Dość trudno w to uwierzyć, ale powyższy obraz zaprowadził Veronesego przed oblicze Inkwizycji. Jej członkom nie spodobało się bowiem to, że artysta umieścił na płótnie, które miało przedstawiać ostatnią wieczerzę Jezusa, przeróżne “głupstwa”: karły, psy, papugi, błaznów (i to w dodatku pijanych!), Murzynów, czy osobnika dłubiącego w zębach. Najmocniej jednak miało rozdrażnić inkwizytorów ukazanie niemieckich lancknechtów, bo Niemców kojarzono wówczas z luteranizmem.
Artysta tłumaczył, że to wszystko jedynie dla ozdoby i że tak malarze mają w zwyczaju. Słowa te były zgodne z prawdą. W tamtych czasach sceny religijne uległy solidnemu zeświecczeniu. Ukazywano je, jakby były scenami z życia zwykłych ludzi i to w dodatku dziejącymi się w czasach współczesnych artyście. Stąd owi lancknechci z halabardami. Dziś zamiast nich Veronese namalowałby komandosów.
Trybunału swą argumentacją jednak nie przekonał, aczkolwiek wyrok był stosunkowo łagodny. Kazano Veronesemu przemalować obraz. Artysta jednak nie chciał tego zrobić, więc zmienił tytuł z “Ostatnia wieczerza” na “Uczta w domu Leviego”. Choć było to dość bezczelnym prztyczkiem w nos, to inkwizycja dała Veronesemu spokój.
1573, olej na płótnie, 550 na 1278 cm, Galleria dell’ Accademia w Wenecji

