“Manhattan na pustyni”, “najstarsze miasto drapaczy chmur” – takie określenia ukuto dla miasta Szibam w jemeńskiej dolinie Hadramaut. Znajduje się w nim około 500 wieżowców zbudowanych z cegły mułowej i mających 5-9 pięter.
Początki miasta, które było stolicą jemeńskiego królestwa Hadramaut, sięgają II w. n.e. Jednak większość wieżowców ma po 100-200 lat, a najstarszy liczy sobie około 400 lat. Cegła mułowa jest bowiem materiałem bardzo nietrwałym, więc domy wymagają częstych napraw i renowacji. Trudno zatem powiedzieć od kiedy domy w Szibam przybrały formę wieżowców. Nie ma jednak wątpliwości, że są to najwyższe na świecie domy mieszkalne z cegły mułowej.
Świat jest pełen paradoksów. Jedna z najwspanialszych i najbardziej zadziwiających buddyjskich budowli znajduje się w kraju, w którym religią dominującą jest islam. Mowa o Borobudur na indonezyjskiej wyspie Jawa.
Ta niecodzienna budowla powstała w VIII/IX w., gdy na wyspie dominowały pochodzące z Indii hinduizm i buddyzm. Dopiero kilkaset lat później wyparł je przyniesiony przez arabskich kupców islam.
Poświęcona św. Piotrowi katedra w Beauvais to jedno z największych osiągnięć gotyckiej architektury, choć nigdy jej nie ukończono. Budowę zaczęto w 1225 r. z szalenie ambitnymi zamiarami. Z tego też powodu po 47 latach pracy gotowy był jedynie chór. Ale za to jaki chór! Jego sklepienie znajduje się na wysokości 48 m. Do teraz żadna katedra nie przebiła tego osiągnięcia.
Chór był imponujący, ale nie dość trwały. W 1284 r. runęła część sklepienia. Budowniczowie jednak nie zrezygnowali. Odbudowali chór, ale przykładając większą wagę do jego wzmocnienia. Stoi do dzisiaj i zachwyca kolejne pokolenia. Dorobił się nawet miana “Partenonu francuskiego gotyku”. Read the rest of this entry »
Sans souci to po francusku “bez trosk”. Pałac leży jednak w niemieckim Poczdamie, a nie we Francji. Był letnią rezydencją króla Prus Fryderyka II zwanego Wielkim oraz Starym Frycem. Jak arcytrafnie napisał Antoni Piskadło w “100 najsłynniejszych budowli” jest to prawdziwe “zwierciadło beztroskiego klimatu życia towarzyskiego osiemnastowiecznej arystokracji”.
Postawiony w latach 1745-1747 rokokowy pałac jest budowlą niezwykle lekką i ozdobną. Nie miał być rezydencją zwalającą z nóg. Fryderyk, który własnoręcznie naszkicował ogólny schemat budowli, mawiał o niej “moja mała winnica” i odrzucał propozycje uczynienia pałacu bardziej imponującym. Read the rest of this entry »
Najsłynniejsza pozostałość rzymskich akweduktów nazywa się Pont du Gard i znajduje się w południowej Francji. Ta piękna konstrukcja prowadząca akwedukt nad doliną rzeki Gardon w dużej mierze odpowiada za powszechne postrzeganie akweduktów jako długich ciągów łuków, na których biegnie kanał z wodą. Prawda jest jednak trochę inna.
Ukończony w 2006 r. budynek Szkoły Sztuk Pięknych, Designu i Mediów Uniwersytetu Technologicznego Nanyang w Singapurze to jeden z najwspanialszych przykładów zielonej architektury.
Najbardziej charakterystyczną cechą budowli są pokryte trawą dachy trzech tworzących ją skrzydeł. Niesamowity efekt wzmacnia to, że dachy łagodnie schodzą aż do ziemi. Budynek robi przez to wrażenie wyciętego ze wzgórza. Read the rest of this entry »
“Jedna z tych świątyń – rywalka świątyni Salomona – mogłaby zająć honorowe miejsce obok najpiękniejszych naszych budowli. Jest wspanialsza niż cokolwiek z tego, co zostawiła nam Grecja lub Rzym” – napisał o świątyni Angkor Wat w Kambodży Francuz Henri Mouhot, który w styczniu 1860 roku nadział się na nią w kambodżańskiej dżungli na północ od wielkiego jeziora Tonla Sap.
Najsłynniejsza twierdza krzyżowców na Bliskim Wschodzie i jedna z najpotężniejszych. Swoją wielką sławę zawdzięcza po części temu, że dotrwała do naszych czasów prawie w takim stanie w jakim była 700 lat temu. Duże znaczenie ma też malownicze położenie na wyniosłej skale.
Jej udział w dziejach krucjatach zaczyna się w 1099 r., gdy stojącą na wzgórzu islamską fortalicję zdobywa na krótko Rajmund IV z Tuluzy. Opuszczoną przez chrześcijan twierdzę zajmuje ponownie w 1110 r. regent Antiochii Tankred. 32 lata później zaczyna się złoty okres zamku, gdy hrabia Trypolisu Rajmund II przekazuje go Joannitom.
Połączyć wielusetletnią tradycję z nowoczesnością to bardzo trudne zadanie. Jednym z najlepszych przykładów jego rewelacyjnego wykonania jest kościół Grundtviga w Kopenhadze.
Jedna z najlepiej zachowanych antycznych greckich świątyń i jednocześnie dość słabo znana. Ma bowiem w Atenach sporą konkurencję, jeśli chodzi o starożytne zabytki.
Hefajstejon, zwany też niegdyś Tezejonem, zbudowano w latach 449-444 p.n.e. w ramach wielkiego projektu inwestycyjnego Peryklesa, którego głównym elementem były inwestycje na Akropolu. Ale nie tylko.
Autorami tego niesamowitego drapacza chmur są amerykańscy architekci Louis Henry Sullivan i Dankmar Adler. Budynek powstał w latach 1894-1896 r. i był jednym z pierwszych wysokościowców na świecie.
Szkielet Guaranty Building (to dawna nazwa budynku) wykonano ze stali, co było jeszcze wówczas wielką nowością. Jego piękne ciało stworzono z terakotowych płyt. Widoczne na nich bogate i jednocześnie niezwykle gustowne zdobienia były inspirowane gotykiem i secesją. Budynek jako całość ma jednak bardzo szlachetną i spokojną sylwetkę, jak przystało na dystyngowany biurowiec. Read the rest of this entry »
Arkadia, o której dziś napiszę, nie jest ani fikcyjną krainą szczęśliwości, ani historyczną krainą w Grecji. To park niedaleko Łowicza budowany w XVIII i XIX w. na polecenie księżny Heleny z Przezdzieckich Radziwiłłowej w pobliżu rodowej siedziby w Nieborowie.
W drugiej połowie XVIII w. dotarła do polski moda na ogrody typu angielskiego. Zrywały one z głównie francuską modłą na sztuczne barokowe ogrody z symetrycznie wytyczonymi alejkami i równo przystrzyżonymi żywopłotami. W ogrodzie typu angielskiego odtwarzano naturalne krajobrazy, a wszystko to okraszano budowlami nawiązującymi do antyku i średniowiecza. Całość miała mieć charakter nastrojowo-sentymentalny. Z czasem takie ogrody przygarnęły też elementy romantyczne związane z baśniowością i ludowością. Read the rest of this entry »
Miasto Jazd znajduje się w środku Iranu w oazie położonej między dwoma pustyniami. Większość domów ma tam kolor suszonej cegły, ale jest też kilka budowli, których ściany mienią się kolorowymi ceramicznymi płytkami. Najbardziej znaną z nich jest Meczet Piątkowy.
Ávila to miasto w środkowej Hiszpanii. Największą sławę zapewniają mu mury miejskie. Zbudowane w 1090 r. przetrwały do dzisiaj. Mają trochę ponad 2,5 km długości, 12 m wysokości, 3 m grubości, 88 wież i 9 bram.
Mury Ávili nie są dziełem sztuki ani wielkim wyczynem inżynierskim czy kamieniarskim. Cudem stały się dlatego, że przetrwały do naszych czasów w pierwotnym stanie. A stało się to za sprawą kryzysu.
Położone w Libanie Baalbek przez prawie całą starożytość było miejscem kultu. Najdłużej czczono tam trzy bóstwa semickie: boga burzy Baala-Hadada, boginię płodności Atargatis i trzeciego niezidentyfikowanego boga. Badania archeologiczne wskazują, że ich kult w tym miejscu zaczął się prawdopodobnie już w III tysiącleciu p.n.e.
Gdy po podbojach Aleksandra Wielkiego władzę nad Bliskim Wschodem objęli monarchowie greckiego i macedońskiego pochodzenia Baalbek przekształcono w Heliopolis, czyli Miasto Słońca, a czcić zaczęto bóstwa greckie. Potem miasto znalazło się w granicach imperium rzymskiego, a Oktawian August założył w nim kolonię weteranów Julia Augusta Felix. Wtedy to Baalbek stało się miejscem kultu Jowisza Heliopolitańskiego, Wenus i Bachusa (Dionizosa).
Choć jest stosunkowo mała, to stała się jedną z najbardziej znanych piramid świata. Zawdzięcza to ogromnej elegancji, którą zapewniła jej symetria (już nie raz uczeni wykazywali, że to co symetryczne uznajemy zazwyczaj za piękniejsze).
Piramida powstała w drugiej połowie XI w. bądź w połowie XII w., ale w jej wnętrzu archeolodzy odkryli pozostałości podobnej piramidy zbudowanej około stu lat wcześniej.
Burdż al-Arab to niezwykle luksusowy hotel w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kształt zbudowanego w latach 1993-1998 wieżowca nawiązuje do żagli tradycyjnych arabskich łodzi dhow.
Budynek postawiono na sztucznej wyspie położonej 280 metrów od brzegu. Prowadzi na nią most dostępny tylko dla gości. Do hotelu dotrzeć można też śmigłowcem, na który czeka wystające z 27 piętra okrągłe lądowisko.
Wieżowiec ma 321 m wysokości, ale ostatnie 111 metrów stanowią jedynie maszt i żelbetowa konstrukcja nośna. Projektanci zapewniają, że wytrzyma trzęsienia ziemi i wiatr o prędkości do 450 km/h.
Fasadę budowli tworzy ściana kurtynowa wzniesiona z 80 tys. m sześć. szkła pokrytego dwuwarstwową tkaniną teflonową, białą w dzień, a wieczorem mieniącą się różnymi kolorami. Hotel ma 202 dwukondygnacyjne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m kw. Ceny zaczynają się od 1000 dolarów za jedną noc od osoby.
Bryła Burdż al-Arab jest niewątpliwie jedną z najcudowniejszych jakie kiedykolwiek skonstruowano i jej twórca Tom Wills-Wright ma pełne prawo być dumnym ze swego dzieła. Niestety, wnętrze postawionej kosztem 650 mln dolarów budowli na miano cudu już nie zasługuje. Zatriumfowały w nim marmury, złoto i pozbawiony gustu przepych, tak charakterystyczny dla właścicieli petrodolarowych fortun.
Na koniec prawie 9-minutowa reklamówka hotelu, byście mogli zobaczyć jak wygląda w środku.
Środkowe zdjęcie na licencji GNU FDL. Autorem jest Imre Solt. Pozostałe zdjęcia są w domenie publicznej.
Nie ma w Rzymie lepiej zachowanej antycznej budowli niż Panteon. Nie oznacza to jednak, że świątynia będąca od 608 r. chrześcijańskim kościołem, dotrwała do naszych czasów w stanie nienaruszonym. W 663 r. cesarz bizantyjski Konstans II zerwał z jej dachu pozłacane mosiężne płyty, w średniowieczu zdarto marmury, które okrywały zewnętrzne ściany budowli, a w 1625 r. papież Urban VIII usunął m.in. podtrzymujące dach portyku brązowe belki i dał w ich miejsce drewniane. To tylko najistotniejsze straty jakie poniosła budowla. Najważniejsze jednak, że do naszych czasów dotrwało to, co czyni ją wyjątkową – betonowa kopuła o średnicy 43,3 m.
Kwidzyński zamek jest wyjątkowy z dwóch powodów. Po pierwsze jest to tak naprawdę zespół zamkowo-katedralny łączący w jedną fortecę katedrę obronną i zamek. Po drugie twierdza ta szczyci się prawdopodobnie najwspanialszym wychodkiem na świecie.
Ten superwychodek to tak zwane gdanisko, czyli ufortyfikowana wieża ulokowana w pewnej odległości od zamku i połączona z nim gankiem. I właśnie oparty na pięciu arkadach ganek czyni kwidzyńskie gdanisko tak pięknym i wyjątkowym. Jest bowiem najdłuższym i najbardziej malowniczym połączeniem zamku z obronnym wychodkiem.
Jakim cudem najwspanialsze gdanisko znajduje się w Polsce? Ha! W tej dziedzinie jesteśmy światowym potentatem. Drugie i trzecie miejsca też można swobodnie przypisać budowlom w naszym kraju (Malbork, Toruń). Tę gdaniskową dominację zawdzięczamy Krzyżakom, którzy byli miłośnikami takich wież i często obdarzali nimi swoje zamki. Dzięki temu nieczystości od razu lądowały w fosie albo pobliskiej rzece, co poprawiało warunki sanitarne w fortecy. Poza dawnymi ziemiami zakonu budowle takie prawie nie występują.
Zespół zamkowo-katedralny w Kwidzynie od strony północnej. Z lewej katedra, a z prawej zamek. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Jerzy Strzelecki
Zamek i katedrę budowano przez większą część pierwszej połowy XIV w. Tworzyły one siedzibę kapituły pomezańskiej, czyli kolegium kanoników diecezji pomezańskiej.
Od niedawna kwidzyńska forteca ma jeszcze jedną atrakcję. Podczas badań archeologicznych w katedrze w 2007 r. natrafiono na trzy szkielety, które najprawdopodobniej są szczątkami wielkich mistrzów krzyżackich.
W 836 kalif abbasydzki al-Mutasim postanowił opuścić Bagdad i zbudować nową stolicę 100 km na północny zachód od dotychczasowej. Nad brzegiem Tygrysu wyrosło rozległe miasto z pałacami i oczywiście meczetami. Najwspanialszy z nich – Wielki Meczet – powstał w latach 848-852, gdy panował już kalif al-Mutawakkila. Był największym islamskim sanktuarium na świecie. Salę modlitw otaczał potężny mur wysokości 10 m, długości 240 m i szerokości 158 m. (jego fragment widać z prawej strony górnego zdjęcia). Budowniczowie wzmocnili mur 44 półbasztami, przez co meczet wyglądał jak wielka forteca. (rekonstrukcja, wnętrze meczetu dziś)
Jednak najbardziej spektakularną budowlą Samarry jest minaret Wielkiego Meczetu zwany Malwijja. Jest to spiralna wieża wznosząca się na wysokość 52 m, na której szczyt wchodzi się usytuowanymi na zewnątrz krętymi schodami, co doskonale widać na dolnym zdjęciu.
W okresie swej świetności Samarra ciągnęła się wzdłuż brzegów Tygrysu przez 35 km, a żyło w niej być może nawet pół miliona ludzi. Jednak jej chwała nie trwała zbyt długo. W 892 roku kalif al-Mu’tamid powrócił do Bagdadu. Miasto opustoszało, a zbudowane z suszonej cegły budynki, w tym i pałace kalifów, rozsypały się w proch. Przetrwały tylko te nieliczne, które postawiono z bardzo drogiej w Mezopotamii wypalanej cegły.
W Samarze stoi jeszcze jeden spiralny minaret. Jest częścią kolejnego ogromnego meczetu, który w 859 roku postawił kalif al-Mutawakkil. Ma jednak tylko 34 m wysokości.
Zdjęcia na licencji Creative Commons. Autorem górnego jest Jim Gordon, a dolnego IgorF.
Swiss Re w Londynie, zwany bardziej formalnie 30 St Mary Axe, a nieformalnie Gherkin (Korniszon), to wyjątkowo młody cud świata. Jego budowę zakończono w grudniu 2003 r. Zaprojektował go dla towarzystwa reasekuracyjnego Swiss Re Norman Foster
Swiss Re jest wyjątkowy nie tylko ze względu na swój korniszonowaty kształt, ale też z powodu wysokiej efektywność energetyczną. Aerodynamiczny kształt zmniejsza zawirowania wiatru, a odpowiednio zaprojektowana, przeszklona elewacja umożliwia nie tylko wykorzystanie naturalnego oświetlenia, ale też naturalną wentylację. Łącznie zastosowane w budynku rozwiązania pozwalają na 50-proc. redukcję zużycia energii w stosunku do zwykłych wieżowców.
Swiss Re ma 180 metrów wysokości i 40 kondygnacji o powierzchni 76 400 m kw. Kryje w sobie nie tylko biura, ale także wiszące ogrody i atria. W jego wnętrzu rosną nawet drzewa.
Nie wszyscy uznają go za cud. Zdaniem niektórych nie pasuje do otoczenia i gryzie się z pobliskimi kamienicami. Moim zdaniem robi dużo lepsze wrażenie niż stawiane od dziesięcioleci aluminiowo-szklane sześciany, których nudne fasady szpecą wszystkie większe miasta. A dolne zdjęcie wyraźnie pokazuje, że jest najciekawszym elementem londyńskiej panoramy. Zresztą panoramy mocno już eklektycznej. Te mury w prawym dolnym rogu to fragment średniowiecznego zamku Tower.
Najstarsza piramida świata znajduje się w egipskiej Sakkarze 30 km na południe od Kairu. Jest grobowcem faraona Dżesera, który panował w drugiej połowie XXVII w. p.n.e.
Piramida powstała w kilku etapach i prawdopodobnie zaczynając budowę grobowca Imhotep (pierwszy znany z imienia architekt w dziejach) nie zamierzał nawet stawiać piramidy. Badania budowli wykazały bowiem, że wpierw zbudował mastabę. Tego typu grobowce przypominające jednopiętrowy dom z płaskim dachem były popularne wśród możnych Egipcjan od wielu wieków. Najstarszą znaną mastabę – sprzed około 5100 lat – odnaleźli niedawno Polacy w Tell el-Farcha. Jednak mastaba przeznaczona dla Dżesera była inna. Po pierwsze Imhotep zrobił ją z kamienia, podczas gdy wcześniej stosowano dużo mniej trwałą cegłę mułową. Po drugie swoimi rozmiarami przewyższała wszystkie wcześniejsze grobowce.
To jednak nie wystarczyło. W kolejnych etapach mastabę dwukrotnie powiększono, a następnie przekształcono w pierwszą na świecie piramidę nakładając na powiększoną mastabę kolejne trzy – coraz mniejsze – stopnie. Ale i to nie zaspokoiło ambicji władcy bądź budowniczego i w kolejnym etapie grobowiec poszerzono i podwyższono o kolejne dwa stopnie. W ten sposób powstała sześciostopniowa piramida schodkowa o wysokości 62 metrów i wymiarach podstawy 118 na 140 m. Nigdzie na świecie nie stała wówczas wyższa budowla.
Wokół piramidy powstał rozległy okręg grobowy z licznymi budynkami. Całość otaczał imponujący mur. Pod ziemią zaś wykuto rozległy labirynt korytarzy i komór. Najważniejsza z nich – komora grobowa Dżesera – znajduje się na głębokości 28 m.
Piramida wywarła wielki wpływ na dalsze dzieje Egiptu. Następcy Dżesera starali się postawić sobie jeszcze bardziej imponujące grobowce, co niektórym się udało. Sakkara była zaś wielce popularnym miejscem pochówku przez ponad dwa tysiące lat, przez co obecnie jest jednym z najcenniejszych stanowisk archeologicznych na świecie. Każdego roku archeolodzy odkrywają tam kolejne grobowce i mumie (Zobacz najnowsze odkrycia archeologiczne w Sakkarze).
Piramida zapewniła sławę nie tylko pochowanemu w niej władcy (jego mumia niestety nie zachowała się), ale też kierującemu budową Imhotepowi. W okresie Nowego Państwa został on nawet wpisany w poczet bogów.
Na małym zdjęciu widać posąg Dżesera ustawiony w niedostępnej komorze we wnętrzu piramidy (tzw. serdab). Otwór miał umożliwiać posągowi obserwowanie składających mu ofiary ludzi.
Zdjęcie piramidy i rysunek na licencji Creative Commons. Autorem zdjęcia jest Janusz Recław, a rysunku Franck Monnier.
W średniowieczu widok budowanego przez całe dziesięciolecia kościoła nie był niczym wyjątkowym. Teraz to wielka rzadkość. Taka “średniowieczna” budowa trwa w Barcelonie już od 127 lat.
Kamień węgielny pod katedrę Sagrada Familia wmurowano 19 marca 1882 r. Rok później kierownictwo prac przejął 31-letni kataloński architekt Antoni Gaudí. To jego geniusz uczynił z tej budowli jedną z najsłynniejszych i najwspanialszych świątyń świata.
Projekt poprzednika Gaudiego zakładał zbudowanie neogotyckiej katedry. Gaudí pożenił gotyk z secesją, a całą świątynię przekuł w gigantyczną biblię z kamienia.
Kataloński architekt zaplanował pięcionawowy kościół na planie krzyża łacińskiego, z nawą główną liczącą 95 metrów. Trzy imponujące fasady budowli poświęcił Chrystusowi. Fasada wschodnia – Narodzenia Pańskiego – miała reprezentować ziemskie życie Jezusa, zachodnia – Męki Pańskiej – Chrystusa Zbawiciela, a główna – Chwały Bożej – Chrystusa Sędziego. Dla każdej fasady Gaudí zaplanował cztery strzeliste wieże co łącznie dawało ich tyle, ilu było apostołów. W centrum katedry miała stanąć 170-metrowa wieża symbolizująca Chrystusa otoczona pięcioma wieżami poświęconymi ewangelistom i Marii. (projekt Sagrada Familia). To tylko najważniejsze religijne symbole z wielu, które Gaudí umieścił w katedrze. Tę gigantyczną konstrukcję obłożył przeróżnymi rzeźbami (np. widoczną obok jaszczurką) i “ciastowatymi” ozdobami z betonu.
Gaudí pracował przy świątyni ponad 40 lat. Wpierw dzielił czas między nią i inne projekty (np. Casa Batlló). Od 1914 r. pracował już tylko przy niej. Zamieszkał nawet obok placu budowy, by nie marnować czasu na dojazdy. W czerwcu 1926 r. wpadł pod tramwaj i zmarł w wyniku obrażeń. Pochowano go w krypcie katedry – dzieła jego życia.
Po śmierci Gaudiego prace kontynuowano aż do wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. W jej trakcie anarchistyczne bojówki zniszczyły część budowli a także wiele projektów, które pozostawił wielki architekt. W latach 40. wznowiono budowę. Ma potrwać do 2026 roku.
Najbardziej zgodna z wizją Gaudiego jest fasada Narodzenia Pańskiego ukończona jeszcze przed wojną. To ją pokazuję na zdjęciach. Kolejne części katedry są tylko luźno oparte o to, co się zachowało z planów genialnego Katalończyka.
Hawa Mahal, czyli Pałac Wiatrów, to najbardziej rozpoznawalna budowla Dźajpuru stolicy indyjskiego stanu Radźasthan. Postawiono ją w 1799 r. na polecenie maharadży Sawaia Pratapa Singha.
W tej jednej z najwspanialszych fasad świata jest ponad 900 okien i okienek. I w zasadzie Pałac Wiatrów nie oferuje wiele więcej niż okna i fasadę. Trzy górne piętra mają szerokość jednego niewielkiego pokoju. Tylko dwa dolne są okazalsze. Nie jest to bowiem dom, a swego rodzaju architektoniczny parawan. Powstał, by damy z dworu maharadży mogły obserwować życia miasta, pozostając niewidocznymi dla osób z zewnątrz.
Pałac zbudowano z czerwonego i różowego piaskowca. Powszechne stosowanie tego drugiego zapewniło Dźajpurowi miano Różowego Miasta. Sama budowla zawdzięcza swoją nazwę wiatrowi (hawa), który wieje przez jej liczne okna. Styl, w jakim ją zbudowano, jest charakterystyczny dla miast i pałaców Radźasthanu.
Teraz, jak pewnie stali czytelnicy zauważyli, publikuję średnio jeden post na trzy dni. I mam nadzieję, że takie tempo utrzymam w przyszłym roku. Pozdrawiam serdecznie.
Kościół Mądrości Bożej, czyli św. Zofii (Hagia Sophia) w Stambule (dawnym Konstantynopolu) to zdecydowanie jedna z najwybitniejszych budowli w dziejach naszej planety.
Powstała niebywale szybko. Wykonanie ambitnego projektu Antemiusza z Tralles i Izydora Starszego z Miletu zajęło tylko pięć lat. Nawet teraz byłoby to bardzo dobre tempo.
Potężna kopuła o średnicy 31 m opiera się głównie na czterech potężnych filarach. Od wschodu i zachodu wspierają ją mniejsze półkopuły oparte na tych samych filarach. Było to wówczas nowatorskie rozwiązanie. Liczne okna powodują, że wnętrze świątyni imponuje grą światła i cieni.
Trzęsienia ziemi w latach 50. VI w. n.e. mocno osłabiły świątynię i w 558 r. – zaledwie 21 lat po zakończeniu budowy – kopuła runęła. Jednak szybko ją odbudowano i to w jeszcze bardziej imponującej wersji. Inwestycją kierował bratanek Izydora Starszego, Izydor Młodszy. Po tej przeróbce Hagia Sophia miała już trochę ponad 55 metrów wysokości.
Mówi się, że to piękno św. Zofii skłoniło księcia kijowskiego Włodzimierza do przyjęcia chrześcijaństwa. Faktem jest, że rosyjskie cerkwie są potomstwem tej wspaniałej budowli.
Wśród jej potomków jest też trochę meczetów. Turcy, którzy w 1453 r. zdobyli Konstantynopol, nie tylko przekształcili Hagia Sophia w meczet (to wtedy budowla dostała minarety), ale zaczęli też stawiać nowe świątynie na jej podobieństwo.
Przekrój Hagia Sophia
Zdjęcie u góry na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.5 Italy. Jego autorem jest Giovanni Dall’Orto.
Chosroes, król Persji z dynastii Sasanidów, po zdobyciu w 540 r. bizantyjskiej Antiochii postanowił nagrodzić się nowym wspaniałym pałacem. Z pomocą przysłanych przez bizantyjskiego cesarza Justyniana ekspertów stworzył budowlę z ogromną salą tronową, nad którą wznosiło się jedno z najbardziej imponujących sklepień antyku.
Jest to tzw sklepienie z pochyłych cegieł. Powstaje ono następująco. Wpierw budowniczowie stawiają ścianę, a potem opierają o nią lekko pochyły łuk z cegieł, o który opierają kolejny, itd.
Na polecenie perskiego władcy wykonano tym sposobem sklepienie-giganta. Ma ono 35 m wysokości, 25 m szerokości i przykrywało salę długości 50 m. Wydaje się delikatne, ale nie dajcie się oszukać. Na samym szczycie warstwa cegieł ma aż metr grubości, a u podstawy – 7 m. O wytrzymałości konstrukcji świadczy to, że sklepienie wciąż stoi, choć już dawno temu runęła część ściany, o którą było oparte.
Sklepienie zafascynowało Arabów, gdy w następnym stuleciu podbili państwo Sasanidów. Świadczą o tym setki meczetów i medres, których fasady szczycą się ogromnymi łukami o kształcie podobnym do ktezyfonckiego sklepienia.
Dolna ilustracja pokazuje stan pałacu w 1824 r., a górna w 2007 r.
Na łagodnym wzgórzu niedaleko Avebury w angielskim hrabstwie Wiltshire, które słynie ze Stonehenge i Silbury Hill, znajduje się imponujący grobowiec sprzed około 5,5-5 tysięcy lat.
Podłużny tumulus Wet Kennet (ang. West Kennet Long Barrow) to nasyp długości 100 m, szerokości do 20 m i wysokości do 2,5 m. Na jego wschodnim krańcu znajduje się wykonana z głazów komora grobowa długości 12 m (plan oraz zdjęcie wnętrza).
Badający grobowiec archeolodzy znaleźli w nim szczątki 46 osób w tym dzieci. Zdaniem naukowców nie ma wątpliwości, że był on wiele razy otwierany, by złożyć kolejnych zmarłych. Nie wiemy jednak nic o tym, kim byli ludzie, których chowano w tak imponującym grobowcu.
Niewykluczone, że pochowano tam więcej osób. Część szczątków mogła już bowiem dawno temu zniknąć z grobowca. Szacuje się, że tumulus West Kennet był używany przez co najmniej kilkaset lat.
Archeolodzy znaleźli też w jego wnętrzu ceramikę, ozdoby i resztki pożywienia, które przyniesiono tam zapewne w celach rytualnych.
Tumulus West Kennet nie cieszy się ogromną sławą przez niewielką fotogeniczność. Naprawdę dobrze wychodzi tylko na zdjęciach z powietrza wykonanych pod odpowiednim kątem. Niestety w całym internecie nie znalazłem takiego ujęcia. Jedyne w miarę przyzwoite ukazuje tylko wschodnią część z komorą grobową.
Chyba wszyscy znają, choćby ze zdjęć, ruiny Koloseum czy Forum Romanum. Będąc w Rzymie warto też jednak obejrzeć pozostałości term Karakalli. Jest to najlepiej zachowany przykład kompleksu termalnego z epoki cesarstwa i jedna z kilku największych takich budowli. Nigdzie indziej nie można tak łatwo ocenić ogromu tych starożytnych odpowiedników współczesnych parków wodnych i spa. Po części spełniały one też rolę współczesnych centrów handlowych i siłowni, a nawet pól golfowych, gdyż często podczas kąpieli omawiano interesy.
Budowę term cesarz Karakalla zaczął w 212 r. n.e. Prace trwały pięc lat i w efekcie powstał otoczony murem kompleks o szerokości 400 m, w którym oprócz właściwych term były też ogrody i stadion. By zapewnić wodę zbudowano specjalną odnogę akweduktu.
Dużą uwagę przywiązano do dekoracji term. Na podłogach ułożono gustowne mozaiki, a wnętrza ozdobiono licznymi rzeźbami (np. przedstawiającą Byka Farnezyjskiego). Termy musiały imponować, gdyż były darem cesarza dla ludu. Im były wspanialsze, tym lepszy był efekt propagandowy.
Choć zachowane ruiny pozwalają poznać ogrom term, to trudniej wyobrazić sobie ich piękno. Dlatego zachęcam do rzucenia okiem na rekonstrukcje wnętrz (1 i 2), . Warto też spojrzec na makietę całej budowli.
Petra w Jordanii to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na ziemi. Wśród otoczonych pustynią skał wyrosło w ostatnich stuleciach I tysiąclecia p.n.e. piękne i bogate miasto arabskiego ludu Nabatejczyków. Do naszych czasów zostały po nim jedynie wykute w skałach grobowce i świątynie. Wszystki inne budowle już dawno uległy trzęsieniom ziemi. Jednak to co zostało w zupełności wystarczyło, by Petra znalazła się wśród siedmiu nowych cudów świata.
Najbardziej imponującą i monumentalną budowlą Petry jest stojący na uboczu Deir (klasztor po arabsku). Wykuta w skale fasada tej świątyni ma 48 m szerokości i 38 m wysokości. Zdaniem specjalistów najpewniej była poświęcona królowi Obodatowi I, który rządził Petrą w latach 96-86 p.n.e. Założenie to opiera się głównie na znalezionej niedaleko budowli inskrypcji wymieniającej Obodata oraz bractwo utworzone w celu oddawania mu czci. Nie wiemy kiedy dokładnie wykuto Deir. Najczęściej wskazuje się na I wiek n.e.
Choć w porównaniu z innymi budowlami Petry czas w niewielkim stopniu dotknął fasadę Deir, to jednak jego obecny wygląd różni się od tego co widzieli starożytni. Badania archeologiczne wskazują bowiem, że najpewniej przed fasadą był plac dla wiernych otoczony kolumnowym portykiem.
Niesamowita jest architektura tej budowli. Mieszkańcy Petry pożyczyli hellenistyczne elementy, ale przekształcili je, by uzyskać swój własny styl. Efekt okazał się niezwykle podobny do baroku, który pojawił się w Europie około 1500 lat później.
Pałac Letni w Pekinie to duży kompleks rezydencji na Wzgórzach Zachodnich, gdzie lata były łagodniejsze niż w samym mieście. Największe inwestycje były dziełem panującego w połowie XVIII w. cesarza Qianlonga. Podczas prac nie uniknięto tak częstej w Chinach gigantomanii. Na polecenie władcy powiększono jezioro i podwyższono góry. Główny pałac wyposażono zaś w 3000 komnat.
Wśród wielu postawionych w Pałacu Letnim budowli były też mosty. Najpiękniejszy i najsłynniejszy z nich to tzw. Jadeitowy Pas.
Most, zwany też czasami Grzebietem Wielbłąda, zbudowano z różnego rodzaju białych kamieni, w tym marmuru. Jego kształt nawiązuje do mostów spotykanych czasami na wiejskich terenach. Tak wysoki prześwit miał też racjonalne uzasadnienie – dzięki niemu pod mostem mogła przepływać cesarska łódź.
Most jest na tyle stromy, że pokonuje się go po schodach.
Patrząc na ruiny wyroczni Apollina w Didymie trudno uwierzyć, że niegdyś była to jedna z najwspanialszych świątyń starożytnego świata. Dopiero uważniejsze przyjrzenie się resztkom przybytku pozwala dostrzec nieliczne już ślady jego urody.
Didyma znajduje się 24 kilometry na południe od Miletu w zachodnim krańcu Azji Mniejszej. Pierwszą świątynię ufundował tam jeszcze król Lidii Krezus w VI w. p.n.e. Budowlę tę zniszczyli jednak Persowie. O odbudowie przybytku zadecydował w 332 r. p.n.e. Aleksander Macedoński. Budowa trwała jednak aż 450 lat i zakończyła się, gdy ziemiami tymi władali rzymscy cesarze, choć pewnych detali nigdy nie wykończono.
Prace ciągnęły się tak długo m.in. dlatego, że świątynię zaprojektowano z rozmachem. Miała prawie 110 metrów długości i aż 122 kolumny o wysokości 20 metrów. Rozmach dotyczył też płaskorzeźb przedstawiających m.in. Gorgony i gryfy (poniżej), którymi budowniczowie bardzo szczodrze zdobili różne elementy budowli.
Jednak sławę zapewniały świątyni nie ogromne kolumny i bogate ozdoby, ale przepowiednie, których udzielała wieszczka. Przebywała ona w specjalnym pomieszczeniu, gdzie zadawała Apollinowi pytania przekazywane jej przez kapłanów. Wyrocznia didymska rozgłosem ustępowała tylko delfickiej.
Pogańska sława nie przeszkodziła jednak chrześcijanom w przekształceniu świątyni w kościół. I pewno dotrwałaby do naszych czasów w dobrym stanie, gdyby nie trzęsienie ziemi z 1493 r. Gdy w 1905 r. do Didymy przybyli niemieccy archeolodzy, zastali tylko wysoką na 9-10 m górę gruzów, na której stał wiatrak.
W przypadku piramid w sudańskim Meroe prawdziwe jest zarówno stwierdzenie, że mają wiele wspólnego z egipskimi, jak i że nie mają.
Można powiedzieć, że nie mają wiele wspólnego z grobowcami faraonów, choćby dlatego, że są młodsze od słynnych egipskich poprzedniczek o ponad 2000 lat i miały trochę inny wygląd. Za poglądem przeciwnym przemawia zaś to, że nie byłoby ich, gdyby wcześniej nie powstały egipskie. Budowa sudańskich piramid zaczęła się bowiem, gdy władcy leżącego tam królestwa Napata podbili Egipt pod koniec VIII w. p.n.e. i zobaczyli grobowce dawnych królów Egiptu.
Władza Napaty nad Egiptem trwała tylko kilkadziesiąt lat, ale wprowadzony w Sudanie zwyczaj budowy piramid przetrwał wiele stuleci, podczas których postawiono ich około 220, czyli o sto więcej niż w Egipcie. Najbardziej imponujący kompleks sudańskich piramid powstał w Meroe między 270 rokiem p.n.e. a 350 r. n.e.
Piramidy z Meroe były jednak znacznie skromniejsze od egipskich. Najwyższe miały 20-24 m wysokości, a w dodatku ich ściany wznosiły się pod bardzo stromym kątem, przez co miały dużo mniejszą kubaturę, niż egipskie o tej samej wysokości.
W pierwszej połowie lat 50. zbudowano w mieście Meksyk miasteczko uniwersyteckie. Do inwestycji władze podeszły z wielkim rozmachem. Miasteczko miało być symbolem nowoczesnego Meksyku.
Najbardziej imponującą i charakterystyczną budowlą jest postawiona w 1952 r. biblioteka. Gmach wyróżnia się monumentalną barwną mozaiką, która pokrywa dziesięciopiętrowy prostopadłościan mieszczący księgozbiór. Twórca mozaiki Juan O’Gorman starał się ukazać w niej historyczną i kulturalną złożoność Meksyku, szczególnie mocno nawiązując do stylistyki prekolumbijskiej. Dolne, przeszklone piętra budynku zajmują czytelnie i biura.
Pałac Masek zwany też Codz Poop jest najwspanialszą budowlą w Kabáh. To stosunkowo słabo znane miasto Majów na Jukatanie, które swój najlepszy okres przeżywało między VII a XI w. n.e.
Niezwykłą cechą pałacu jest jego fasada złożona niegdyś z 260 identycznych masek boga Chaca. Obecnie nawet zachowane i częściowo zrekonstruowane fragmenty fasady nie oddają w pełni jej oryginalności, gdyż tylko w jednej masce zachował się w całości długi, trąbiasty nos boga.
Specjaliści podkreślają, że stworzenie takiej fasady wymagało od rzeźbiarzy w zasadzie seryjnej produkcji identycznych rzeźb.
Pałac ma pięć wejść. Za każdym z nich kryją się dwa prostokątne pomieszczenia. Zalicza się go do stylu Puuc.
Zdjęcie górne jest na licencji GNU FDL. Autor: Hermann Luyken.
Polecam ogromną galerię zdjęć z Kabáh (trzeba klikać w niebieskie napisy na planie).
Jedne z najbardziej niesamowitych pozostałości po europejskiej kulturze megalitów znaleźć można na małej Malcie. Między 4000-2500 r. p.n.e. powstało tam ponad 20 niezwykłych kamiennych świątyń. Jeden z najbardziej znanych ich kompleksów znajduje się w miejscowości Mnajdra.
Pierwszą malutką światynię (z lewej) zbudowano tam około 3600 r. p.n.e. W ciągu kolejnych kilkuset lat powstała najokazalsza świątynia centralna, a trzecią zbudowano gdzieś między 3000 a 2500 r. p.n.e., czyli w tym samym czasie, w którym powstało w Brytanii słynne Stonehenge.
Moim zdaniem maltańskie świątynie są bardzo niedoceniane przez popularyzatorów nauki. Jest to uderzające nie tylko w porównaniu z kręgiem w Stonehenge, ale też np. z Wyspą Wielkanocną, gdzie również mamy do czynienia z niewielką wyspą z imponującymi megalitycznymi osiągnięciami. Jednak posągi z Wyspy Wielkanocnej kojarzy prawie każdy, a maltańskie świątynie niewielu. A nie powinno tak być. Choćby dlatego, że posągi na Wyspie Wielkanocnej powstały zaledwie kilkaset lat temu, a maltańskie świątynie kilka tysięcy lat temu.
Zdjęcie pochodzi ze strony Malta Vista. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Na 53 hektarach najstarszej części Torunia (Stare Miasto, Nowe Miasto i tereny zburzonego zamku krzyżackiego) jest aż 886 zabytkowych budynków. Nic więc dziwnego, że obszar ten jako całość trafił w 1997 r. na prestiżową listę światowego dziedzictwa UNESCO, czyli de facto międzynarodową listę cudów świata. Decydujące było to, że Toruń zachował w niezwykłym wymiarze średniowieczny obraz życia.
Mało jest miast, które mogą pochwalić się tak wieloma zabytkami gotyckiej architektury. Mowa tu nie tylko o kościołach i murach, ale również o licznych kamienicach i spichlerzach. Średniowieczny klimat założonego w 1230 r. miasta wzmacniają powstałe w XIX w. budowle neogotyckie i neorenesansowe (m.in. stojące przy rynku gmach poczty i Dwór Artusa). Ogromne znaczenie ma też zachowana siatka ulic i zapierająca dech w piersiach średniowieczna panorama miasta.
Toruń miał szczęście, bo o jego zabytki zaczęto poważnie dbać już w XIX w., a w XX wieku proces ten nasilił się. W ramach prac konserwacyjnych nie tylko starano się zachować istniejący stan, ale nierzadko przywracano wygląd średniowieczny, usuwając przeróbki z późniejszych stuleci. Wspaniałe przykłady takiej regotyzacji to kamienica, w której urodził się Kopernik i jej sąsiadka (obie na zdjęciu poniżej) oraz prezbiterium katedry śś. Janów (reszta katedry jest zdecydowanie bardziej eklektyczna).
Ale Toruń to nie tylko gotyk. W mieście nie brakuje choćby pięknych barokowych kamienic. Wymienić trzeba tu Kamienicę “Pod Gwiazdą”, która jeszcze jako budowla gotycka była własnością Kallimacha, wychowawcy synów Kazimierza Jagiellończyka, czy pałac biskupów kujawskich.
Jedną z ciekawszych budowli jest Pałac Eskenów. To postawiona w XIV w. wielka kamienica jednego z najważniejszych toruńskich rodów, którą w 1844 r. przerobiono w spichlerz przez co często zwana jest też Czerwonym Spichrzem.
W 936 roku władający prawie całym Półwyspem Iberyjskim kalif Abd ar-Rahman III rozpoczął wielką inwestycję. Pięć kilometrów od Kordoby, stolicy kalifatu, robotnicy zaczęli stawiać mury nowej siedziby władcy nazwanej Madinat az-Zahra, czyli Miasto Kwiatu.
Przez 25 lat kalif łożył na budowę gigantyczne pieniądze, ale nie nacieszył się pałacem. Zmarł na krótko przed jego ukończeniem. Luksusy wspaniałego miasta-pałacu przypadły w spadku jego następcom. Mogli cieszyć oczy pyszną architekturą pałacowych budynków, wspaniałą sztukaterią, która zdobiła ściany i wielobarwne kolumny, a także ozdobami ze złota, alabastru i marmuru. Ciężkie życie władców umilały fontanny i baseny ze sprowadzaną z gór źródlaną wodą oraz rajskie ogrody z ptaszarnią, menażerią i altanami. Niestety, Miasto Kwiatu miało krótki żywot.
Wybuchła wojna domowa i w 1010 r. siedzibę kalifów złupili i spalili zbuntowani berberyjscy najemnicy. Przez kolejne lata ruiny Madinat az-Zahra były plądrowane i używane jako kamieniołom. W końcu prawie całkowicie znikły przykryte błotem, które spływało ze wzgórza po zimowych deszczach. Nic więc dziwnego, że historycy uznali średniowieczne opisy bogactwa pałacu za bujdy. Zaczęli wierzyć arabskim autorom dopiero dzięki archeologom, którzy w 1910 r. postanowili zobaczyć, co tak naprawdę kryje się pod błotem. Choć od tego momentu minęło blisko sto lat, to wciąż nie przebadali ogromnej części Miasta Kwiatów, które zajmuje teren o wymiarach 1500 m na 750 m. Jednak to co zrekonstruowali pozwala sobie wyobrazić wspaniałość siedziby kalifów Kordoby.
Spodek to chyba jedyny budynek w moich rodzinnych Katowicach, który mogę bez żadnych wątpliwości wstawić na listę cudów świata. Myślę, że jest świetnym przykładem budowli, która zawsze bedzie dobrze wglądała, czego nie można powiedzieć o wielu obiektach zbudowanych w tym samym okresie, czyli w latach 60. (budowę zakończono w 1971 r.)
Ten wspaniały i nowatorski wówczas projekt był dziełem Maciejów Gintowta i Krasińskiego z warszawskiego biura projektowego. I jestem im bardzo wdzięczny, że stworzyli Katowicom tak wspaniały symbol.
Według pierwszych planów hala widowiskowo-sportowa miała stanąć w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku, czyli na pograniczu Chorzowa i Katowic. Jednak gdy miejscowe władze zobaczyły projekt, przeniosły Spodek do centrum miasta. Chwała im za to.
Przerzucony nad Tagiem most Alcantara w Hiszpanii, to zdecydowanie najbardziej majestatyczna przeprawa Rzymian, jaką wciąż możemy oglądać.
Zbudował go w latach 104-106 n.e. architekt Gajusz Juliusz Lacer. Na swym grobie położonym niedaleko budowli kazał wyryć: “Zostawiłem most, który trwać będzie po wsze czasy”. Nie jest to czcza przechwałka. Budowla służy po dziś dzień, choć kilka razy uszkodzono ją w trakcie różnych wojen.
Most ma 194 m długości i sześć przęseł o rozpiętości od 14 do 29 metrów. Jego jezdnia wznosi się prawie 50 metrów nad korytem rzeki. Główne filary budowli mają 9 metrów grubości i zostały tak uformowane, by zniwelować napór wody. Na środku mostu wznosi się łuk tiumfalny wysokości 10 m. Znajduje się na nim dedykcja dla panującego wówczas cesarza Trajana, który urodził się w Hiszpanii.
Używana obecnie nazwa przeprawy pochodzi ze średniowiecza i oznacza w języku arabskim “most”.
Zdjęcie mostu jest na licencji GNU FDL. Autor: Dantla.
Gdy wpiszecie do wyszukiwarki frazę “most beautiful castle”, to w grafikach na pierwszej stronie zobaczycie wiele zdjęć zamku Neuschwanstein. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż budowla ta rzeczywiście robi niesamowite wrażenie. Pytanie tylko, czy w ogóle można ją dopuścić do konkursu o miano najpiękniejszego zamku.
Neuschwanstein jest dużo młodszy niż inni kandydaci. Kamień węgielny pod zamek położono równo 140 lat temu – 5 września 1868 r. Budowano go na polecenie króla Bawarii Ludwika II, którego kontakt z rzeczywistością nie był zbyt mocny. Miast rządzić krajem skupił się na rycerskich opowieściach i budowie zamków, z których Neuschwanstein był największy. Nie miał jednak być ponurą rycerską fortecą, jak większość prawdziwych zamków, ale ozdobną, bajkową rezydencja króla. Lokalizację zamku wybierano pod kątem malowniczości, a nie obronności. Pierwsze projekty zamku sporządził zaś obdarzony fantazją malarz teatralny.
Kosztowna inwestycja wpędziła władcę w wielkie długi. Król prosił rząd Bawarii, by je przejął, ale spotkał sie z odmową. Gdy w 1886 r. komisja rządowa uznała w końcu władcę za niepoczytalnego, budowa zamku nie była jeszcze skończona. Dwóch trzecich komnat nigdy nie wykończono.
Z czasem okazało się jednak, że zamek nie był takim ekonomicznym wariactwem, jak sądzilil bawarscy ministrowie. Każdego roku Neuschwanstein przyciąga ponad milion turystów, dzięki którym bajkowa budowla zarabia na samych tylko biletach miliony euro. Zarabiają też hotelarze, właściciele parkingów, wytwórcy i sprzedawcy pamiątek. Okazało się bowiem, że choć Ludwik sądził, iż buduje zamek, to tak naprawdę zbudował pierwowzór parków rozrywki. I raczej w tej kategorii należy umieścić malowniczą rezydencję króla Bawarii.
Francuz Le Corbusier był rzeźbiarzem architektem i urbanistą. Wielu zwało go “prorokiem architektury”, gdyż niestrudzenie szukał śmiałych rozwiązań konstrukcyjnych, łączących funkcjonalność z pięknem. Łączył też rzeźbiarstwo z architekturą, czego dowodem jest kaplica w Ronchamp. Jest ona bowiem nie tylko budowlą, ale wielką rzeźbą stworzoną z betonu.
Zbudowana w latach 1950-55 kaplica zyskała ogromną sławę i zapoczątkowała modę na nowoczesne kościoły o nowatorskiej bryle. Stała się również sztandarowym dziełem francuskiego wizjonera.
Niesamowita jest nie tylko bryła kaplicy, ale też jej wnętrze. Corbusier zapewnił mu niezwykle tajemniczy nastrój dzięki nieregularnie rozrzuconym małym oknom. Zresztą sami zobaczcie.
Elura to miasto w zachodnich Indiach znane z jednego z najwspanialszych kompleksów świątyń skalnych na świecie. Pierwszą świątynię wykuli buddyści w V w. n.e. Do XI w. powstały łącznie 34 (12 buddyjskich, 17 hinduskich i 5 dżinijskich).
Największą sławą cieszy się hinduska świątynia Śiwy-Kajlasanathy wykuta na przełomie VIII-IX w. Specjaliści uznają ją za najwybitniejsze dzieło indyjskiej architektury skalnej. Ich zachwyt budzi bogata forma architektoniczna i obfita dekoracja rzeźbiarska.
Małe zdjęcia nie oddają piękna budowli, więc koniecznie obejrzyjcie powiększenia (górne zdjęcie i dolne)
Nie, nie jest to najlepiej zachowana antyczna świątynia. Choć tak bardzo przypomina budowle Greków i Rzymian, to jest bardzo młoda. Ma niewiele ponad 200 lat.
Jej budowę zaczęto w 1806 roku na polecenie Napoleona Bonaparte. Miała być Świątynią Chwały Wielkiej Armii. Jednak Wielka Armia przestała istnieć nim ukończono świątynię. Ludwik XVIII postanowił, że budowa będzie kontynuowana, jako kościół św. Magdaleny.
Prace trwały jeszcze wiele lat, a przez chwilę zastanawiano się nawet, czy nie przerobić nieskończonej świątyni na dworzec kolejowy. W końcu jednak budowę zakończono i w 1842 roku kościół konsekrowano.
Niedaleko Watykanu nad Tybrem wznosi się budowla o niezwykle bogatej historii. Dziś nosi nazwę Zamek św. Anioła, ale powstawała jako mauzoleum cesarza Hadriana. Był on jednym z pięciu dobrych cesarzy, za których panowania Imperium Rzymskie przeżywało swój najlepszy okres. Granice były zabezpieczone, w kraju panował spokój.
Budowę zaczęto w 135 roku n.e. i zakończono po czterech latach. W mauzoleum pochowano nie tylko Hadriana, ale też paru jego następców: Antoninusa Piusa, Marka Aureliusza, Septymiusza Sewera i Karakallę.
130 lat po śmierci Hadriana mało kto pamiętał już o złotej erze Rzymu. Krajem wstrząsały wojny domowe i rebelie, a przez granice przedzierały się chmary barbarzyńców. Dla ochrony przed nimi opasano Rzym murami, a mauzoleum włączono do systemu obronnego miasta jako wysunięty przed mury bastion.
W V wieku, gdy zachodnia część cesarstwa konała, mauzoelum opasano murem i przebudowano w potężną cytadelę. Tę rolę pełniło bardzo długo. W średniowieczu przez kilka stuleci było siedzibą papieży oraz ich skarbca i więzienia. Później służyło za koszary i arsenał. Ciągle przebudowywane utraciło swój pierwotny charakter, a ustawiona na szczycie w 1752 r. figura Michała Archanioła doprowadziła do powstania używanej dziś nazwy.
Wreszcie w 1901 r. sędziwa budowla przeszła na emeryturę i od tego czasu mieści się w niej muzeum.
Górne zdjęcie na licencji GNU FDL. Autor: Andreas Tille.
To chyba najoryginalniejszy zamek, jaki postawiono w średniowieczu. Zazwyczaj zamki tulą się do stromej skały lub rozkładają na jakiejś równinie nieregularnym plackiem. Ten zaś przybrał regularną, ale i zarazem oryginalną jak na te budowle, formę ośmioboku. Dodatkowo podkreślił ją ośmioma rosłymi wieżami (24 m wys.).
Stoi to fortyfikacyjne cudo we włoskiej Apulii, w odległości 25 km od Barletty. Zbudowano je około 1240 r. dla cesarza Fryderyka II. Ośmioboczny jest nie tylko zamek, ale i dziedziniec w jego wnętrzu. Surowe średniowieczne mury ubarwiają gdzieniegdzie elementy o antycznym rodowodzie. Wejście do zamku przypomina portale pogańskich świątyń bądź łuki tryumfalne, a widocznego z dziedzińca okna strzegą korynckie kolumny.
Stoi nad Wielkim Kanałem takie cacko architektoniczne podobne do królewskiej zabawki, pałac patrycjusza zwany Cá d’Oro, zbudowany w pierwszej połowie XV wieku. Od typowej weneckiej budowli pałacowej różni się tym, że fasada jego jest niesymetryczna. (…) Architektura gotycka zezwalała czasem na odstępstwa od symetrii, jeżeli te pozorne kaprysy uzasadnione były ogólnymi warunkami i celami budowy.(…)
Wszystko tu jest obliczone na efekt iście maskaradowy. Chodzi o to, żeby podziwiać i być podziwianym. Nie wiadomo, czy maswerki w kształcie czwórliści wyrastają z kolumn, czy też raczej spływają z gzymsów. Zdobiąc, przesłaniają sobą głąb galerii jak koronkowe szale głęboko spuszczone na oczy weneckich dam. Wybrano najefektowniejsze elementy gotyku, zmieniono je w zabawkę, w którą wpleciono beztrosko to i owo ze stylów wschodnich. I tak okładziny ścian sporządzono z różnobarwnego kamienia, na obu narożach wyrosły odgraniczające filary rzezane w plecionkę, nad okapem grzebień attyki przypominający motywy mauretańskie. Wszystko to stanowi strój budynku, nie ma zaś nic wspólnego z konstrukcją. Głębokie zmaganie gotyku, jego żarliwość i głębia obca jest Włochom. Odczuwający w pełni zmysłową radość form, wzięli zeń to, co bawiło ich oczy.
Tekst pochodzi z książki “Dzieła i twórcy” Juliusza Feldhorna. Był polonistą, nauczycielem, poetą i miłośnikiem sztuki. Zginął w 1943 r. zastrzelony na ulicy przez hitlerowców. Książkę wydano dopiero w 1961 r.
We wpisie o kościele św. Marii Magdaleny we Wrocławiu wypowiedziałem się niepochlebnie o wciskaniu barokowych ozdób do gotyckich wnętrz. Nie oznacza to jednak, że nie lubię barokowych motywów. Lubię je bardzo, ale pod warunkiem, że są w barokowych wnętrzach.
I gotyk i barok są monumentalne, ale jest to monumentalizm zupełnie innego gatunku. Gotykiem rządzą łuk ostry i wertykalne proporcje. Barok zaś operuje łukami łagodnymi, proporcje ma zdecydowanie bardziej horyzontalne i korzysta z obcych gotykowi elementów architektury antycznej. W dodatku gotyk jest spokojniejszy od baroku i nie boi się pozostawiania nieozdobionych przestrzeni (choć były wyjątki). Gdy więc wkładamy barokowe ołtarze do gotyckich kościołów, elementy te często gryzą się jak sandały z marynarką.
Na zdjęciu powyżej (powiększenie) widzicie wnętrze przyklasztornego kościoła św. Marii w bawarskim Fürstenfeldbruck. Budowano go przez ponad połowę XVIII w. Jest świetnym przykładem barokowego bogactwa (fragment sklepienia) ocierającego się już o lekką przesadę. Wszystko jednak ze sobą współgra i do siebie pasuje.
Niedawno na TVP Kultura natrafiłem na koncertowe wykonanie Requiem Mozarta. Orkiestra i chór stały w gotyckiej świątyni, która zachwyciła mnie pięknym, eleganckim wnętrzem. Ku swojemu zdumieniu ustaliłem, że koncert nagrano we Wrocławiu, w kościele św. Marii Magdaleny, który stoi niedaleko rynku.
Tym co tak mnie zachwyciło są te piękne ceglane żebra i filary oraz białe ściany. Dzięki temu można łatwo zapoznać się ze szkieletem gotyckich kościołów, bo to właśnie żebra i filary utrzymują całą budowlę. Ściany są tu tylko wypełnieniem.
Wiele gotyckich kościołów popsuto w późniejszych wiekach dodając im różne ozdóbki i dodatki, co szczególnie chętnie czyniono w baroku. Pochodzący z XIV w. kościół św. Marii Magdaleny uniknął tego, gdyż w XVI w. stał się budowlą ewangelicką. Protestanci zaś nie zdobili kościołów tak jak katolicy. Wierzyli bowiem, że surowe wnętrza bardziej sprzyjają modlitwie. Od 1972 roku świątynia należy do Kościoła Polskokatolickiego.
Na górnym zdjęciu widzicie nawę główną ze sklepieniem krzyżowo-żebrowym, a na środkowym udające nocne niebo sklepienie gwiaździste nad prezbiterium (nazwa dotyczy oczywiście konstrukcji, a nie tego, że widać na nim małe złote gwiazdki). Na dolnym zdjęciu jest zaś nawa boczna.
Fotografie na potrzeby wpisu zrobiła Camparis, na której blogu miastowrocław.blox.pl znajdziecie wiele cudów stolicy Dolnego Śląska. Gorąco polecam!
Ta niewielka budowla, w której mieściło się atelier studia fotograficznego Elvira, jest czasami zwana kwintesencją Art Nouveau. August Endell stworzył ją w 1896 r. (niekiedy podaje się 1897 r.) Charakterystycznym elementem budynku jest zdobiący jego fasadę ogromny fantazyjny relief przywodzący na myśl fale morskie bądź smoka. Z tego powodu złośliwcy zwali atelier “zamkiem smoka” bądź “chińską ambasadą”. Równie bogato Endell ozdobił wnętrze budynku.
Niestety, atelier Elvira znamy tylko z czarno-białych zdjęć, gdyż nie dotrwało do naszych czasów. Już w 1937 r. naziści usunęli ozdoby z jego fasady, a siedem lat później alianckie bomby dokończyły dzieła zniszczenia.
Ponoć Napoleon Bonaparte tak zachwycił się wileńskim kościołem, iż żałował, że nie może go zabrać do Paryża. Nawet jeśli nie jest to prawda, to kościół św. Anny bezapelacyjnie zasłużył na taką legendę.
Zbudował go na przełomie XV i XVI wieku architekt Jagiellonów Benedykt Rejt. Jest on jedną z nielicznych gotyckich budowli na Litwie. W róźnych żródłach gotyk ten zwie się płomienistym, niderlandzkim bądź wileńskim. O niezwykłości stosunkowo niewielkiego ceglanego kościoła decyduje oryginalna fasada zdobiona plątaniną łuków i silnych elementów pionowych oraz szczodrze nasadzane pinaklami ażurowe wieżyczki.
Krużganek klasztorny katedry w Gloucester zajmuje dość ważne miejsce w dziejach angielskiej architektury. Jest on bowiem pierwszym przykładem sklepienia wachlarzowego (palmowego), które stało się jednym z charakterystycznych elementów trzeciej fazy angielskiego gotyku (tzw. Perpendicular Gothic).
Krużganek powstał około 1351 roku. Jego twórca rozmnożył wyrastające z filarów żebra, tak że stworzyły one wachlarze, na których opiera się całe sklepienie. Niesamowity efekt wzmocnił bogatymi zdobieniami. Jego śladem poszli później inni angielscy budowniczowie i zafundowali takie sklepienia m.in. katedrom w Peterborough i Winchesterze oraz kaplicy King’s College w Cambridge.
W VII w. wylądowali u wybrzeży Kampanii greccy koloniści z Sybaris i założyli miasto, które nazwali Posejdonią. Gdy kilka wieków później miastem zawładnęli Rzymianie, zmienili jego nazwę na Paestum.
Do naszych czasów zostały po nim tylko ruiny, a wśród nich imponujące pozostałości trzech świątyń. Widoczna powyżej świątynia Hery (heraion) jest jedną z najlepiej zachowanych greckich świątyń i książkowym przykładem budowli w porządku doryckim. Jest też doskonałym dowodem na to, że greckie świątynie należące do tego samego porządku potrafiły się dość mocno różnić.
Świątynia Hery to przykład “ciężkiego” porządku doryckiego. Kolumny są tu bardzo szerokie, a leżące na nich belkowanie niezwykle masywne. Różni ją to znacznie od również doryckiego Partenonu w Atenach, który ma kolumny dużo smuklejsze, a belkowanie lżejsze. Co ciekawe obie budowle powstały w zasadzie w tym samym czasie.
- Organiczne – tak ocenił ulokowane na przedmieściach Poczdamu obserwatorium astronomiczne swego imienia Albert Einstein. Twórcą tego arcydzieła ekspresjonistycznej architektury jest Erich Mendelsohn, Niemiec żydowskiego pochodzenia. Obserwatorium zaprojektował dla współpracownika Einsteina astronoma Erwina Finlaya-Freundlicha, który miał w nim prowadzić obserwacje związane z weryfikowaniem teorii względności. Wieżę zbudowano w latach 1920-21, a obserwatorium zaczęło pracę w 1924 r. Od końca drugiej wojny światowej było w stanie ruiny. Wyremontowano je dopiero w 1999 r.
Słyszeliście o Placu Cudów? Nie? A o krzywej wieży w Pizie? No tak, o niej wszyscy słyszeli. Przepraszam za głupie pytanie. Otóż krzywa wieża stoi właśnie na Placu Cudów, czyli Piazza dei Miracoli. Razem z nią stoją tam też katedra Santa Maria Maggiore i gigantyczne baptysterium.
Wszystkie budowle powstały między XI a XIV wiekiem (najmłodsza jest wieża) i zaliczane są do sztuki romańskiej, choć mają też elementy gotyckie. Jest to jednak romanizm włoski, który znacznie różni się od tego z północnej Europy, gdzie budowle były ciężkie, rzadko zdobione i nawet kościoły stawiano z myślą, by były dobrymi fortecami. Tymczasem Włosi widzieli wokół siebie za dużo pozostałości po starożytnym Rzymie, by budować tak jak na północy. Ich budowle były lżejsze i bardziej zdobione, zwłaszcza licznymi arkadami. Plac Cudów jest tego najlepszym przykładem.
Najsłynniejszym cudem jest oczywiście krzywa wieża, czyli dzwonnica (campanila) katedry. Jest ona podwójnie krzywa. Grząski grunt z jednej strony spowodował jej przechylanie się już podczas budowy. Średniowieczni architekci postanowili przeciwdziałać i każdy kolejny poziom lekko odchylali od pionu w przeciwną stronę. Tej decyzji najpewniej zawdzięczamy, że 50-metrowa wieża wciąż stoi.
Nowojorskie muzeum to obok domu Falling Water najsłynniejsze dzieło Franka Lloyda Wrighta. Zachwyca piękną owalną bryłą, która wyróźnia je spośród setek nowojorskich sześcianów. Imponujące jest też wnętrze (dolne zdjęcie). Jednak jako siedziba muzeum budowla Wrighta sprawdza się nienajlepiej. Wijąca się ku górze wewnętrzna galeria nie sprzyja dobrej ekspozycji obrazów. Nie można też na niej ustawić rzeźb, dlatego są w centralnym hallu, gdzie przytłacza je ogrom wnętrza.
Skąd takie niedostosowanie formy do funkcji u jednego z najsłynniejszych architektów wszechczasów i wielkiego propagatora idei, że forma budowli musi wynikać z jej funkcji? Otóż winne jest marzenie. Wright bardzo chciał postawić wielką budowlę w kształcie spirali. W 1947 roku zaprojektował dla Pittsburgha taki garaż, ale inwestycja nie została zrealizowana. Wtedy architekt dostał propozycję zaprojektowania Muzeum Guggenheima. Przekonał inwestorów, by zrezygnowali z sześciokąta (takie było pierwotne założenie) i sprzedał im swoją spiralę. Tak to garaż stał się muzeum, a Nowy Jork wzbogacił się o kolejny symbol.
Likia (Licja), niewielka starożytna kraina w południowo-zachodniej Anatolii, słynie z licznych grobowców wykutych w skale. Najbardziej znane powstały niedaleko Kaunos (na zdjęciu), które w V i IV w. było jednym z najważniejszych miast w tej części Anatolii.
Nie wiemy kogo w nich pochowno. Często nazywa się je królewskimi, ale prawdopodobnie należały do zamożnych mieszkańców Kaunos. Większość z nich była zresztą ponownie używana w poźniejszych czasach. Fasady grobowców są wzorowane na jońskich świątyniach. Największy nigdy nie został dokończony, dzięki czemu naukowcy mieli wyjątkową okazję przestudiowania metod ich budowy. Na popularność grobowców z Kaunos wpływa też ich bardzo malownicze położenie.
Kaunos kwitło jeszcze w czasach rzymskich, ale później jego znaczenie zmalało w wyniku zamulenia zatoki i w końcu miasto wyludniło się. Pozostały tylku ruiny, w tym teatru, który miał obrotową scenę.
Kościół w Arles we Francji uchodzi za jeden z najwspanialszych przykładów romańskiej rzeźby. Zawdzięcza to w głównej mierze fasadzie. Wyrzeźbione tam figury przedstawiają biblijną Apokalipsę oraz Zwiastowanie, chrzest Jezusa, przybycie Trzech Króli i kilka innych scen. Piękne rzeźby zdobią także przykościelny krużganek (figura patrona kościoła).
Święty Trofim był wedle tradycji pierwszym biskupem Arles. Kościół powstał w XII w. Przez wiele stuleci pełnił funkcję katedry i to dość ważnej. Koronował się w nim m.in. cesarz Fryderyk Barbarossa.
Gdy w 1453 roku Turcy zajęli Konstantynopol, zafascynowała ich największa świątynia miasta, czyli słynna Hagia Sophia. Wpierw przekształcili ją w meczet, a po stu latach zaczęli budować świątynie na jej podobieństwo. Pierwszy był gigantyczny meczet Sulejmana w Konstantynopolu, który w latach 50. XVI w. zbudował najsłynniejszy turecki architekt Mimar Sinan. Kolejny hołd dla Hagia Sophia – piękny meczet Selima – postawił Sinan w Edirne (na zdjęciu u góry). Budowa zakończyła się w 1574 r.
Mimar Sinan był janczarem. Wielką karierę architekta zaczął stawiając most na Dunaju w trakcie kampanii sułtana Selima I. Ma na swoim koncie 318 budowli wojskowych, cywilnych i religijnych, ale największą sławę przyniosły mu owe dwa meczety wzorowane na Hagia Sophia. Dzięki nim został powszechnie uznany wirtuozem w wykorzystaniu kopuł. W XVII w. dzieło Sinana kontynuowali następcy budując w Konstantynopolu Błękitny Meczet.
W 118 r. n.e. cesarz Hadrian zaczął budowę wspaniałej willi w leżącej dzień jazdy konnej od Rzymu miejscowości Tibur (dziś Tivoli). Wśród licznych postawionych tam budowli znalazło się też niezwykle malownicze Serapeum – sanktuarium boga podziemi Serapisa. Miało ono kształt wydrążonej w pagórku sztucznej groty, do której wchodziło się przez wspaniałą eksedrę (półkolista niszę) z lanej zaprawy. We wnętrzu sanktuarium i przed nim były baseny. Największy z nich nazwany Kanopus miał 119 m długości i 18 m szerokości, a wzdłuż jego brzegów stały posągi bogów, kariatydy i kolumny.
Zamek w Himeji zwany Shirasagi (Biała Czapla) to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych budowli obronnych świata. Zbudował go w 1580 r. w miejscu starszej budowli Toyotomi Hideyoshi, jeden z wielkich wodzów rywalizujących wówczas o władzę nad Japonią. Obecny kształt zamek uzyskał w 1608 r., gdy był już w rękach słynnego szoguna Tokugawy Ieyasu.
Głównym elementem zamku jest zbudowana z drewna sześciopiętrowa wieża, która wznosi się na 18-metrowej kamiennej platformie. Malejące ku górze piętra oraz liczne okapy i dachy nadają budowli charakterystyczną dla japońskiej architektury lekkość.
Trudno powiedzieć czy Biała Czapla była dobrą twierdzą. Zamku bowiem nigdy nie szturmowano.
Przepraszam za czarno-białe zdjęcie, ale tego cudu już nie ma, więc i fotografii lepszych nie będzie. W 1970 r. sowieccy barbarzyńcy wysadzili berezwecki kościół (miasto leży na Białorusi). Jego cudna smukła fasada była najwspanialszym przykładem baroku wileńskiego, który łączył charakterystyczne włoskie motywy z proporcjami północnoeuropejskimi, czyli wertykalnymi. W efekcie budowle wydawały się dynamiczniejsze i lżejsze. Urody zbudowanemu w latach 1756-1763 kościołowi bazylianów dodawało też światłocieniowe uformowanie fasady sprawiające wrażenie falowania.
W 1990 r. w Białymstoku postanowiono skopiować pyszną architekturę berezweckiej świątyni. Niestety, wykonawcy całkowicie spartaczyli robotę. Nie zachowali proporcji, zrezygnowali z istotnych detali i dodali silne poziome elementy. W ten sposób całkowicie zniszczyli magię wileńskiego baroku. Wielka szkoda.
Geolodzy przestrzegali przed trzęsieniami ziemi, meteorolodzy przed orkanami, a oceanolodzy przed niebezpiecznymi prądami. Mimo to od ponad 70 lat symbol San Francisco stoi niewzruszony. Golden Gate Bridge jest jednym z najbardziej malowniczych mostów świata. Do 1964 r. szczycił się nie tylko urodą, ale też najdłuższym przęsłem na świecie (1280 m). Łącznie ma jednak tylko 2,7 km długości i już w chwili budowy ustępował najdłuższemu wówczas mostowi świata o 5 kilometrów.
Duma San Francisco stała się niestety ulubionym miejscem samobójców. Skok z unoszącego się 67 m nad powierzchnią wody mostu daje bowiem w zasadzie całkowitą pewność poniesienia śmierci. W ten sposób odebrało już sobie życie ponad 1200 osób. Skok przeżyło 26.
Mezquita – meczet. Tak zwą Hiszpanie katedrę w Kordobie. Nazwa odzwierciedla zawiłą historię budowli. Pierwszą katedrę postawili jeszcze Wizygoci około 600 roku. W 785 roku Arabowie zbudowali w jej miejscu meczet, który powiększali i upiększali przez kolejne 200 lat. W efekcie powstała jedna z najwspanialszych sal modlitewnych na świecie. Zajmowała 1,5 ha, a jej dach spoczywał na 606 kolumnach i filarach połączonych charakterystycznymi biało-czerwonymi łukami. Jeśli ktoś stanął na środku sali, widział wokół siebie tylko ginący w półmroku las kolumn.
W XIII w. Kordobę odzyskali chrześcijanie i przekształcili meczet w kościół. Początkowo niewiele zmienili, ale w 1523 zaczęli budować w samym centrum sali modlitewnej katedrę, psując tym samym dzieło muzułmańskich budowniczych. Na zdjęciu poniżej widać bryłę katedry wystającą z niskiego meczetu. Polecam też zdjęcie z góry.
Brazylijska konstytucja z 1891 roku przewidywała przeniesienie stolicy kraju z Rio de Janeiro do nowego miasta ulokowanego bliżej centrum kraju. Jednak decyzję o budowie stolicy podjęto dopiero w 1956 r. Od tego momentu wszystko poszło już błyskawicznie. Plany Brasílii powstały w kilka miesięcy, a cztery lata później na bezludnym wcześniej płaskowyżu stało nowoczesne miasto w kształcie ptaka.
Generalny plan nowej stolicy stworzył Lucio Costa, a najważniejsze budynki, m.in. Pałac Prezydencki, gmachy Parlamentu i Sądu Najwyższego, czy operę zaprojektował Oscar Niemeyer.
Jego dziełem jest też poświęcona w 1970 r. okrągła katedra zbudowana z 16 betonowych słupów, których kształt nawiązuje do wzniesionych do nieba rąk. Przestrzeń między słupami Niemeyer wypełnił tylko witrażami, co dało wspaniały efekt. By go w pełni docenić musicie wejść do wnętrza katedry. Tędy proszę :)
Piękna złota iglica wysokości 100 m kłuje niebo w Rangunie stolicy Birmy. Złota jest jednak tylko z wierzchu. Wnętrze pagody (właść. stupy) wykonano ze zwykłych cegieł. Zrobiono to w XIV w. najpewniej w miejscu starszej świątyni.
Budowla kryje w sobie wielką relikwię – osiem włosów Buddy. W ostatnich stuleciach wyrosły wokół niej dziesiątki mniejszych pagód i świątyń, tworząc jeden z najbardziej imponujących kompleksów religijnych na świecie, do którego przybywają tłumy pielgrzymów i turystów.
W 1954 roku lokalne władze ogłosiły konkurs na projekt gmachu opery w Sydney, który miał stanąć blisko portu. Otrzymały 234 prace. Zwyciężył Duńczyk Jørn Utzon. Uwzględnił on położenie opery i uznał, że powinna przypominać pełnomorskie jachty, które często zawijają do Sydney. Zaprojektował więc dach złożony z cienkich, przenikających się żelbetowych łupin, wyglądających jak wydęte na wietrze żagle.
Była to bardzo odważna propozycja, gdyż nikt jeszcze nie stworzył budowli tak skomplikowanej pod względem konstrukcyjnym. Jednak jury wybrało “żagle” Duńczyka, podkreślając w uzasadnieniu, że opera może stać się dzięki nim jedną z najwspanialszych budowli świata. Uzasadnienie nie przekonało wszystkich. Wśród krytyków był m.in. znany wloski architekt Luigi Nervi, który uznał propozycję Utzona za przykład antyfunkcjonalizmu.
Kamień węgielny położono w 1959 roku, ale budowa ślimaczyła się niemiłosiernie. Jednak im bardziej były widoczne żelbetowe żagle, tym mniej było krytyków budowli. W końcu po ponad 14 latach prac budynek był gotowy. 20 października 1973 roku operę oficjalnie otwarła królowa Elżbieta, która specjalnie w tym celu przyleciała do Australii. Od tego czasu opera jest nie tylko symbolem Sydney, ale też całej Australii i współczesnej architektury.
Katedra w Mediolanie to budowla wielkich liczb. 550 000 marmurowych płyt, 411 800 m sześć. kubatury, 40 000 wiernych, 157 m długości, 96 filarów, 130 sklepień, 160 okien, 145 iglic, 3300 rzeźb różnej wielkości (trzy z nich na dolnym zdjęciu przedstawiają dwoje świętych i Adama) i wreszcie 45 m od podłogi do sklepienia głównej nawy, co jest najlepszym wynikiem ze wszystkich ukończonych gotyckich katedr. Wielką liczbą jest też czas budowy – prawie 600 lat.
Prace przy pięknej olbrzymce z Mediolanu zaczęto w 1386 r. z wielkim entuzjazmem, ale bez żadnych planów. Te rodziły się już w trakcie budowy wśród sporów w międzynarodowym zespole architektów zatrudnionych przez miasto. A każdy pomysł musiała akceptować rada nadzorcza złożona z wybranych obywateli Mediolanu. Doskonała recepta na niekończącą się budowę.
Mieszkańcy miasta nie tylko nadzorowali architektów, ale też finansowali inwestycję i osobiście przy niej pracowali. Nawet adwokaci, sędziowie i lekarze bezpłatnie uczestniczyli w kopaniu fundamentów i w transporcie materiałów. Mimo to budowa ciągnęła się niemiłosiernie. Oficjalnie zakończono ją co prawda na początku XIX w., ale ostatnie prace prowadzono jeszcze w latach 60. XX wieku.
Na niewielkim wzgórzu około 50 km na północ od stolicy Irlandii Dublina stoi budowla starsza od egipskich piramid i kamiennych konstrukcji ze Stonehenge. Jest to niezwykły megalityczny grobowiec, o którego wyjątkowości decydują wielkość, świetlik i ozdoby.
W chwili powstawania (ok. 3100 roku p.n.e.) Newgrange było jedną z największych budowli na świecie, a już na pewno jest największa budowlą z tego okresu, która dotrwała do naszych czasów w całości (choć przeszła szeroko zakrojoną rekonstrukcję, niekoniecznie poprawną). Kopiec ma 12 m wysokości i 75 m średnicy. Na jego usypanie tajemniczy twórcy zużyli 200 tysięcy ton materialu – głównie kamieni.
Budowniczowie kopca byli nie tylko pracowici, ale mieli też sporą wiedzę. Nad wejściem do leżącej w głębi kopca komory grobowej umieścili świetlik (patrz dolne zdjęcie). Przez kilka dni w okolicach zimowego przesilenia (21 grudnia) promienie Słońca przechodzą przez niego, pokonują 19-metrowy korytarz i wpadają dokładnie do środka komory. O wielkich umiejętnościach budowniczych świadczy też to, że ułożona z kamieni kopuła kopca cały czas pozostaje wodoszczelna.
Kolejny niezwykły element grobowca w Newgrange to 75 głazów i płyt pokrytych głównie spiralnymi wzorami. Niestety nie wiemy jakie jest ich znaczenie, podobnie jak nie wiemy kogo pochowano w tej niezwykłej budowli.
Irańskie miasto Isfahan słynie z wielu cudów. Wśród budowli, które zasługują na to miano, jest kilka mostów. Najdłuższy z nich to widoczny u góry 298-metrowy most 33 Łuków. Jego budowę zlecił w 1602 r. Allahwardi Chan, wódz szacha Abbasa I. Przez oparty na 33 łukach most biegnie droga, którą z obu stron osłaniają zdobione arkadami ściany.
Za najpiękniejszy z isfahańskich mostów uznaje się widoczny na dolnym zdjęciu Chadżu. Zbudowano go około 1650 roku na polecenie szacha Abbasa II. Twórcy tej 105-metrowej przeprawy wzorowali się na moście 33 Łuków. Dwupiętrową arkadową konstrukcję oparli jednak na skalnej platformie podzielonej śluzami, przez które przepływa woda rzeki Zajande. Ponoć szach uwielbiał oglądać zachód Słońca z oktagonalnego pawilonu na środku mostu.
Oba mosty nie tylko pozwalają przekraczać rzekę Zajande, ale służą też jako tamy, dzięki którym mieszkańcy Isfahanu kontrolują poziom jej wód.
Świątynia Minakszi i Sundareśwary w mieście Maduraj na południu Indii, to jedna z najbardziej imponujących budowli sakralnych świata. Jest to rozlegly kompleks o wymiarach 259 m na 223 m otoczony trzema liniami murów. Największe wrażenie robi 12 wysokich bram (tzw. gopur) pokrytych tysiącami rzeźb (zbliżenie jednej z bram). Powiadają, że na obejrzenie ich wszystkich potrzeba wielu miesięcy. Najwyższe gopury mają blisko 60 m.
Pierwsze wzmianki o świątyni pochodzą z VII w., ale może być dużo starsza. Niestety, w XIII w. Maduraj spustoszyli muzułmanie i obecny kształt świątynia uzyskała dopiero w XVII w. Budowla upamiętnia ślub Minakszi, córki jednego z królów Maduraj, z bogiem Śiwą, który przybrał postać Sundareśwary.
Zdjęcie przedstawia tzw. Zbiornik Złotego Lotosu, który dostarcza wody do rytualnych ablucji. Za nim widać kilka gopur. (Zdjęcie na licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 2.0. Autor: McKay Savage.). Innym znanym miejscem świątyni jest Sala Tysiąca Kolumn (tak naprawdę jest ich o kilkanaście mniej).
Dla lepszego poznania tej niezwykłej budowli polecam jeszcze trzy ogólne widoki (1, 2, 3) oraz kilka zbliżeń (1, 2, 3, 4).
Emei shan to jedna z czterech buddyjskich świętych gór w Chinach. W I wieku n.e. zbudowano na niej pierwszą buddyjską świątynię w tym kraju. Przez 2000 lat góra obrosła dziesiątkami klasztorów i świątyń, ale do teraz zostało ich trochę ponad 20. Jednak nie tylko one są atrakcją świętej góry. Mająca blisko 3100 m wysokości Emei słynie też ze wspaniałej przyrody i niesamowitych widoków.
Na zdjęciu widać zabudowania klasztoru Baoguo z XVI wieku. Więcej zdjęć z góry Emei znajdziecie na blogu Spojrzenia.
Niewiele antycznych teatrów zachowało się do naszych czasów w tak świetnym stanie jak ten w Aspendos w południowej Turcji. Jego budowę ukończono w 160 r n.e. za panowania cesarza-filozofa Marka Aureliusza. Wymiary zaprojektowanej przez architekta Zenona budowli robią wrażenie: 100 m szerokości, 70 m długości, zaś ściany sceny wznoszą się na wysokość 22 m. Oparta o wzgórze widownia mieści swobodnie 13 tysięcy ludzi.
Za sceną budowniczy umieścił maszynerię, która pozwalała zastosować w widowiskowy sposób deus ex machina, czyli boga z maszyny, który pojawiał się nagle na scenie (np. spuszczany na linach) i bez trudu rozwiązywał splątaną intrygę wystawianej sztuki. Uroku budowli dodają arkady, które zamykają widownię od góry.
Jezus zamieniający wodę w wino na weselu w Kanie Galilejskiej oraz niosący krzyż w Jerozolimie to tylko dwa z wielu wspaniałych malowideł pokrywających ściany serbskiego monastyru Visoki Dečani, leżącego 12 kilometrów od kosowskiego miasta Peć. Właśnie ze względu na te wspaniałe freski UNESCO umieściło monastyr na Liście Światowego Dziedzictwa.
Visoki Dečani ufundował w 1327 roku król Serbii Stefan Urosz III Deczański, który został potem w nim pochowany. Widoczna na zdjęciu poniżej cerkiew monastyru jest poświęcona Chrystusowi Pantokratorowi. Jej budową kierował franciszkanin, przez co mocno przypomina ona romańskie kościoły. W pierwszej połowie XVIII w. monastyr popadł w ruinę. W 1764 r. mieszkał w nim już tylko jeden mnich. Budowlę ocalił przeor Daniel Pastrovic-Kazanegra, który zaczął jego odbudowę. Trwała kilkadziesiąt lat, a wspierali ją funduszami i darami książęta Serbii oraz carowie Rosji. Od blisko 10 lat monastyr i żyjących w nim mnichów chronią przed Albańczykami wojska KFOR.
Jedną z najdziwaczniejszych piramid świata zbudowali Majowie mieszkający niegdyś w mieście Uxmal na Jukatanie. Pierwszym dziwactwem jest jej kształt. Zamiast tak jak na całym świecie wznieść piramidę o prostokątnej podstawie, budowniczowie uznali, że lepiej by podstawa była owalna.
Architektoniczny ekscentryzm był chyba cechą charakterystyczną mieszkańców Uxmal, bowiem następcy twórców owalnej piramidy rozbudowywali ją w dość niecodzienny sposób. Otóż od setek lat piramidy w Ameryce Środkowej rosły, gdyż kolejne pokolenia obudowywały je ze wszystkich stron nową warstwą, w wyniku czego budowle te przypominają cebule. Początkowo było tak też w Uxmal – w środku owalnej piramidy archeolodzy znaleźli zabudowaną świątynię z VI w. n.e.
Ktoś jednak wpadł na pomysł, by rozbudowę ograniczyć do postawienia nowej świątyni na tyłach stojącej już na szczycie świątyni i dobudować schody z drugiej strony. W ten sposób na piramdzie były dwie świątynie (wschodnia i zachodnia) zwrócone do siebie plecami, a do każdej prowadziły odrębne schody. Podczas następnej rozbudowy w IX w. mieszkańcy Uxmal postawili kolejną świątynię na dachu świątyni wschodniej i doprowadzili do niej nowe szerokie schody. Zostawili w nich jednak wejście do tunelu wiodącego do starej świątyni wschodniej. W efekcie na szczycie budowli znajdują się aż trzy dostępne świątynie.
Na górnym zdjęciu widać zachodnią stronę Piramidy Czarownika, zaś na dolnym wschodnią.
Choć ogród był na najstarszej liście cudów świata, to zazwyczaj nie uwzględnia się ich w takich zestawieniach. Niesłusznie. Ogrody łączą bowiem piękno natury i geniusz człowieka, więc zazwyczaj ich wspaniałość jest wspaniałością do kwadratu.
Do mnie szczególnie mocno przemawiają japońskie ogrody skalne, zwane też często ogrodami zen, choć zdaniem specjalistów nie jest to całkiem trafna nazwa. Jednak ich związki z japońskim buddyzmem zen są bardzo silne. Ogród na zdjęciu powyżej pochodzi z buddyjskiej świątyni Myōshin-ji w Kioto, zaś dolne zdjęcie przedstawia ogród świątyni Shitennō-ji w Osace.
Khadźuraho to obecnie mała wioska w środkowych Indiach. W czasach Mieszka I i Bolesława Chrobrego była jednak stolicą silnego królestwa. W ciągu stu lat powstało w Khadźuraho ponad 80 kamiennych świątyń – więcej niż w całym państwie pierwszych Piastów. Do naszych czasów przetrwała jedna czwarta tych budowli.
Pokryte niezliczonymi płaskorzeźbami świątynie zachwycały europejskich przybyszów, ale i zawstydzały. Niektóre przedstawienia były bowiem zdecydowanie zbyt odważne dla XIX-wiecznych Europejczyków, których oburzały nawet nagie tancerki (apsary) i lekkie sceny erotyczne, takie jak na zdjęciu powyżej. A przecież na ścianach świątyń w Kadźuraho można spotkać sceny dużo mocniejsze (1, 2, 3). Więcej o niezwykłych świątyniach dowiecie się z bloga Spojrzenia.
Czy kamienica może być cudem świata? Oczywiście, że tak. Zwłaszcza wtedy, gdy bierze się za nią arcygenialny architekt taki jak Katalończyk Antoni Gaudí. Dom Casa Batlló w Barcelonie stał się cudem w latach 1904-1906, gdy na prośbę właściciela Gaudí “trochę” go przerobił. U góry widać fragment fasady, zaś na dole dowód na to, że Gaudí wszystko przekształcał w cuda – nawet kominy i otwory wentylacyjne.
Zbudowana w latach 687-692 Kopuła na Skale (Kubbat as-Sachra) to najbardziej rozpoznawalna budowla jerozolimskiego Wzgórza Świątynnego, na którym stała niegdyś świątynia Salomona. Zdjęcie na licencji Creative Commons Attribution 2.0. Autor: Wayne McLean
Kopuła to pierwsze architektoniczne arcydzieło islamu. Chroni Świętą Skałę, z której wedle Koranu Mahomet wyruszył w podróż do nieba. Jest dziełem syryjskich rzemieślników i bizantyjskich architektów. Jej wzorcem były chrześcijańskie martyria, a mozaikami dekorowali ją mistrzowie z Konstantynopola.