniuszu greckiej cywilizacji, jak te rzeźby. Starożytni Grecy mieli w sobie coś, co kazało im ciągle wszystko poprawiać i udoskonalać. Trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie ta artystyczna rewolucja często bezimiennych rzeźbiarzy kurosów, sztuka Europy wyglądałaby inaczej.
Nie, nie, to nie jest obraz, to mozaika. Ale zgodzę się, że wygląda jak obraz. Decydują o tym dwa czynniki. Pierwszy, to bardzo wysoka jak na mozaiki “rozdzielczość” – scenę ułożono z co najmniej 1,5 mln kolorowych kamyczków.
Po drugie, jak twierdzą specjaliści, mozaika jest wzorowana na nieznanym nam monumentalnym malowidle. Świadczą o tym choćby próby odtworzenia refleksów.
Od wielu lat podejrzewa się, że był to obraz Filoksenosa z Eretrii, który działał pod koniec IV w. p.n.e. Wiemy bowiem, że stworzył on malowidło przedstawiające obu władców podczas bitwy. Część specjalistów podważa jednak to założenie. Pewne jest jedynie to, że wzorcem musiało być jakieś greckie dzieło z czasów Aleksandra, gdyż stroje Macedończyków i Persów oddano z dużą wiernością.
Pierwsze fragmenty ponad pięciometrowej mozaiki archeolodzy odsłonili 24 października 1831 r. w Casa dal Faunno (Domu Fauna) w Pompejach.
Spora część wykonanego ok. 120 r. p.n.e. dzieła niestety nie zachowała się, ale widzimy dwóch głównych bohaterów. Aleksander na Bucefale jest z lewej strony. Jego długa włócznia przebija właśnie perskiego jeźdźca. Stojący na rydwanie Dariusz z przerażeniem patrzy na szarżujących Macedończyków.
Mozaikę często zwie się “bitwą pod Issos”. W rzeczywistości nie wiemy jednak, którą bitwę oglądamy. Dariusz III miał bowiem tego pecha, że uciekał przed szarżującym Macedończykiem aż dwa razy. Pod Issos właśnie i pod Gaugamelą.
Wśród wielu wspaniałych kosztowności znalezionych w grobowcu Tutanchamona były też pektorały, czyli ciężkie zdobione naszyjniki. Pośrodku dwóch, które dziś prezentuję, widzicie skarabeusza ze skrzydłami. Szczególne zainteresowanie naukowców wzbudził chrabąszcz w górnym pektorale ze względu na rzadką barwę kamienia, z którego go zrobiono.
Odkrywca grobowca Howard Carter uznał, że skarabeusza wyrzeźbiono w zielono-żółtym chalcedonie (odmiana kwarcu). Interpretacja ta nie dla wszystkich była przekonująca. W 1999 r. włoscy geolodzy zbadali skład chemiczny rzeźby i okazało się, że jest to naturalne szkło z pustyni leżącej ok. 800 km na południowy-zachód od dzisiejszego Kairu. Szkło takie powstaje najczęściej w wyniku roztopienia piasku po uderzeniu meteorytu. Jednak w tym wypadku nie było żadnych śladów po uderzeniu kosmicznego przybysza.
Zagadkę wyjaśnił w 2006 r. fizyk Mark Boslough z Sandia National Laboratories w Nowym Meksyku (USA). Jego zdaniem meteoryt, który stworzył szkło, rozpadł się podczas wchodzenia w atmosferę i nad pustynię dotarł w postaci ognistej kuli o temperaturze ponad 1800 st. Celsjusza. Pędząca kula ognia bez trudu stopiła piasek i skały w płynną lawę, która po wystygnięciu stała się naturalnym szkłem.
Oprócz pustynnego szkła artysta użył również złota, srebra, kamieni półszlachetnych i masy szklanej.
Co przedstawiają te pektorały? W górnym symbolizujący słońce skarabeusz podtrzymuje barkę z okiem Horusa – symbolem zwycięstwa, nad którym jest srebrny księżycowy dysk z królem w otoczeniu chroniących go bogów: Księżyca Totha i Słońca Re-Horachti. Dolną krawędź pektorału zdobią kwiaty oraz pąki papirusu i lotosu – symbole Dolnego i Górnego Egiptu.
Dolny pektorał składa się mniej więcej z tych samych elementów, ale są one trochę inaczej ułożone.
Nierzadko zwie się je mieczami, ale ze względu na dość skromną długość ostrzy (22,8 cm oraz 16,3 cm) nie jest to zbyt trafna nazwa. Oba sztylety znaleziono w Mykenach. Wykonano je z brązu, a widoczne na nich sceny zrobiono za pomocą złota, srebra i techniki niello.
U góry widzicie dłuższy sztylet z polowaniem na lwy. Znalazł go Heinrich Schliemann podczas wykopalisk w 1876 r. Leżał w grobowcu wojownika (być może króla) w słynnym kręgu grobowym A. Pochodzi z około 1600-1500 r. p.n.e. Jest bezcennym źródłem dla historyków mykeńskiej wojskowości, gdyż ukazuje kilku zbrojnych, a zwłaszcza niezwykle oryginalną tarczę w kształcie cyfry 8.
Co ciekawe, sztylet ten okazał się też bardzo cenny dla historyków epoki brązu i literatury. W przypisywanej Homerowi “Iliadzie” jest bowiem wzmianka o Grekach używających takich ósemkowych tarcz. Informacja ta wydawała się wymysłem twórcy eposu, gdyż Grecy nie robili takich tarcz w znanych w XIX w. okresach ich dziejów. Sztylet wykazał jednak, że Grecy używali ich w poznawanej dopiero wówczas epoce mykeńskiej. Był to jeden z pierwszych dowodów na to, że “Iliada” zawiera wiele zaskakująco prawdziwych informacji o Mykeńczykach i ich kulturze. Tym samym był to jeden z dowodów na to, że wojna trojańska rzeczywiście mogła mieć miejsce, oraz na to, że “Iliada” jest spisaną wersją bardzo starego eposu, który przekazywano ustnie przez kilka stuleci.
Drugi sztylet, również datowany na około 1600 r. p.n.e., nie jest aż tak znany, ale jest interesujący ze względu na ukazaną na nim scenę kotów polujących na ptaki. Niektórzy wskazują na jej podobieństwo do egipskich przedstawień ptactwa znad Nilu. Dotykamy tym samym kwestii pochodzenia tych niezwykle pięknych sztyletów. Można spotkać sugestie, że nie są dziełem Mykeńczyków, ale Kreteńczyków, którzy wzorowali się na wyrobach egipskich rzemieślników. Cała ta koncepcja, choć wielce prawdopodobna, opiera się jednak na stosunkowo słabych dowodach. Sztylety zwie się więc mykeńskimi, bo to właśnie w mykeńskich grobowcach znaleziono najwięcej tak cudownie zdobionych ostrzy sprzed ponad 3500 lat.
Zdjęcia pochodzą z galerii hellenika.art.pl. Zrobiła je Agnieszka Fulińska, autorka niezwykle ciekawego blogu Antiquitates. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Na żywo sztylety można podziwiać w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Atenach.
Umierający Gal to jedna z najbardziej znanych rzeźb okresu hellenistycznego. Była częścią monumentalnej grupy figur, która zdobiła pomnik zwycięstwa ustawiony w Pergamonie. Upamiętniał on triumf króla Attalosa I nad żyjącymi w Azji Mniejszej celtyckimi Galatami.
Podobnie jak w przypadku większości greckich i hellenistycznych rzeźb, wykonany z brązu oryginał nie dotrwał do naszych czasów. Znamy tylko rzymską kopię z marmuru. Wystarcza ona jednak w zupełności, by docenić kunszt twórcy tego przedstawienia.
Wiadomo, że sztuka może wpływać kojąco na emocje. Okazuje się ,że podobno może działać na ból fizyczny. Dlatego zamiast tabletki – lepiej kupić bilet do muzeum.
Aby to udowodnić, włoscy naukowcy pokazali grupie 12 osób 300 obrazów, m.in. da Vinciego czy Botticellego, z których uczestnicy mieli wybrać po 20 najpiękniejszych i najbrzydszych.
Potem mieli podziwiać i te brzydkie, i te ładne, a także czystą planszę, podczas gdy naukowcy “kłuli” ich laserem w dłonie. Ból – zdaniem uczestników – był o jedną trzecią mniejszy, kiedy patrzyli na wybrane, piękne obrazy, niż kiedy oglądali “brzydkie” dzieła i puste plansze.
Informację o eksperymencie znalazłem w serwisie Nauka w Polsce.
Przerzucony nad Tagiem most Alcantara w Hiszpanii, to zdecydowanie najbardziej majestatyczna przeprawa Rzymian, jaką wciąż możemy oglądać.
Zbudował go w latach 104-106 n.e. architekt Gajusz Juliusz Lacer. Na swym grobie położonym niedaleko budowli kazał wyryć: “Zostawiłem most, który trwać będzie po wsze czasy”. Nie jest to czcza przechwałka. Budowla służy po dziś dzień, choć kilka razy uszkodzono ją w trakcie różnych wojen.
Most ma 194 m długości i sześć przęseł o rozpiętości od 14 do 29 metrów. Jego jezdnia wznosi się prawie 50 metrów nad korytem rzeki. Główne filary budowli mają 9 metrów grubości i zostały tak uformowane, by zniwelować napór wody. Na środku mostu wznosi się łuk tiumfalny wysokości 10 m. Znajduje się na nim dedykcja dla panującego wówczas cesarza Trajana, który urodził się w Hiszpanii.
Używana obecnie nazwa przeprawy pochodzi ze średniowiecza i oznacza w języku arabskim “most”.
Zdjęcie mostu jest na licencji GNU FDL. Autor: Dantla.
“Te wazy jakby zeszły z nieba, gdyż nie wiadomo, jak uzyskiwano ich formę i kolor” – stwierdził już w XIII w. mnich Ristoro d’Arezzo, gdy pisał o antycznych wazach znajdowanych w Toskanii.
Ceramikę bucchero zaczęli wyrabiać około 660 roku p.n.e. mieszkańcy etruskiego miasta Caere. Wkrótce potem ich śladem poszli mieszkańcy Vulci, Tarquinii, Clusium i Orvieto. Niecodzienny głęboko czarny kolor uzyskiwali dzięki odpowiedniemu manipulowaniu tlenem podczas wypalania naczyń (tzw. wypał w warunkach redukcyjnych) oraz dodawaniu pyłu węglowego lub też substancji organicznych, które w trakcie wypalania zamieniały się w węgiel.
Choć nam, tak jak włoskiemu mnichowi, ta czarna ceramika wydaje się wyjątkowo ładna i oryginalna, to Etruskom najwyraźniej znudziła się, gdyż w V w. p.n.e. wyparła ją grecka, a później etruska ceramika malowana.
W 1949 robotnicy wydobywający glinę w bułgarskiej miejscowości Panagiuriszte natknęli się na niezwykle piękne złote przedmioty. Był to – jak twierdzą specjaliści – skarb trackiego arystokraty ukryty prawdopodobnie podczas celtyckich najazdów. Skarb składa się z 9 naczyń (rytonów, amfory i tacy) o łącznej wadze 6,1 kg.
Datowane na drugą połowę IV w. p.n.e. naczynia reprezentują niesamowicie wysoki poziom artystyczny. Zdaniem fachowców powstały w greckim albo grecko-azjatyckim kręgu kulturowym. Świadczy o tym choćby pokazana powyżej amfora, na której są sceny nawiązujące do wojny trojańskiej.
Fibula to zapinka używana w Europie do spinania szat od około 1500 roku p.n.e. aż do średniowiecza. W tak długim okresie mieszkające na naszym kontynencie ludy stworzyły niezliczoną ilość rodzajów fibul. Dla archeologów stały się więc one doskonałym narzędziem do całkiem dokładnego datowania znalezisk i określania przynaleźności kulturowej stanowisk.
Dwie takie luksusowe fibule w kształcie orła prezentuję powyżej. Obie przypisuje się germańskim Wizygotom, a znaleziono je w Hiszpanii w okolicach Guadalajary. Pochodzą z VI w. n.e. Wykonano je z brązu i szklanej pasty. Niezwykle podobną złotą fibulę z końca V w. znaleziono też w Cesenie we Włoszech. Ją oczywiście również przypisuje się Gotom.
Niedaleko Watykanu nad Tybrem wznosi się budowla o niezwykle bogatej historii. Dziś nosi nazwę Zamek św. Anioła, ale powstawała jako mauzoleum cesarza Hadriana. Był on jednym z pięciu dobrych cesarzy, za których panowania Imperium Rzymskie przeżywało swój najlepszy okres. Granice były zabezpieczone, w kraju panował spokój.
Budowę zaczęto w 135 roku n.e. i zakończono po czterech latach. W mauzoleum pochowano nie tylko Hadriana, ale też paru jego następców: Antoninusa Piusa, Marka Aureliusza, Septymiusza Sewera i Karakallę.
130 lat po śmierci Hadriana mało kto pamiętał już o złotej erze Rzymu. Krajem wstrząsały wojny domowe i rebelie, a przez granice przedzierały się chmary barbarzyńców. Dla ochrony przed nimi opasano Rzym murami, a mauzoleum włączono do systemu obronnego miasta jako wysunięty przed mury bastion.
W V wieku, gdy zachodnia część cesarstwa konała, mauzoelum opasano murem i przebudowano w potężną cytadelę. Tę rolę pełniło bardzo długo. W średniowieczu przez kilka stuleci było siedzibą papieży oraz ich skarbca i więzienia. Później służyło za koszary i arsenał. Ciągle przebudowywane utraciło swój pierwotny charakter, a ustawiona na szczycie w 1752 r. figura Michała Archanioła doprowadziła do powstania używanej dziś nazwy.
Wreszcie w 1901 r. sędziwa budowla przeszła na emeryturę i od tego czasu mieści się w niej muzeum.
Górne zdjęcie na licencji GNU FDL. Autor: Andreas Tille.
Byk Farnezyjski to gigantyczna grupa rzeźbiarska (ponad 3,5 m. wysokości) ukazująca ukaranie Dirke, mitycznej królowej Teb, którą przywiązano do rogów rozjuszonego byka.
Wykonaną około 211-217 r. n.e. marmurową rzeźbę odkryto w 1546 r. w termach Karakalli w Rzymie. Do końca XVIII w. stała w rzymskim Palazzo Farnese (stąd nazwa). Obecnie znajduje się w Museo Nazionale w Neapolu.
Jak wiele rzymskich rzeźb jest to tylko kopia (choć lekko wzbogacona) wykonanego w brązie arcydzieła greckich mistrzów. Byli nimi Apollonios i Tauriskos z Tralles adoptowani synowie Menekratesa z Rodos. Specjaliści oceniają, że oryginał, który nie dotrwał do naszych czasów, powstał około 100 r. p.n.e.
Stelę ukazującą triumf króla Akadu Naramsina nad plemieniem Lulubejów znaleziono w 1898 roku w Suzie, stolicy starożytnego Elamu. Przeleżała tam około 3 tysiące lat. Jednak pierwsze kilkanaście wieków swego istnienia spędziła w Mezopotamii. Elamici uprowadzili ją z miasta Sippar jako łup wojenny.
Stela ma około 2 metry wysokości. Jest pierwszym przedstawieniem pejzażu w sztuce Mezopotamii i dużym krokiem w kierunku urealnienia artystycznych przedstawień. Wcześniej takie sceny triumfów ukazywano w kompozycji pasowej, czego najlepszym przykładem jest Sztandar z Ur.
Z pewnością nie macie problemów z odgadnięciem, która postać przedstawia króla Naramsina. Człowiek z włócznią wystającą z szyi to wódz Lulubejów.
Te dwa niemal identyczne posągi greckich kurosów odkryto w okręgu Apollina w Delfach w ostatnich latach XIX wieku. Wyrzeźbił je około 590-580 roku p.n.e. Polimedes z Argos. Są one doskonałym przykładem egipskich wpływów na grecką rzeźbę okresu archaicznego.
Wpływy te widać choćby we fryzurach, które przypominają charakterystyczne egipskie nakrycia głowy. Kolejny “egipski” element to noga wysunięta w trochę nienaturalnym wykroku. Podobnie jak w egipskich rzeźbach ukazana jest też muskulatura. Ale są i różnice. Grecka rzeźba poszła już dalej niż egipska i postacie nie mają za plecami podtrzymującej ich często ściany, a ręce są odzielone od korpusu (dla porównania zdjęcie egipskiego posągu).
Specjaliści uznali, że posągi przedstawiają Kleobisa i Bitona, którzy wedle mitologii byli synami Kolyppe, kapłanki Hery w Argos. Jednak kogo przedstawiają naprawdę, nie wiemy.
Marmur, z którego wykonano ten wspaniały sarkofag, pochodzi co prawda z Frygii (dzisiejsza środkowa Turcja), ale kamień najpewniej został przewieziony do Rzymu. Dopiero tam trafił w ręce artysty, który wyrzeźbił w nim tłum postaci. Główna scena ukazuje Dionizosa obok którego stoją cztery pory roku.
Zdaniem specjalistów sarkofag powstał dla któregoś z członków najzamożniejszych rodów rzymskich. Artysta skorzystał najpewniej z jakiejś księgi ze wzorami dla rzeźbiarzy. Bardzo podobne przedstawienie jest bowiem na innym sarkofagu, który zachował się do naszych czasów.
Sarkofag pochodzi z około 260-270 r. n.e. Obecnie znajduje się w The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.
Do naszych czasów przetrwało niewiele antycznych posągów z brązu. W późnym antyku i w średniowieczu masowo przetapiano je na monety albo posągi lepiej odpowiadające nowym, chrześcijańskim realiom. I tak z wielu pełnofigurowych konnych rzeźb pogańskich cesarzy Rzymu pogrom przetrwała tylko jedna.
Konny posąg Marka Aureliusza przetrwał, bo w średniowieczu uznano go za rzeźbę Konstantyna Wielkiego, który doprowadził do równouprawnienia chrześcijaństwa z kultami pogańskimi. Przez całe stulecia posąg stał w Rzymie pod gołym niebem. W końcu przeniesiono go do Muzeum Kapitolińskiego, a na Piazza del Campidoglio ustawiono kopię.
Pomyłka średniowiecznych Rzymian miała wielkie znaczenie dla sztuki. Posąg Marka Aureliusza stał się inspiracją dla renesansowych artystów i miasta Europy na nowo zapełniły się wspaniałymi konnymi posągami władców i wodzów.
W VII w. wylądowali u wybrzeży Kampanii greccy koloniści z Sybaris i założyli miasto, które nazwali Posejdonią. Gdy kilka wieków później miastem zawładnęli Rzymianie, zmienili jego nazwę na Paestum.
Do naszych czasów zostały po nim tylko ruiny, a wśród nich imponujące pozostałości trzech świątyń. Widoczna powyżej świątynia Hery (heraion) jest jedną z najlepiej zachowanych greckich świątyń i książkowym przykładem budowli w porządku doryckim. Jest też doskonałym dowodem na to, że greckie świątynie należące do tego samego porządku potrafiły się dość mocno różnić.
Świątynia Hery to przykład “ciężkiego” porządku doryckiego. Kolumny są tu bardzo szerokie, a leżące na nich belkowanie niezwykle masywne. Różni ją to znacznie od również doryckiego Partenonu w Atenach, który ma kolumny dużo smuklejsze, a belkowanie lżejsze. Co ciekawe obie budowle powstały w zasadzie w tym samym czasie.
Rzeźbę chłopca duszącego gęś dla świątyni Ateny w rodyjskim Lindos wykonał najpewniej Boetos z Chalkedonu. Brązowy oryginał nie zachował się do naszych czasów, ale znamy ją dzięki kilku marmurowym kopiom rzymskim. Na zdjęciu powyżej są rzeźby z Watykanu (z lewej) i Luwru.
Boetos działał w III i II w. p.n.e. i jest uważany za mistrza aktu dziecięcego starożytnej Grecji. Historycy sztuki mają jednak pewne problemy z identyfikacją jego dzieł, gdyż w antycznych tekstach pojawia się aż siedmiu rzeźbiarzy o tym samym imieniu.
Ta piękna głowa konia z pozłacanego srebra powstała w IV-V w. n.e. gdzieś w imperium perskich Sassanidów. Jest jednym z najlepszych przykładów wysokiego poziomu tamtejszych metalurgów. Znaleziono ją w latach 30. XX wieku w prowincji Kerman w południowo-wschodnim Iranie, a teraz można ją oglądać w Luwrze. Przy okazji rzućcie okiem na stojącą w tej samej sali perską wazę z tancerkami wykonaną w tym samym czasie i z takich samych materiałów.
Likia (Licja), niewielka starożytna kraina w południowo-zachodniej Anatolii, słynie z licznych grobowców wykutych w skale. Najbardziej znane powstały niedaleko Kaunos (na zdjęciu), które w V i IV w. było jednym z najważniejszych miast w tej części Anatolii.
Nie wiemy kogo w nich pochowno. Często nazywa się je królewskimi, ale prawdopodobnie należały do zamożnych mieszkańców Kaunos. Większość z nich była zresztą ponownie używana w poźniejszych czasach. Fasady grobowców są wzorowane na jońskich świątyniach. Największy nigdy nie został dokończony, dzięki czemu naukowcy mieli wyjątkową okazję przestudiowania metod ich budowy. Na popularność grobowców z Kaunos wpływa też ich bardzo malownicze położenie.
Kaunos kwitło jeszcze w czasach rzymskich, ale później jego znaczenie zmalało w wyniku zamulenia zatoki i w końcu miasto wyludniło się. Pozostały tylku ruiny, w tym teatru, który miał obrotową scenę.
Posąg Marcellusa, siostrzeńca Augusta Oktawiana, wyrzeźbił około 20 roku p.n.e. Kleomenes z Aten. Moim zdaniem rewelacyjnie rozwiązał on problem dodatkowej podpórki, której wymagały marmurowe posągi, gdyż nogi postaci nie wystarczały do utrzymania całej rzeżby. Najczęściej opierano postać o kolumienkę, albo “przyklejano” jej do nogi jakiś konar, jak choćby w rzeźbach rannych Amazonek. Rzadko kiedy wygląda to naturalnie, a czasami wręcz źle. Najlepszym chyba przyładem jest tutaj przechowywana w Watykanie rzeźba Apolla, gdzie dziwacznie wystająca w bok gałąź psuje całą kompozycję.
Kleomenes wykorzystał zaś przewieszoną przez ramię Marcellusa szatę, która swobodnie i naturalnie opada ku ziemi. Dzięki temu nie widzimy, że w rzeczywistości podpiera ona posąg. Między ziemią i szatą artysta wyrzeźbił małego żółwia, na którym umieścił swój podpis. Na żywo posąg można podziwiać w Luwrze.
Plakietka z kości słoniowej, którą widzicie u góry, była jednym z najwspanialszych zabytków przechowywanych w Muzeum Narodowym w Bagdadzie. Dokładnie pięć lat temu nieznani sprawcy zrabowali ją razem z 15 tysiącami innych przedmiotów (więcej na ten temat napisałem w Gazecie Wyborczej). Jest najcenniejszym wśród wciąż nieodnalezionych zabytków.
Odkrył ją w studni pałacu asyryjskiego króla Aszurnasirpala II w Nimrud Max Mallowan, mąż Agathy Christie, który kopał tam krótko po II wojnie światowej. W studni była też druga, prawie identyczna plakietka (zdjęcie na dole), która na szczęście trafiła do British Museum. Zdaniem specjalistów obie zdobiły jakiś mebel, być może nawet królewski tron. Najprawdopdobniej wyrzeźbił je około IX-VIII w. p.n.e. fenicki artysta. Wydaje się, że do studni trafiły w ostatnich latach VII w. p.n.e., gdy imperium asyryjskie runęło pod ciosami Medów i Babilończyków.
Plakietki mają zaledwie 10 na 10 cm, ale zachwycają precyzją wykonania i realizmem. (Czyż nie macie wrażenia, że twórca widział taką scenę na żywo?). W niektórych miejscach (np. spodnie i włosy chłopca) artysta dodał złotą blachę.
To chyba najpiękniejszy krzemienny nóż świata. Nie ma pewności, czy znaleziono go w Dżebel el-Arak, niedaleko jednej z najstarszych egipskich nekropoli w Abydos. Taką informację podał osobnik, od którego arcydzieło kupił w Kairze w 1914 r. francuski egiptolog Georges Bénédite.
O niezwykłości noża stanowi pokryta płaskorzeźbami rękojeść z kła hipopotama. Naukowców szczególnie frapuje widoczny na stronie z guzem mężczyzna, który poskramia dwa lwy (tzw. “pan zwierząt”), gdyż ma on mezopotamski strój (powiększenie). Przedstawienia z drugiej strony noża są już bardziej typowe dla egipskich dzieł okresu predynastycznego. Widzimy tam walczących wojowników, okręty i ciała pokonanych wrogów pływające w wodzie (powiększenie).
Żyjący około 5400-5200 lat temu twórca rękojeści popisał się nie lada kunsztem, gdyż ma ona zaledwie 9,5 cm wysokości, a zmieścił na niej wiele porządnie wykonanych elementów. Na żywo nóż można oglądać w paryskim Luwrze.
W 118 r. n.e. cesarz Hadrian zaczął budowę wspaniałej willi w leżącej dzień jazdy konnej od Rzymu miejscowości Tibur (dziś Tivoli). Wśród licznych postawionych tam budowli znalazło się też niezwykle malownicze Serapeum – sanktuarium boga podziemi Serapisa. Miało ono kształt wydrążonej w pagórku sztucznej groty, do której wchodziło się przez wspaniałą eksedrę (półkolista niszę) z lanej zaprawy. We wnętrzu sanktuarium i przed nim były baseny. Największy z nich nazwany Kanopus miał 119 m długości i 18 m szerokości, a wzdłuż jego brzegów stały posągi bogów, kariatydy i kolumny.
W 1891 r. z torfowiska niedaleko duńskiej miejscowości Gundestrup wyciągnięto srebrny półmisek i kilkanaście wygiętych srebrnych płytek ze złoceniami ozdobionych stylizowanymi scenami. Okazało się, że są to elementy rozebranego kotła złożonego najpewniej w ofierze.
Naukowcy ustalili, że niezwykły przedmiot pochodzi z II-I w. p.n.e. Ukazane na nim przedstawienia bogów, ludzi i zwierząt mają elementy charakterystyczne zarówno dla sztuki Celtów jak i Traków.
Na zdjęciu poniżej widać boga z rogami jelenia. W prawej ręce trzyma on tork (rodzaj bransolety), a w lewej węża z głową barana. Otaczają go dzikie zwierzęta.
Świątynia Afai na wyspie Egina słynie z rzeźb przedstawiających walkę Greków z Trojanami. Dlatego łucznik jest często zwany Parysem. Trojański książę nosi jednak strój perskiego łucznika. Ma obcisłe spodnie, bluzę z długimi rękawami i scytyjską czapkę.
Już w 1811 r., gdy odkryto rzeźby z Eginy, dostrzeżono na nich ślady farby. Badania z końca XX w. pozwoliły znaleźć nawet najdrobniejsze pozostałości barwników, dzięki czemu dokładnie odtworzono prawdziwy wygląd rzeźb sprzed 2500 lat. Poniżej najnowsza rekonstrukcja łucznika ze Staatliche Antikensammlung und Glyptothek w Monachium. A tak wyglądała cała scena z łucznikiem (rekonstrukcja z 1906 r.).
W latach 20. ubiegłego wieku sir Leonard Woolley odkopał ponad dwa tysiące grobów na mającym około 4500 lat cmentarzysku w sumeryjskim Ur. Były wśród nich także pochówki dostojników i władców miasta, często z bogatym wyposażeniem. Czegoś takiego świat jeszcze nie widział.
W jednym z grobowców angielski archeolog znalazł przedziwny przedmiot – płaską drewnianą skrzynię wysokości 20 cm ozdobioną piękną mozaiką z lazurytu i macicy perłowej osadzoną w podobnej do smoły substancji. Naukowcy nazwali skrzynkę sztandarem. Przedstawia on dwie sceny.
Na drugim zdjęciu jest zaś tzw. scena wojny (powiększenie). Widzimy tutaj żołnierzy w hełmach i z włóczniami wyposażonych w ciężkie wozy ciągnięte przez onagry (krewniacy osłów). Jest to niewątpliwie scena triumfu. Wojownicy prowadzą przed oblicze władcy jenców, a na samym dole wozy tratują ciała pokonanych wrogów.
Odnaleziono ją ponoć w Rzymie w 1594 r. Przekazywana z rąk do rąk trafiła ostatecznie do londyńskiego British Museum. Jest najbardziej znanym przykładem zastosowania tzw. szkła kameowego. Jego produkcja wyglądała następująco: szklarz robił naczynie z ciemnego szkła, a potem zanurzał je częściowo w białej masie szklanej. Gdy ta wystygła, artysta rzeźbił w niej sceny, które miały zdobić naczynie.
Historycy sztuki zakładają, że Wazę Portlandzką (przez wiele lat należała do książąt Portland) wykonano w pierwszych latach I w. n.e., najpewniej w Rzymie. Mimo wieloletnich sporów nie zdołali jednak ustalić, co przedstawiają dwie sceny wyryte na jej ścianach. Jeden ze specjalistów uznał nawet, że nie da się tego stwierdzić, bo tak naprawdę wazę wykonał XVI-wieczny artysta, który słabo znał się na mitologii. Teoria ta nie zdobyła jednak popularności.
Wielką ironią losu jest to, że waza, która przetrwała ponad tysiąc lat w ruinach Rzymu, a następnie wędrówki z rąk do rąk, została rozbita, gdy trafiła do miejsca wydawałoby się najbezpieczniejszego, czyli do muzeum. W 1845 r. pewien pijany jegomość zwalił jakąś rzeźbę w British Museum tak nieszczęśliwie, że trafił w wazę. Pełnię urody odzyskała ona dopiero po zabiegach konserwatorskich przeprowadzonych w 1987 r.
Laokoon był wedle greckiej mitologii kapłanem Apollina w Troji. Namawiał swych pobratymców, by nie wprowadzali do miasta drewnianego konia, którego Grecy zostawili pod murami. Ostrożność Laokoona nie spodobała się bogom. Nasłali na niego dwa węże, które wypełzły z morza i zadusiły kapłana oraz jego synów.
Widoczną powyżej marmurową rzeźbę zazwyczaj przypisuje się trzem rzeźbiarzom z Rodos: Agesandrosowi, Atenodorowi i Polidorowi, którzy działali na przełomie II i I w. p.n.e. W czasach cesarstwa rzymskiego arcydzieło greckich mistrzów trafiło do Rzymu. W 1506 r. odnaleziono ją w ruinach Term Tytusa i umieszczono w Watykanie, gdzie znajduje się do dzisiaj.
Grupa Laokoona szybko stała się dla artystów renesansu i baroku kwintesencją antycznej rzeźby. Zachwyca dynamizmem, dramatyzmem i przede wszystkim mistrzowskim wykonaniem niezwykle skomplikowanej kompozycji.
Asyryjscy władcy uwielbiali uwieczniać swoje tryumfy płaskorzeźbami. Zazwyczaj ukazywały one asyryjskie wojska gromiące wrogów, zdobywające miasta i masakrujące buntowników. Ostatni wielki władca Asyrii, Aszurbanipal pozostawił po sobie wiele takich “pamiątek”. Jedna płaskorzeźba odbiega jednak od tego schematu.
Widzimy na niej władcę rozłożonego wygodnie w ogrodzie i popijającego jakiś napój. Służący z wachlarzami dbają, by zbytnio nie dokuczył mu upał. Muzyk przygrywa na harfie. Ot, zwykły sielski obrazek ukazujący przyjemne życie władcy asyryjskiego imperium. W rzeczywistości płaskorzeźba jest jednak świadectwem tryumfu i to mocniejszym, niż największe sceny batalistyczne. Otóż na jednym z drzew wisi sobie głowa Teummana, króla Elamu, którego ogromną armię Asyryjczycy unicestwili w bezwzględnej bitwie.
Ten kto około 430 r. p.n.e. wpadł na pomysł zorganizowania konkursu na rzeźbę rannej Amazonki dla świątyni Artemidy w Efezie, nie zdawał sobie sprawy, jak wielki sprawi kłopot historykom sztuki.
Na konkurs greccy rzeźbiarze zrobili pięć rzeźb. Wygrał Poliklet, drugie miejsce zajął Fidiasz, a trzecim musiał zadowolić się Kresilas. Wykonane przez nich rzeźby nie zachowały się do naszych czasów, ale znamy wiele różnych Rannych Amazonek z późniejszych okresów. Historycy sztuki wiążą je z konkursem. Wyróżnili nawet trzy typy Amazonek (na zdjęciach) wzorowane, jak się wydaje, na konkursowych dziełach. Jednak od ponad stu lat mają wielki problem z przypisaniem ich poszczególnym artystom.
Panuje raczej zgoda, że widoczna z lewej strony wersja Rannej Amazonki była wzorowana na dziele Fidiasza. Jednak który z pozostałych dwóch typów jest wzorowany na rzeźbie Polikleta, a który na dziele Kresilasa, pozostaje wielką zagadką.
Czcigodny wezyr Meketre siedzi pod zadaszeniem, które chroni go przed prażącym Słońcem. Towarzyszy mu syn oraz czterech pisarzy skrzętnie notujących liczbę przeganianych zwierząt. W powietrzu unoszą się okrzyki poganiaczy, ryk bydła, a czasami nawet złowieszczy świst kija.
Ta scena miała miejsce 40 wieków temu, ale dzięki anonimowemu egipskiemu artyście pokonujemy tysiące lat w mgnieniu oka. Wykonana z malowanego drewna minimaszyna czasu ma 55 cm wysokości, 72 cm szerokości i 173 cm długości. Jednym z pierwszych, który z niej skorzystał był amerykański archeolog Herbert Winlock, który w latach 1919-1920 badał grobowiec wezyra w Deir el-Bahari.
Spis bydła to nie jedyna maszyna czasu jaką zostawił nam w swym grobowcu Meketre. Archeolodzy znaleźli w nim też miniatury łodzi, warsztatów czy domu z ogrodem. Wszystko wykonane z niebywałem realizmem i dbałością o szczegóły. Podobne rzeźby znajdowano też w innych pochówkach (np. niedawno udało się to Belgom w Deir al-Barsha), ale grobowiec wezyra jest pod tym względem wyjątkowo bogaty, a rzeźby szczególnie okazałe. Dlatego z pewnością kiedyś wrócę w Cudach do drewnianych skarbów czcigodnego Meketre.
Niewiele antycznych teatrów zachowało się do naszych czasów w tak świetnym stanie jak ten w Aspendos w południowej Turcji. Jego budowę ukończono w 160 r n.e. za panowania cesarza-filozofa Marka Aureliusza. Wymiary zaprojektowanej przez architekta Zenona budowli robią wrażenie: 100 m szerokości, 70 m długości, zaś ściany sceny wznoszą się na wysokość 22 m. Oparta o wzgórze widownia mieści swobodnie 13 tysięcy ludzi.
Za sceną budowniczy umieścił maszynerię, która pozwalała zastosować w widowiskowy sposób deus ex machina, czyli boga z maszyny, który pojawiał się nagle na scenie (np. spuszczany na linach) i bez trudu rozwiązywał splątaną intrygę wystawianej sztuki. Uroku budowli dodają arkady, które zamykają widownię od góry.
Świat poznał ten przepiękny scytyjski pektorał latem 1971 r., gdy radzieccy archeolodzy znaleźli go w kurhanie Tołstaja Mogiła niedaleko Nikopola na Ukrainie. Ważąca ponad kilogram złota ozdoba jest jednym z najwspanialszych dzieł sztuki greko-scytyjskiej.
Nieznany artysta sprzed ponad 2300 lat ozdobił pektorał dziesiątkami sylwetek ludzi i zwierząt. Widzimy m.in. krowy, konie, owce, kozy, jelenie, dziki, lwy, gepardy, a nawet baśniowe gryfy. Mające najwyżej 3 cm wysokości rzeźby zaskakują niesłychanym realizmem i dokładnością wykonania, co widać na dolnej ilustracji. Centralną scenę tworzy dwóch uzbrojonych w łuki mężczyzn, najpewniej Scytów, którzy trzymają coś wyglądającego jak kaftan.
Oprócz pektorału archeolodzy znaleźli w grobowcu aż 600 różnych złotych ozdób.
Zdjęcie środkowe na licencji Free Art. Autor: D. Kolosow (Д.Колосов). Źródło.
Widoczny powyżej fajansowy hipopotam nie dorównuje sławą zającowi Dürera. Nie wiemy jak nazywał się jego twórca, ani w którym roku go wypalił. Możemy tylko zakładać, że twórca ów był Egipcjaninem, który żył jakieś 3500-3300 lat temu. Prawdę powiedziawszy, to nie wiem nawet, czy na pewno jest to figurka młodego hipopotama, ale wygląda mi on zdecydowanie zbyt sympatycznie jak na dorosłego osobnika ;).
Pewne jest jednak to, że berliński hipcio ma całą masę krewniaków wykonanych przez Egipcjan z fajansu, kamienia i innych materiałów. Na przykład taki niebieski hipopotam mieszka sobie w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.
Brązowa rzeźba młodziutkiego dżokeja wykonana około 140 r. p.n.e. w Grecji. Obecnie znajduje się w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Atenach. Zdjęcie na licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 2.0 Germany. Autor: Fingalo.
Fragmenty rzeźby wydobyto w latach 20. i 30. XX wieku z wraku leżącego niedaleko przylądka Artemizjon na wyspie Eubea, a następnie złożono. Nie odnaleziono jednak wszystkich kawałków dzieła. Brakuje choćby wodzy, które chłopiec trzymał w lewej ręce i bata, którym okładał konia. Niewiele antycznych rzeźb charakteryzuje się tak wielkim dynamizmem.